Białołęka umowę na zbieranie psich kup podpisała już trzeci raz. Quad wyjedzie na ulice z początkiem kwietnia i będzie je patrolował aż do jesieni.
– Taka forma sprzątania dzielnicy się sprawdziła – mówi rzeczniczka Białołęki Bernadeta Włoch-Nagórny. – A skoro przynosi efekty, postanowiliśmy z niej nie rezygnować.
Na sprzątanie chodników i trawników przy głównych ulicach dzielnicy (ok. 15 km) białołęcki ratusz zapłaci w tym roku niecałe 30 tys. zł.
– W skali budżetu dzielnicy nie są to wielkie pieniądze – mówi Bernadetta Włoch-Nagórny. – Tymczasem dzielnica jest o wiele czystsza.
Nad rozwiązaniem problemu psich kup zastanawia się również Bemowo. Przez ostatnie dwa lata dzielnica wypożyczała specjalne odkurzacze, które potem udostępniała spółdzielniom mieszkaniowym. W tym roku z nich zrezygnowała.
– Musieliśmy płacić za ich wypożyczenie, a nie było chętnych do korzystania z nich – mówi Mariusz Gruza z Urzędu Dzielnicy Bemowo. – Uznaliśmy więc, że nie ma sensu dalej wydawać na nie pieniędzy.
Z kolei ratusz w ramach kampanii "Psie sprawy Warszawy" rozdaje właścicielom psów zestawy do sprzątania po swoich pupilach. W tym roku planuje rozprowadzić ich 1,2 mln. – Jeśli okaże się, że to za mało, dokupimy więcej – zapewnia Agnieszka Kłąb z biura prasowego urzędu miasta.
Jak twierdzi ratusz, kampania przynosi wiele korzyści. – Kilka lat temu sprawą pozostałości po psach nie interesował się nikt – mówi Agnieszka Kłąb.
Tymczasem z przeprowadzanego na zlecenie urzędu miasta badania "Barometr Warszawski" wynika, że odsetek osób deklarujących, iż sprząta po swoich pupilach, wciąż się zwiększa.
Sprawą interesują się też warszawscy radni. – Przydałoby się więcej lekcji w szkołach na temat odpowiedzialności za zwierzęta, bardziej rygorystyczne podejście straży miejskiej do właścicieli psów i współpraca z weterynarzami, która pozwoliłaby ustalić choćby to, ile właściwie psów jest w Warszawie – mówi radna Aleksandra Sheybal-Rostek (PO). – Będziemy o to zabiegać.