Joanna Czeczott, reporterka i autorka, która wyruszyła w głąb kazachskiego stepu, w „Rzecz o geopolityce” opowiada, jak współczesne społeczeństwo radzi sobie z pamięcią o systemie Gułag. Kazachstan był niegdyś stolicą tego systemu – to tutaj znajdował się m.in. Karłag, którego powierzchnia dorównywała dzisiejszej Francji. Dziś trauma ta jest fizycznie wyczuwalna, choć rzadko widzialna na pierwszy rzut oka, ponieważ wiele miejsc kaźni zostało rozebranych lub ukrytych na uboczach, poza głównymi szlakami.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kazachstan. Coraz więcej władzy prezydenta, coraz mniej swobody

Step, który milczy o zekach

Wielu mieszkańców dzisiejszego Kazachstanu to potomkowie osób przywiezionych tam wbrew własnej woli – od polskich prababek po koreańskich pradziadków. Joanna Czeczott zauważa, że „Kazachstan bardzo chce myśleć o sobie teraz właśnie jako takim gościnnym, otwartym kraju”, co staje się formą narracji obronnej. Nazwa „Kazekstan” pochodzi od słowa „zek” (skrót od zakluczennyj – uwięziony), co podkreśla, że w pewnym momencie historii więźniowie i zesłańcy stanowili większość populacji tego regionu. Czeczott wspomina: „Większość osób, które przyjechały do Kazachstanu, nie przyjechała tam z własnej woli w gości, a ci, którzy przyjmowali tych przyjeżdżających, też zostali postawieni przed takim faktem dokonanym”.

Czytaj więcej

Bogusław Liberadzki: Jak usprawnić tranzyt drogowy z Kazachstanu i Uzbekistanu do Europy

Mit postępu zamiast prawdy o cierpieniu

Obecna polityka historyczna Kazachstanu, często naśladująca narrację Kremla, kładzie nacisk na postęp cywilizacyjny, który miał dokonać się dzięki łagrom. Buduje się nowoczesne muzea, które są pomnikami architektonicznymi, zamiast pokazywać surową prawdę o warunkach życia zesłańców. Autorka zwraca uwagę na tę dwoistość: „Opowieść o postępie jakby przysłania tę opowieść o cierpieniu”. W rozmowie podkreśla również, że granica między „katem” a „ofiarą” była w Kazachstanie niezwykle płynna, dzieci komendantów łagrów żyły w bliskich stosunkach z byłymi więźniami, wspólnie śpiewając w chórach czy korzystając z pomocy medycznej zesłanych profesorów.

Czytaj więcej

Ameryka Łacińska wymyka się USA. Chiny wchodzą do gry o surowce i wpływy

Trauma zrodzona ze wstydu

Najgłębszą raną Kazachstanu pozostaje jednak klęska głodu z przełomu lat 20. i 30. XX wieku, która doprowadziła do śmierci niemal 40 proc. społeczności. Wydarzenie to jest do dziś zamilczane, co Joanna Czeczott wiąże z głębokim poczuciem wstydu i rozerwaniem więzi klanowych. W obliczu narzuconych przez Moskwę kwot zarekwirowania bydła, członkowie wspólnoty musieli często arbitralnie wskazywać tych, którzy zostaną skazani na śmierć głodową. „To po prostu zabiło koczowniczą kulturę Kazachstanu razem z takim dziedzictwem więziotwórczym, które ona niosła” – tłumaczy autorka, wskazując na wewnętrzne poczucie winy, które do dziś utrudnia otwarcie się na pełną prawdę o przeszłości.