fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polskie meble ruszają na podbój Ameryki

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Największa w historii branży meblarskiej akcja promocyjna w USA ma otworzyć w przyszłym roku drzwi do lukratywnego rynku w Stanach. Liczymy na zamówienia po rugowanych Chińczykach.

Ameryka już teraz w rankingu światowych odbiorców naszych mebli plasuje się wysoko, bo na szóstej pozycji. Sprzedajemy je tam za równowartość niespełna 400 mln euro rocznie. Stany Zjednoczone zawsze kusiły branżę meblarską. Tym razem przedsiębiorcom sprzyja jednak sytuacja międzynarodowa. Gospodarcze starcie Waszyngtonu z Pekinem przeszło już w wyniszczającą wojnę handlową i poważnie uderzyło w eksport chińskich mebli na amerykański rynek.

Polskie firmy zamierzają wykorzystać okazję. – Przygotowaliśmy strategiczny plan wejścia z ofensywą marketingową na największych branżowych targach w USA, High Point Market w Północnej Karolinie, uznawanych też za największe na świecie – mówi Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Czytaj także: Czas ujawnić ukrytych mistrzów 

Za 2, 7 mln zł – rekordową kwotę, jaką do tej pory wydała branża meblarska w swej historii na promocję rodzimych mebli na konkretnym rynku – OIGPM, organizator imprezy, zapewnił udział oferty polskich mebli w całym cyklu wystaw High Point Market. Specjalnie przygotowana prezentacja sprzętów „made in Poland" ma się pojawić w co najmniej trzech odsłonach wystawy. W wiosennej i jesiennej jej edycji w przyszłym roku i znów na wiosnę 2021 r. Meblarskie stowarzyszenie liczy na długofalowy efekt promocji. Jaki? To pokaże czas. Środowisko jest jednomyślne: po profesjonalnym rekonesansie i solidnej ofensywie marketingowej musi nastąpić znaczące otwarcie w USA i spodziewane są zyski.

Nowy design

Oferta mają być precyzyjnie zaadresowana. – Amerykański odbiorca różni się od europejskiego. Ceni bardziej klasyczne, tradycyjne wzornictwo, lubi eleganckie zdobienia. Raczej nie odpowiada mu skrojony na europejską modłę nowoczesny design – oceniają eksperci. Dla polskich producentów to wyzwanie: aby znacząco zwiększyć szanse na sprzedaż w USA, konieczne będzie zaprojektowanie zupełnie nowych kolekcji mebli przeznaczonych raczej do rezydencji i domków niż do skromnych mieszkań. Ważna jest organizacja dystrybucji, a to oznacza, że trzeba będzie sporo zainwestować zwłaszcza w logistykę.

W USA nikt nie ma czasu, by tygodniami czekać na dostawę zamówionych sprzętów. Realizacja musi być szybka, do tego wsparta skuteczną obsługą posprzedażną i serwisem.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, zwłaszcza że równocześnie należałoby budować i utrwalać polską markę. A do polskich firm dopiero przebija się świadomość, że na wymagającym amerykańskim rynku nawet największe spółki nie poradzą sobie w pojedynkę. Trzeba łączyć siły, zawierać sojusze, wspierać się we wspólnym interesie. – Obawiam się, że nie jesteśmy wciąż jako środowisko do tego gotowi. Skrajny indywidualizm to niestety wielka słabość rodzimych przedsiębiorców – ocenia dyrektor Strzelecki.

Przegoniliśmy Niemców

Na coraz bardziej widoczne oznaki osłabienia koniunktury gospodarczej na Zachodzie polska branża meblowa odpowiedziała w tym roku w swoim stylu – wskakując na drugie miejsce (po Chinach) w czołówce globalnych eksporterów i wyprzedzając Niemcy.

Nie oznacza to wcale, że kłopoty zupełnie nie imają się branży. Podgryzają ją szybko rosnące ceny energii elektrycznej, drewna, tkanin i innych surowców. Osłabia coraz silniejsza presja płacowa. Ujawniły się bariery, na które trudno szybko znaleźć sposób – coraz dotkliwiej brakuje rąk do pracy, a zupełnie zarzucono w kraju przygotowanie zawodowe szwaczek czy tapicerów. Do tej pory dziurę kadrową pomagali załatać Ukraińcy – w branży pracuje ich ponad 40 tysięcy. Przedsiębiorcy boją się jednak, że fala ukraińskich pracowników szybko odpłynie, gdy Niemcy zniosą ograniczenia w dostępie do swego rynku.

Jak widać wyzwań nie brak, jednak twarde liczby świadczą o tym, że producenci mebli łatwo nie poddają się przeciwnościom: tegoroczne prognozy dotyczące wartości produkcji sprzedanej zapowiadają jej wzrost do 50,5 mld zł. To o 1 mld zł więcej niż w 2018 r. Spowolnienie jednak widać, bo jeszcze dwa, trzy lata temu produkcja sprzedana rosła o 3 lub 4 mld zł z roku na rok.

Dyrektor Strzelecki twierdzi, że prezesi firm meblowych dostrzegają zagrożenia i nowe ryzyka w biznesie. W tym roku, wszyscy znacznie ostrożniej przymierzają się np. do inwestycji. – Najważniejsze, że w mniej sprzyjającym otoczeniu gospodarczym mimo wszystko rośniemy – podkreśla. Odpowiedzią na brak rąk do pracy i podwyżki cen prądu staje się poszukiwanie lepszych warunków do prowadzenia biznesu na Wschodzie. Jan Szynaka, właściciel grupy Szynaka Meble, właśnie buduje nową fabrykę na Białorusi. Dla krajowych eksporterów mebli wciąż rynkiem nr 1 są Niemcy – tam trafia 36 proc. całej rodzimej produkcji. Potem na liście znaczących odbiorców – daleko za niemieckim liderem – są Czesi, Brytyjczycy Francuzi i Holendrzy.

Wyproszeni z Rosji meblujemy świat

Polskie meblarstwo to potęga: 28 tys. firm (prawie 90 spółek zatrudnia powyżej 250 pracowników, 300 – to firmy średnie z załogami powyżej 50 ludzi, reszta to zakłady mniejsze i rodzinne), 165 tys. zatrudnionych, 90 proc. przychodów z eksportu, którego wartość w 2019 r. Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli szacuje na 10,9 mld euro. Choć jesteśmy praktycznie wszędzie na świecie, także w Australii, Indiach, Chinach, krajach arabskich, nasze produkty od lat lokujemy przede wszystkim w Europie. Nic dziwnego, że kontynent zrobił się już dla rodzimych firm trochę za ciasny. Rynki na polskie meble za wschodnią granicą – kiedyś wchłaniające większą część produkcji eksportowej branży – utraciliśmy praktycznie z dnia na dzień jeszcze na początku poprzedniej dekady, kiedy Rosja drastycznie podniosła cła. Do dziś protekcjonistyczna polityka Kremla tylko się umacnia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA