– Wszystkie wojska popierają Nicolasa Maduro – zapewnił szef strategiczno-operacyjnego dowództwa wenezuelskich sił zbrojnych, admirał Remigio Sebalos. Od razu jednak dodał, że w rozpoczętych w niedzielę ćwiczeniach biorą udział Rosjanie i Chińczycy, których nazwał „specjalnymi gośćmi”.
– Myślę, że z Rosją wszystko jest możliwe – skomentował te informacje admirał Craig Faller, dowódca amerykańskiego Południowego Dowództwa (któremu podporządkowane są wszystkie oddziały na południe od granic USA na kontynencie amerykańskim). – Widzieliśmy przecież, co się stało w Syrii, dlatego myślę, że powinniśmy być przygotowani na to, co może się zdarzyć w przyszłości – dodał enigmatycznie wojskowy. Jak jednak dodał w wywiadzie dla Voice of America, „Rosja zachowuje się jak padający, ranny niedźwiedź, który jeszcze gryzie. I nie mogę – a nawet nie chcę – przewidywać, co zrobi”.
Nie wiadomo, ilu Rosjan (i Chińczyków) uczestniczy w ćwiczeniach, czy są to całe oddziały, czy może tylko niewielkie grupy oficerów, którzy przyjechali jako obserwatorzy.
Dwa tygodnie wcześniej szef amerykańskiego Center for a Secure Free Society Joseph Humire poinformował, że Pekin i Moskwa są już wojskowo w Wenezueli. Chiny mają tam podobno stację śledzenia satelitów w bazie lotniczej Manuel Rios w prowincji Guarico (w centrum kraju), a Rosja – urządzenia do śledzenia cyberprzestrzeni w bazie marynarki wojennej Antonio Diaz „Bandi” na wysepce La Orchilla (na północ od Caracas). Nie wiadomo, jak liczny jest personel wojskowy tych baz.
– Rosja nie otrzymała żadnej prośby od Wenezueli o pomoc wojskową – zapewnił szef wydziału Ameryki Łacińskiej rosyjskiego MSZ Aleksandr Szczetinin.
Sama jednak armia wenezuelska jest trzy razy większa od polskiej, ma na wyposażeniu 390 czołgów, 42 samoloty myśliwskie i helikoptery szturmowe. Poza oddziałami wojskowymi formalnie w skład armii wchodzi też Gwardia Narodowa (pełni obowiązki straży granicznej, policji celnej, żandarmerii, a nawet częściowo zwykłej policji, służy w niej 38 tys. ludzi) oraz Boliwariańska Milicja Narodowa licząca ponad 400 tys. ludzi (więcej niż armia). Ta ostatnia formacja została utworzona w 2008 r., by „dodać rewolucyjnego ducha” siłom zbrojnym.
– Zamierzamy zaprezentować całą naszą siłę wojskową – powiedział, rozpoczynając ćwiczenia, prezydent Nicolas Maduro.
Armia rzeczywiście okazuje mu poparcie. Od chwili, gdy trzy tygodnie temu opozycja wystąpiła przeciwko niemu i zakwestionowała legalność jego rządów, jedynie trzech wyższych oficerów przeszło na jej stronę. Byli to attache wojskowy z Waszyngtonu, zastępca dyrektora szpitala wojskowego i sztabowiec z dowództwa lotnictwa – żaden nie dowodził oddziałami wojskowymi.