Stanowisko niespodziewanie stracili szef resortu sprawiedliwości i kilku jego współpracowników. - Nie zamierzam tolerować zaniedbań - mówił premier Donald Tusk
Na pierwszy ogień poszedł minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski. Stracił stanowisko rano. Po południu zdymisjonowani zostali też: odpowiedzialny za więziennictwo wiceminister Marian Cichosz, prokurator krajowy Marek Staszak, kierujący Służbą Więzienną Jacek Pomiankiewicz oraz szef więzienia w Płocku Artur Kowalski.
Premier zapewnia, że następca ministra będzie znany w ciągu tygodnia. Ma już dwóch kandydatów, ale nie chce podać ich nazwisk. Nieoficjalnie mówi się m.in. o prof. Andrzeju Zollu, byłym prezesie Trybunału Konstytucyjnego, oraz karniście prof. Zbigniewie Hołdzie.
– Donald Tusk będzie naciskać, by albo Zoll, albo Hołda, mimo deklarowanej odmowy, przyjęli propozycję – mówi jeden z posłów PO.
Poza tym spekuluje się, że resort może objąć inny były prezes Trybunał Konstytucyjnego Marek Safjan lub obecny minister infrastruktury Cezary Grabarczyk.
Jak doszło do dymisji? – Złożyłem rezygnację, a premier ją przyjął – tak sam Ćwiąkalski ogłosił swoją dymisję. Zrobił to po godzinnej rozmowie z premierem. Oddał się do jego dyspozycji. Nie spodziewał się jednak, że szef rządu rzeczywiście go zdymisjonuje.
Jeszcze w poniedziałek Ćwiąkalski był pewny siebie. I właśnie wypowiedzi dotyczące śmierci w celi jednego z porywaczy Krzysztofa Olewnika miały najbardziej zirytować premiera i przesądzić o odwołaniu. Wczoraj Ćwiakalski powtarzał, że w tej sprawie nie czuje się winny, a swoją dymisję nazwał wizerunkową. – W polityce nie ma sentymentów. Ponoszę odpowiedzialność polityczną. Premier uznał, że moje odejście będzie lepsze – mówił.
Premier podkreślał natomiast, że w sprawie porwania i zabójstwa Olewnika nie będzie akceptować zaniechań. Nie sprecyzował, co ma na myśli. Pojawiły się też opinie, że dla Tuska był to tylko pretekst. – Nie był z Ćwiąkalskiego zadowolony. Przy rekonstrukcji rządu Ćwiąkalski mógł i tak stracić fotel – mówi polityk Platformy.
Jednak oficjalnie koalicyjni posłowie chwalą ministra. Stanisław Żelichowski (PSL) zapewnia, że Ćwiąkalski był wysoko oceniany, a jego pozycja w rządzie nie była zagrożona.
– To, że złożył rezygnację, chociaż osobiście nie odpowiada za zaniedbania, świadczy o jego klasie – podkreśla Sebastian Karpiniuk (PO).
A PiS nie kryje zadowolenia z dymisji szefa resortu. – To dowód na bankructwo polityki rządu – komentował prezes partii Jarosław Kaczyński. Przypominał, że od początku krytykował tę nominację.
– Z niesmakiem patrzę na zachowanie tych, którzy sami nie mają czystego sumienia – odpowiadał opozycji Donald Tusk. – Minister Ziobro, który najgłośniej teraz demonstruje radość, powinien skorzystać z okazji do milczenia.
Podobnie jak prezes PiS mówił prezydencki minister Michał Kamiński. – Nie byłoby całej sprawy, gdyby rok temu premier posłuchał rad prezydenta i nie powoływał Zbigniewa Ćwiąkalskiego na szefa resortu sprawiedliwości – przypominał.
Zdaniem ekspertów odwołanie Ćwiąkalskiego może być początkiem fali dymisji nie tylko w resorcie, ale i w całej Radzie Ministrów. – To wyłom w monolicie, jakim był rząd. Być może po tym pierwszym kroku premier zdecyduje się na poważniejsze zmiany – mówi dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.