W weekend do stołecznego Blue City zjechały tłumy na wystawę kur ozdobnych.
Można tam było oglądać ponad 1,2 tys. różnego rodzaju kur, bażantów, kaczek, indyków a nawet pawi.
– Prezentowane jest ptactwo niemal z całego świata. Są odmiany z Niemiec, Holandii, ale też Indii czy Chin – zachwalała Małgorzata Maier z Blue City.
Na wystawie pokazano najmniejsze kury serbitki, których waga nie przekracza 0,5 kg, ale też giganty brahmy, których ciężar ciała może sięgać 10 kg. I to głównie te największe egzemplarze przyciągały uwagę zwiedzających. – Jakie intensywne kolory piór! A jak głośno ten kogut pieje! – zauważyła Joanna Tomaszewska, która przyszła na wystawę z dziećmi.
Furorę robiły koguty onagadori wystawione nie w klatkach, ale na specjalnych kilkumetrowych pniakach. Ich atrybutem jest ponadmetrowy, wielobarwny, swobodnie zwisający ogon.
Kury można było też kupić. Ich ceny wahały się od 45 zł do 300 zł. W wyborze najlepszego okazu pomagały wywieszone na klatkach fachowe opisy przygotowane przez sędziów. Określono tam zalety i wady ptactwa, a także zawarto zalecenia do dalszej hodowli. I tak, np. u jednego z brodaczy zaletami były jego budowa i kolor oczu, ale już był zbyt wysoki.
– Mało jest kur idealnych, ale większość wad można poprawić. Już sobie upatrzyłem jednego koguta. Ma piękny grzebień i zadbane pióra. Jednak zdaniem sędziów, jest zbyt niski – mówi warszawski hodowca Henryk Łagodziński.
[ramka][link=http://www.zyciewarszawy.pl/temat/1.html]Życie Warszawy Online[/link][/ramka]