fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy Rzeczpospolitej

Walkę na kosmetyki i chemię wygrywają sieci

Fotorzepa/Rafał Guz
Już nie tylko żywność, ale też kosmetyki i produkty chemiczne wolimy kupować głównie w dużych sklepach. Dlatego choć to perspektywiczny, wart ponad 20 mld zł rynek, to liczba sprzedawców spada.

W tym segmencie powtarza się scenariusz znany z rynku spożywczego. Choć nadal najwięcej działa małych drogerii i sklepów z ofertą chemiczną, to jednocześnie ta część kurczy się zdecydowanie najszybciej.

Z danych firmy Nielsen wynika, że w 2016 r. liczba dużych sklepów sprzedających kosmetyki i chemię wzrosła o 1 proc., do ponad 7,2 tys., a jednocześnie małych placówek ubyło 3 proc. i ich liczba spadła do 99,2 tys.

Sieci górą

Zmiany dokonują się po cichu, ponieważ sieci drogerii czy sprzedawcy traktujący sektor chemiczny jako dodatek do głównej oferty spożywczej nie chcą na jego temat rozmawiać. Jest to o tyle zaskakujące, że w grę wchodzą duże pieniądze.

Wartość rynku przekroczyła już 20 mld zł, a większą jej część stanowią kosmetyki. Produkty chemiczne odpowiadają bowiem za 9 mld zł wydatków. Ta część rynku ma w kolejnych latach rosnąć średnio o 2 proc.

– Główne czynniki napędzające rynek to wzrost wydatków na chemię gospodarczą oraz wprowadzanie innowacyjnych produktów, które zwykle są droższe od artykułów już dostępnych – podaje w raporcie firma PMR.

– Coraz popularniejsze są wszelkiego rodzaju proszki i płyny w kapsułkach, żelach, itp. Jeśli chodzi o kosmetyki – zdecydowanie widać wpływ zdrowego stylu życia także na ten obszar. Naturalne produkty oparte na tradycyjnych składnikach cieszą się coraz większą popularnością – mówi Daniel Grabka, dyrektor zakupów Netto Polska. – Klienci są bardzo świadomi: sprawdzają etykiety nie tylko produktów spożywczych, ale także chemicznych czy kosmetycznych. Ważna jest też kompaktowość, mniej znaczy dzisiaj więcej. Produkt skoncentrowany jest tańszy, ale i wydajniejszy, zajmuje mniej miejsca – dodaje.

Zdecydowanym liderem sprzedaży kosmetyków i produktów chemicznych są drogerie, odpowiadające już za niemal 40 proc. rynku. Ale szybko gonią je sklepy dyskontowe z niemal 30-proc. udziałem. Dodatkowo, według danych Nielsena, w pierwszych miesiącach 2017 r. właśnie te dwa kanały rosną najszybciej.

– Mam grupę stałych klientów, ale na promocje w sieciach nikt nie jest obojętny, dlatego obroty mi spadają. W sąsiedztwie upadły już dwie tradycyjne drogerie – mówi Marzena Wyspiańska, kierująca drogerią na Lubelszczyźnie.

– Formaty funkcjonujące na rynku uzupełniają się i przenikają, wykraczając nawet poza kategorie ściśle przypisane dotąd danej branży. Duże sieci drogerii – poza tradycyjnym asortymentem – mają półki ze zdrową żywnością, winem, sprzętem AGD itp. Z kolei dyskont już dawno przestał być utożsamiany z małym wyborem produktów – wskazuje Daniel Grabka.

Siła nowości

– Jednym z trendów na rynku jest postępująca „specjalizacja" – kosmetyki dostosowane do indywidualnych potrzeb. Widać to w naszej ofercie, która w lutym została poszerzona o 180 linii dostępnej na wyłączność w Tesco marki Pro Formula – mówi Michał Sikora, rzecznik sieci. – Zmianą jest rosnąca popularność kosmetyków organicznych, podwoiliśmy ich asortyment, i wydzielenie odrębnej lokalizacji na produkty naturalne. Efektem zaś był kilkakrotny wzrost sprzedaży tej kategorii – dodaje.

O ile sieci rosną najszybciej, o tyle taki format działalności nie gwarantuje automatycznie skuteczności. Widać to choćby po marce Dayli, która w szczytowym momencie miała nawet ok. 200 drogerii. Teraz spółka jest w stanie upadłości, a jej właściciel, Kerdos Group, w sprawozdaniu finansowym za I kwartał podał, że sieć Dayli systematycznie się kurczy i liczy obecnie ok. 30 placówek.

Problemy miały też Drogerie Natura, gdy upadłość ogłosił właściciel, Interchem. Sieć trafiła do Alior Banku, który w 2014 r. odsprzedał ją grupie Pelion, znanej z rynku aptecznego.

Dzisiaj liczba placówek sieci zbliża się do 300 i ma ona ambitne plany. – Cele na 2017 r. to przede wszystkim wzrost sprzedaży na bardzo konkurencyjnym rynku kosmetycznym, poprawa osiąganych wyników oraz rozwój oferty – podaje Pelion.

Liderem rynku jest Rossmann, który na koniec 2016 r. miał już w Polsce niemal 1,2 tys. sklepów. – Plan firmy na 2017 r. to uruchomienie ok. 100 kolejnych – podają przedstawiciele Rossmanna.

Skala działalności pokazuje, że mniejszym firmom faktycznie trudno jest z takim rywalem walczyć. Oferta Rossmanna to 16 tys. produktów, co roku pojawia się ok. 5 tys. nowości. W 2016 r. obroty firmy w Polsce sięgnęły 8,3 mld zł.

Potężnym graczem na rynku jest także Jeronimo Martins – z jednej strony przez sieć Biedronka, a z drugiej – drogerie Hebe. W I kwartale sprzedaż tej sieci wzrosła o 33,9 proc., do 36 mln euro. Zakończyła marzec z liczbą 119 drogerii, to o 24 więcej niż rok wcześniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA