fbTrack

Biznes

Padł rekord w upadłościach polskich firm

Adobe Stock
Mimo że gospodarka pędzi, firmy niekoniecznie podnoszą swoją zyskowność. Efekt jest taki, że w 2018 r. liczba bankrutów wzrosła o 10 proc. A w 2019 r. może być ich jeszcze więcej.

Dokładnie 975 wyniosła liczba ogłoszonych przez sądy upadłości i restrukturyzacji polskich firm w 2018 r. – wynika z raportu przygotowanego przez ubezpieczyciela należności Coface i udostępnionego „Rzeczpospolitej". To o 10 proc. więcej niż w 2017 r. i najwięcej od co najmniej 10 lat.

Boom nie pomaga

Skąd ten wzrost, skoro w ogóle w ostatnich dwóch latach gospodarka, w tym popyt polskich konsumentów i zamówienia eksportowe, rosną w ekspresowym tempie? – Sprzyjające otoczenie gospodarcze nie wpłynęło na poprawę sytuacji płynnościowej biznesu w Polsce – wyjaśnia Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowej. – Obawy odnośnie do kształtowania się popytu przestały być główną barierą w rozwoju, za to utrzymująca się kolejny rok presja na wzrost wynagrodzeń i trudności w zapełnieniu wakatów znacznie ograniczają możliwości rozwojowe przedsiębiorstw. Jeśli dodamy do tego dużą konkurencję w wielu branżach w Polsce, wymusza to ograniczone marże, a za wzrostem obrotów rzadko podąża adekwatny wzrost zysków – analizuje.

Taki los spotkał m.in. spółki z grupy Piotr i Paweł, wobec których w 2018 r. otwarto postępowanie sanacyjne (choć to jeszcze nie upadłość). Sieć supermarketów wpadła w kłopoty ze względu na silną konkurencję ze strony Biedronki i Lidla, gdy te zaczęły uzupełniać swój asortyment o produktu markowe.

W poważne problemy w zeszłym roku wpadł również dystrybutor prasy Ruch. Spółka została objęta przyspieszonym postępowaniem układowym, ale wygląda na to, że przy zaangażowaniu publicznych przedsiębiorstw Ruch uda się jednak uratować.

Podobne starania prowadzone są w odniesieniu do Portu Lotniczego Radom, który ogłosił upadłość, ale różne instytucje publiczne chcą jego reaktywacji. Na drugie życie nie ma szans słynny GetBack, czyli spółka, która nie jest w stanie wykupić wyemitowanych przez siebie obligacji, sprzedanych po części Polakom, za ok. 2 mld zł.

Najwięcej, bo 267 upadłości i restrukturyzacji odnotowano w branży produkcyjnej (o 7 proc. więcej niż w 2017 r.) oraz handlu 234 (również o 7 proc. więcej).

Mali kontra silni

– Popyt konsumpcyjny jest silny, Polacy sporo kupują, ale nie zmienia to faktu, że w handlu nadal postępuje konsolidacja i ten trend powoduje, iż problemów przybywa – komentuje Marcin Siwa, dyrektor działu oceny ryzyka w Coface. – Coraz trudniej jest mniejszym podmiotom utrzymać się na rynku, wiele firm nie wytrzymuje konkurencji silniejszych graczy – dodaje. Sytuacji nie poprawia zakaz handlu w niedziele. Choć regulacje miały na celu m.in. wzmocnienie małych, rodzinnych sklepów, okazuje się, że hiper- i supermarkety są jeszcze bardziej oblegane.

Z kolei w przemyśle najwięcej bankructw widać w maszynowym i metalowym. – Na ten wzrost może mieć wpływ słabnąca koniunktura w UE zmniejszająca popyt na maszyny i urządzenia. Jeśli spowolnienie w całej Unii będzie postępowało, branża może mieć dalsze problemy z wypłacalnością – ostrzega Marcin Siwa.

Niezbyt ciekawe perspektywy ma też przed sobą branża transportowa. Jak analizuje Coface, już od dłuższego czasu cierpi ona na problemy płynnościowe, a rentowność spada. Wpływ na to mają zmiany przepisów w wielu krajach, słabnący popyt w części unijnych gospodarek, wzrost kosztów pracy itp. Już dziś wzrost upadłości w branży jest największy (w 2018 r. – 40 proc.) i należy się spodziewać, że kolejne miesiące nie będą lepsze.

Czas na zmiany

Zresztą spodziewane spowolnienie gospodarczej w 2019 r. może oznaczać więcej problemów we wszystkich firmach. – Wraz z niższym tempem wzrostu PKB oczekujemy, że liczba upadłości i restrukturyzacji ponownie wzrośnie, o ok. 9,3 proc. – szacuje Grzegorz Sielewicz.

Zdaniem Pawła Jóźwika, adwokata w Kancelarii Stefaniuk i Partnerzy, warto przy okazji przemyśleć zasady restrukturyzacji w Polsce. Zostały one zmienione trzy lata temu, w efekcie czego firmy łatwiej dostają drugą szansę. – Ale restrukturyzacja nadal jest utożsamiana z upadłością, przez co zagrożone podmioty nie mają realnej możliwości uzyskania na rynku finansowania swojej działalności. Słusznie podnoszone są głosy praktyków, którzy wskazują, że takie instytucje, jak PFR, PARR, ARP, które mogłyby wspierać polskie firmy będące w restrukturyzacji, nie są skłonne udzielać tego rodzaju wsparcia poza wielkimi, głośnymi i uwarunkowanymi politycznie projektami – uważa Jóźwik.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL