Reklama

Cienie dawnej świetności

Choć Polonia odnosi sukcesy w wielu sferach amerykańskiego życia, polityka zdecydowanie nie jest jedną z nich

Publikacja: 26.11.2009 03:30

Wiele dobrego dla Polski zrobili były prezydencki doradca ds. bezpieczeństwa Zbigniew Brzeziński, uważany za jednego z najwybitniejszych specjalistów od polityki zagranicznej w USA, a także generał Edward Rowny, były negocjator ds. rozbrojenia w administracji Ronalda Reagana. Ich osiągnięcia mają jednak charakter indywidualny, nie wypływają z siły polonijnej społeczności.

Do polskich korzeni chętnie przyznają się też tacy amerykańscy politycy, jak zasiadające w Senacie USA Barbara Mikulski i Lisa Murkowski czy członkowie Izby Reprezentantów John Dingell, Dan Lipinski i Marcy Kaptur. Ale ich wpływy nie są wystarczająco silne, a wola działania wystarczająco wyraźna, by poważnie ruszyć z miejsca choćby taką sprawę jak zniesienie wiz dla Polaków.

I nawet gdyby gubernator Minnesoty Tim Pawlenty, który ma polskich przodków i wymieniany jest wśród faworytów do republikańskiej nominacji prezydenckiej, doszedł na sam szczyt władzy, jego związek z Polonią i Polską jest w najlepszym razie symboliczny.

Powodów jest kilka. Jeden to wtapianie się Polonusów, szczególnie tych z klasy średniej, w amerykańskie społeczeństwo. Kolejne pokolenia odczuwają coraz słabszy związek z krajem swych przodków czy choćby jego kulturą. Druga przyczyna to polityczna słabość organizacji polonijnych. Wpływowy niegdyś Kongres Polonii Amerykańskiej nie jest dziś nawet w stanie zmobilizować Polaków na własnym podwórku, w Chicago, nie wspominając o skutecznym lobbingu w Waszyngtonie. Nowe organizacje, choć powstają, wciąż mają bardzo ograniczony zakres lokalny.

Symbolem upadku wpływów politycznych chicagowskiej Polonii na Kapitolu jest historia piątego okręgu wyborczego w stanie Illinois, który przez lata zdominowany był przez Polaków. To stamtąd wysyłano do Waszyngtonu takich kongresmenów, jak: Anthony Michalek, Martin Gorski, John Kluczynski czy Bill Lipinski.

Reklama
Reklama

Przez 36 lat, aż do połowy lat 90., okręg ten reprezentował w kongresie Dan Rostenkowski, w tamtym czasie jeden z liderów całej Partii Demokratycznej. Zarówno on, jak i jego partyjny kolega z innego chicagowskiego okręgu Roman Pucinski byli nie tylko amerykańskimi politykami polskiego pochodzenia, lecz także autentycznymi przywódcami Polonii zabiegającymi o jej interesy. Na przykład Pucinski, jeszcze zanim został kongresmenem, stał na czele powołanej przez Kongres specjalnej komisji badającej okoliczności zbrodni katyńskiej.

Wraz z amerykanizacją Polonusów i słabnięciem ich organizacji znikały też szanse polityków polskiego pochodzenia w wyborach. A gdy podczas demokratycznych prawyborów do piątego okręgu w 2002 roku przed Nancy Kaszak otworzyła się taka szansa, została zaprzepaszczona za sprawą samych Polonusów. Antysemickie wypowiedzi ówczesnego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala w zasadzie zapewniły zwycięstwo Rahmowi Emanuelowi, zdolnemu politykowi żydowskiego pochodzenia, który od niedawna jest szefem gabinetu Baracka Obamy. Co ciekawe, w czasie swej kariery w Kongresie Emanuel był jednym z najbardziej propolskich polityków na Kapitolu, dbając o interesy swego elektoratu.

Podczas tegorocznych prawyborów mających wyłonić kandydata do mandatu po Emanuelu polski imigrant kandydat Victor Forys dostał zaledwie 12 procent głosów.

Coraz słabszy napływ imigrantów z Polski w połączeniu z falą Latynosów osiedlających się w tradycyjnie polskich dzielnicach Chicago i odpływem Polonusów na przedmieścia sprawiają, że Polonia jest w odwrocie nawet na szczeblu polityki lokalnej, takiej jak wybory władz lokalnych.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama