Jeszcze kilkanaście lat temu ekspansja zagraniczna polskich firm była raczej wyjątkiem niż regułą. Większość przedsiębiorstw koncentrowała się na rozwoju w kraju, który po transformacji dawał ogromne możliwości wzrostu. Dziś jednak coraz więcej spółek dochodzi do momentu, w którym polski rynek przestaje wystarczać. Firmy szukają nowych odbiorców, nowych partnerów i nowych źródeł wzrostu poza Europą Środkowo-Wschodnią.
Podczas panelu „Polska wychodzi w świat. Czy jesteśmy gotowi grać globalnie?” przedstawiciele dużego biznesu zgodnie podkreślali, że Polska znalazła się w wyjątkowym momencie. Z jednej strony rośnie zainteresowanie polskimi firmami i marką „Polska” za granicą. Z drugiej – kraj nadal nie zbudował jeszcze spójnego systemu wspierania własnych przedsiębiorstw w międzynarodowej ekspansji.
Piotr Iwo Chmielewski, prezes zarządu Rohlig Suus, mówił, że jego firma obserwuje ten proces z dwóch perspektyw jednocześnie. Z jednej strony wspiera zagraniczne koncerny w rozwoju działalności w Europie Środkowo-Wschodniej, z drugiej od ponad trzech dekad pomaga polskim przedsiębiorcom w wychodzeniu na zagraniczne rynki. – Przeżywamy swoje pięć minut. To jest ten moment, kiedy widzimy coraz więcej odwagi. Myślę, że tego bardzo brakowało nam w ostatnich latach. Jednocześnie bardzo mocno rośnie zainteresowanie przedsiębiorców i dużych firm z Azji czy ze Stanów naszym regionem świata – mówił.
Rosnąca pozycja Polski coraz wyraźniej widoczna jest także poza Europą. Michał Ciszek, wiceprezes TDJ, przekonywał, że zmienia się sposób postrzegania Polski na świecie – nie tylko gospodarczo, ale również społecznie. – Polska i marka Polski zaczynają być naprawdę widoczna i bardzo pozytywnie budowana. To jest bezpieczne miejsce, kraj, do którego ludzie są gotowi wysłać dzieci na edukację. Jest czyściej, stabilniej, spokojniej. To są czasami bardzo prozaiczne rzeczy, ale one budują ogromny kapitał zaufania – mówił. Jego zdaniem właśnie teraz Polska ma szansę zacząć budować markę państwa biznesowego, zdolnego do tworzenia globalnych firm i technologii.
Od Rzeszowa do Afryki
Jeszcze niedawno wiele polskich firm koncentrowało się niemal wyłącznie na Europie. Dziś coraz częściej mówią o Afryce, Azji Centralnej czy Stanach Zjednoczonych jako o naturalnych kierunkach rozwoju. Artur Wiza, wiceprezes zarządu Asseco, przypominał, że ekspansja firmy do Afryki zaczęła się od telefonu polskiego ambasadora. – Powiedział: przyjedźcie do Afryki, bo tam można zrobić biznes. Zaczęliśmy jeździć, robić prezentacje, pokazywać nasze rozwiązania i naszych klientów. Pierwszy kontrakt podpisaliśmy w Etiopii na system energetyczny. Dzisiaj jesteśmy obecni w wielu krajach Afryki i realizujemy tam projekty związane choćby z cyberbezpieczeństwem – mówił.
Asseco działa dziś w około 60 krajach. Jak podkreślał Wiza, jeszcze kilkanaście lat temu była to firma z Rzeszowa osiągająca około 100 mln zł przychodów. Rozwój zagraniczny oparto jednak na konsekwentnych akwizycjach. – Zrobiliśmy ponad 160 przejęć, głównie za granicą. Dzisiaj nasze przychody to około 17 mld zł, a 90 proc. biznesu realizujemy poza Polską – mówił Wiza. Jednocześnie zaznaczał, że zagraniczna ekspansja wymaga cierpliwości i wieloletniej obecności na rynku. – W Afryce biznesu nie robi się tak, że leci się raz i coś się sprzedaje. Nad pierwszym kontraktem pracowaliśmy trzy lata. Trzeba mieć ludzi, środki i determinację, żeby konsekwentnie budować relacje – zaznaczał.
Region ważniejszy niż odległe rynki
Światowa gospodarka po pandemii i wybuchu wojny w Ukrainie zaczęła coraz mocniej odchodzić od modelu pełnej globalizacji opartej wyłącznie na najniższych kosztach produkcji. Coraz większe znaczenie zaczęły mieć bezpieczeństwo dostaw, stabilność polityczna i odporność gospodarki na kryzysy. Prof. Joanna Żukowska z SGH zwracała uwagę, że wydarzenia ostatnich lat mocno zmieniły sposób myślenia o międzynarodowym biznesie. – COVID, wojna w Ukrainie, sytuacja na Bliskim Wschodzie czy problemy logistyczne pokazały, że globalizacja ma również swoją cenę. Dlatego coraz częściej mówi się dziś o friendshoringu i nearshoringu, czyli budowaniu łańcuchów dostaw bliżej własnego regionu i w krajach politycznie stabilnych – tłumaczyła.
Jako przykład wskazywała sektor farmaceutyczny. Jeszcze 25 lat temu Europa odpowiadała za ponad połowę światowej produkcji substancji czynnych do leków. Dziś dominującą pozycję ma Azja. – To jest ogromne ryzyko dla bezpieczeństwa gospodarczego i zdrowotnego. Dlatego musimy najpierw zadbać o własny region, o własne kompetencje i odporność gospodarczą, a dopiero później myśleć o dalszej ekspansji – mówiła.
Podobnie o regionalnym potencjale mówił Piotr Iwo Chmielewski. Jego zdaniem Polska powinna dużo mocniej wykorzystywać swoje położenie pomiędzy Europą a Azją Centralną. – Mamy kraje takie jak Kazachstan czy Uzbekistan, które patrzą na polską historię transformacji z ogromnym uznaniem i bardzo chętnie widziałyby więcej polskich firm w swoim regionie. Powinniśmy budować most między Europą Środkowo-Wschodnią a Azją Centralną – przekonywał.
Bez logistyki, bez ekspansji
Globalny biznes coraz mocniej uzależniony jest od infrastruktury transportowej, energetycznej i cyfrowej. Wojna w Ukrainie oraz kryzysy na światowych szlakach handlowych dodatkowo pokazały, jak duże znaczenie ma bezpieczeństwo logistyczne. Piotr Iwo Chmielewski podkreślał, że logistyka i transport powinny być dziś traktowane jako jeden z fundamentów bezpieczeństwa gospodarczego państwa. – Transport i logistyka to ogromne źródło bezpieczeństwa gospodarczego. Mówimy o infrastrukturze portowej, kolejowej i drogowej, ale również o przewadze konkurencyjnej Polski. Tymczasem branża odpowiada za około 7 proc. polskiego PKB, a nadal nie mamy spójnej strategii rozwoju tego sektora – mówił.
Sławomir Radoń, dyrektor wykonawczy ds. strategii i innowacji w Orlenie, zwracał uwagę, że podobnie wygląda sytuacja w energetyce, gdzie biznes praktycznie nie istnieje już bez geopolityki. – Nie znam drugiego sektora, w którym geopolityka tak mocno przenikałaby się z biznesem. Gdybyśmy nie zbudowali Baltic Pipe, sytuacja energetyczna Polski wyglądałaby dziś zupełnie inaczej – podkreślał. Według niego kluczowe znaczenie ma szybkość działania państw i instytucji. – Cykl inwestycyjny w energetyce trwa często dziesięć lat. Dlatego stabilność regulacji i szybkie reakcje państwa są absolutnie kluczowe – zaznaczał.
Miedź, AI i walka o surowce
Transformacja energetyczna i rozwój sztucznej inteligencji powodują gwałtowny wzrost zapotrzebowania na metale krytyczne. W centrum tego procesu znajduje się miedź, której globalny popyt ma w kolejnych latach silnie rosnąć. Anna Sobieraj-Kozakiewicz, wiceprezes KGHM ds. aktywów zagranicznych, przypominała, że ekspansja zagraniczna spółki rozpoczęła się od przejęcia kanadyjskiej Quadra FNX za około 3 mld dolarów. – To była największa zagraniczna transakcja w historii polskiego biznesu. Nie była łatwa, wymagała ogromnych nakładów inwestycyjnych i wieloletniej perspektywy. Dzisiaj jednak możemy powiedzieć, że była zasadna i opłacalna – mówiła.
Jak podkreślała, aktywa zagraniczne odpowiadają dziś za około połowę EBITDA grupy, mimo że ich udział w produkcji jest znacznie niższy. Jednocześnie światowy wyścig o surowce staje się coraz bardziej strategiczny. – Rozwój AI, transformacja energetyczna i nowe technologie będą wymagały ogromnych ilości miedzi. Prognozy mówią o dwukrotnym wzroście zapotrzebowania do 2040 roku. Dlatego aktywnie analizujemy nowe projekty i nowe jurysdykcje – mówiła. Wskazywała również, że państwa takie jak Kanada czy USA coraz aktywniej wspierają własne firmy poprzez programy subsydiowania strategicznych inwestycji.
Państwo pomaga, ale przedsiębiorcy chcą więcej
Choć uczestnicy debaty pozytywnie oceniali aktywność polskich instytucji wspierających eksport i inwestycje, wielokrotnie wracał temat braku koordynacji między poszczególnymi urzędami i agencjami. Piotr Iwo Chmielewski przywoływał przykład współpracy biznesu z administracją w Stanach Zjednoczonych. – Moi znajomi jadą do South Carolina i mówią lokalnej Chamber of Commerce, że są polską firmą technologiczną. Dostają gotowy plan spotkań z partnerami i potencjalnymi klientami. To jest realne wsparcie biznesu – mówił. Jego zdaniem w Polsce przedsiębiorcy często nie wiedzą nawet, z którą instytucją powinni rozmawiać. – Przy jednej inwestycji pojawia się PAIH, PFR, Ministerstwo Cyfryzacji, Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Spraw Zagranicznych i człowiek już nie wie, z kim powinien rozmawiać. Potrzebujemy większej koordynacji – podkreślał.
Podobnie oceniał to Michał Ciszek. – „Team Poland” powinien być nie tylko hasłem marketingowym, ale też realnym modelem organizacyjnym. W biznesie zawsze jest jeden punkt kontaktu, ktoś, kto spina cały proces. Państwo też powinno działać w bardziej skoordynowany sposób – mówił. Jego zdaniem polskie firmy nadal mają trudniejsze warunki finansowania niż konkurenci z Azji. – My finansujemy projekty na poziomie 10–12 proc., a firmy chińskie często dostają finansowanie praktycznie za zero. Bardzo trudno z tym konkurować – podkreślał.
„Musimy być bardziej ekspansywni”
W dyskusji wielokrotnie powracał również temat promocji polskich firm za granicą i roli dyplomacji gospodarczej. Artur Wiza zwracał uwagę, że państwa zachodnie od dawna aktywnie wspierają własne przedsiębiorstwa. – Kiedy ambasador amerykański organizuje promocję amerykańskiej firmy w Polsce, nikogo to nie dziwi. A wyobraźmy sobie sytuację, w której ambasador Polski we Francji zaprasza tamtejsze banki na prezentację polskiego produktu. Powinniśmy nauczyć się takiej normalnej życzliwości wobec własnego biznesu – mówił.
Sławomir Radoń dodawał, że polskie firmy nadal zbyt słabo komunikują swoją skalę za granicą. – Byłem ostatnio w Norwegii i tłumaczyłem, czym jest Orlen. Ludzie byli zaskoczeni, jak duża to firma i jak wiele projektów realizuje. Musimy po prostu nauczyć się myśleć bardziej ekspansywnie – podkreślał.
Mimo licznych wyzwań uczestnicy debaty byli zgodni co do jednego: Polska przestała być już wyłącznie miejscem taniej produkcji i podwykonawstwa. Coraz więcej firm buduje globalne kompetencje, przejmuje zagraniczne spółki i zdobywa nowe rynki. Żeby jednak utrzymać to tempo, potrzebne będą nie tylko ambicje przedsiębiorców, ale również sprawniejsze państwo, bardziej aktywna dyplomacja gospodarcza i większa gotowość do wspólnego działania pod marką „Team Poland”.