Amerykańscy dyplomaci liczyli na to, że podczas spotkania przywódców Rosji i Stanów Zjednoczonych w Soczi nad Morzem Czarnym Władimir Putin zmieni front w sprawie tarczy antyrakietowej. Ale mimo wielodniowych przygotowań do tego spotkania przełom nie nastąpił.
Prezydent Władimir Putin oświadczył, że Moskwa nie zmieniła negatywnego podejścia do planów rozmieszczenia elementów tarczy w Europie. Zaznaczył jednak, że Rosja jest nadal gotowa do współpracy z Waszyngtonem w tej kwestii.
„Doceniamy środki budowy zaufania zaproponowane przez USA. Jeśli zostaną one uzgodnione i zrealizowane, to będą ważne i pożyteczne z punktu widzenia złagodzenia rosyjskich obaw” – czytamy w oświadczeniu przyjętym po spotkaniu w Soczi.
W ten sposób Kreml odniósł się do amerykańskiej propozycji, że system składający się z radaru w Czechach i rakiet przechwytujących w Polsce zostałby uaktywniony dopiero wówczas, gdy pojawi się zagrożenie ze strony Iranu. Waszyngton zaproponował Moskwie również przeprowadzanie inspekcji w bazach.
– To system defensywny, a nie ofensywny. Ma bronić przed pojedynczymi rakietami. Jego celem nie jest powstrzymywanie Rosji – przekonywał prezydent USA. Władimir Putin stwierdził, że jest ostrożnym optymistą, jeśli chodzi o szanse na rozwiązanie sporu o tarczę.
Jak twierdzą rosyjskie media, szefowie dyplomacji USA i Rosji dyskutowali o brzmieniu wspólnej deklaracji nawet podczas kolacji prezydentów w sobotę wieczorem. Condoleezza Rice i Siergiej Ławrow mieli robić notatki na kartach z jadłospisem. Rosyjskie media mówią o „porozumieniu podpisanym na serwetkach”.
Chociaż Putin nie zmienił zdania w sprawie tarczy, obserwatorzy podkreślają, że zdecydowanie zmienił ton. Wieczór poprzedzający kluczowe rozmowy obaj przywódcy spędzili w wyjątkowo dobrej atmosferze; żartowali, spacerowali, a nawet tańczyli. – Putin dostał to, czego chciał. Ograł Zachód, nakręcając histerię wokół tarczy i rozszerzenia NATO tylko po to, by odwrócić uwagę od przekazania władzy swojemu następcy – mówi „Rz” politolog i ekspert wojskowy Aleksander Golc.
Podczas wizyty w Soczi amerykański prezydent miał okazję spotkać się z Dmitrijem Miedwiediewem, który w maju zajmie miejsce Putina. – To mądry człowiek, który mówi to, co myśli. Wywarł na mnie bardzo korzystne wrażenie. Mam nadzieję, że będzie się nam dobrze pracować – powiedział Bush. – O to właśnie chodziło. Kreml chciał dostać poparcie Zachodu dla nowego przywódcy – podkreśla Golc.
Było to już 28. spotkanie obu przywódców. Siedem lat temu prezydent George W. Bush po rozmowach z Władimirem Putinem stwierdził, że zajrzał w głąb jego duszy i że jest to człowiek, któremu można ufać. Ale kwestia dalszego rozszerzenia NATO, program atomowy Iranu i sprawa niepodległości Kosowa doprowadziły do gwałtownego pogorszenia stosunków amerykańsko-rosyjskich. Rok temu – podczas konferencji w Monachium – prezydent Władimir Putin porównał nawet Stany Zjednoczone do Trzeciej Rzeszy.
Anders Aslund | Waszyngtoński ekspert w sprawach Rosji i Europy Wschodniej
Ten szczyt to kompletne fiasko. Polityka administracji w ostatnich miesiącach to rozpaczliwe zabieganie o tak zwaną spuściznę historyczną. Bush i Rice gorączkowo podróżują po świecie w pogoni za zwycięstwem, które zapewni im miejsce w historii. Pierwszy taki pomysł to otwarcie ścieżki do członkostwa w NATO dla Ukrainy i Gruzji, drugi – pokój na Bliskim Wschodzie, trzeci – tarcza. Waszyngton podjął decyzję o szczycie w Soczi zaledwie dwa tygodnie temu. Nie tak robi się politykę zagraniczną. Wielkim błędem było spotkanie z Putinem. Zachód powinien go teraz ignorować i rozmawiać z Miedwiediewem. Co do tarczy, sprzeciw Rosji nie będzie miał większego znaczenia, bo Bush dostał poparcie NATO. Błędem było też forsowanie akurat tego tematu. Afganistan i rozszerzenie NATO były znacznie ważniejsze.
not. p.g.
Siergiej Markow | politolog, deputowany partii Jedna Rosja
Za sukces tego spotkania należy uznać to, iż obu prezydentom udało się zmienić charakter dwustronnych stosunków na bardziej życzliwy i przyjazny. Było to konieczne, aby przekazać trudne i nierozwiązane wciąż problemy następcom w jak najlepszym opakowaniu. Rozmawiając z Miedwiediewem, Bush miał okazję się przekonać, czy Putin mówił prawdę, ostrzegając, że następny prezydent Rosji nie będzie wcale łatwiejszym part- nerem dla nowego prezydenta USA. To, że nie udało się osiągnąć porozumienia w kwestii tarczy antyrakietowej, należy uznać za największe rozczarowanie szczytu. Nie można go nazwać przełomowym w stosunkach rosyjsko-amerykańskich. Przełomem byłaby nawet deklaracja o budowie globalnego systemu bezpieczeństwa, który obejmowałby także Rosję i inne kraje. Ale padły tylko mgliste zapowiedzi.
not. a.pis
Łukasz Kulesa | analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
Prezydentowi Bushowi nie udało się przełamać oporu Rosji wobec planów budowy tarczy antyrakietowej w Europie, zatem nie może mówić o sukcesie. Trudno było zresztą oczekiwać, że Moskwa zmieni swoje stanowisko, pozwalając odchodzącemu z urzędu prezydentowi USA na odniesienie tak wyraźnego sukcesu. Zainteresowanie tworzeniem wspólnego systemu obrony przeciwrakietowej w żadnym razie nie oznacza, że Rosja pogodziła się z amerykańskimi planami. Rosjanie będą raczej starali się wciągnąć USA w niekończące się rozmowy o technicznych szczegółach takiego systemu i o zasadach dostępu ich specjalistów do baz w Polsce i Czechach. Obaj prezydenci zdają sobie sprawę, że następny etap w stosunkach amerykańsko-rosyjskich będzie już pisany przez nowych przywódców Rosji i USA. Dla Busha i Putina bardzo ważne jest to, by pierwsze spotkanie ich następców w 2009 roku nie przebiegało w atmosferze konfliktu.
not. lor