Patrząc na jego obrazy, zawsze mam poczucie, że nie ma złych czasów. Tadeusz Dominik niezmiennie widzi świat jako fascynujące, pobudzające wyobraźnię zjawisko.
Nie zależy mu na splendorach ani kasie. Zadowala się niedużym domem, a nade wszystko – ogrodem i tamże wzniesioną pracownią. Dzień bez wielu godzin spędzonych w niej to dzień stracony. To luksus, na który długo czekał. Ale we wcześniejszych pracach też nie sposób nie zauważyć trudów życia.
Najbardziej charakterystyczne „Dominiki" to pejzaże sprowadzone do miękkich, niemal symbolicznych form. Widoki o cudownie zharmonizowanych, czystych barwach, w niewielkim stopniu oddających rzeczywistą kolorystykę rodzimego krajobrazu. Żółte niebo, fioletowo-zielony deszcz, pomarańczowe zagajniki, czerwony śnieg... To przecież bajka!
A jednak te nierealne „portrety" natury idealnie oddają typ polskiej przyrody. Kiedy artysta odbywa dalekie podróże, ich plonem są płótna o odmiennej aurze. Emanuje z nich rozbuchana, tropikalna przyroda, upał, wilgoć, bujność. Lub przeciwnie – zionie zimno, lodowiec, puste przestrzenie.
Dominik zawsze malował lekko, radośnie. „Ode mnie zależy, czy to, co po sobie zostawię, będzie autentycznym śladem mojej , czy tylko nagromadzeniem efektów o iluzorycznym bogactwie, chaotycznie zbieranych w życiu, ponad potrzeby i pojemność jednego artysty" – te przekonania widać w jego dorobku.
Jest optymistą, zadowolonym z tego, co mu przyniósł los, choć nie należał do aniołów. Po warszawskiej ASP krążyły plotki o ekstrawagancjach profesora. Nie szkodzi, to tylko dodawało uroku jemu i jego sztuce.
Dominik teraz świętuje sześć dekad aktywności twórczej. Wystawa nie jest retrospektywą. To skromny, lecz serdeczny hołd złożony artyście. Prawdziwemu.
Monika Małkowska
Tadeusz Dominik, wystawa z okazji 60-lecia pracy twórczej, Galeria Grafiki i Plakatu, Warszawa, ul. Hoża 40, wystawa czynna: 5.09 – 15.09