Jarosław Gowin poddał się po krytyce, mimo że depenalizacja obrotu gospodarczego to miał być drugi, obok deregulacji dostępu do zawodów, sztandarowy projekt ministra.
Tomasz Darkowski, wicedyrektor departamentu prawa karnego w ministerstwie sprawiedliwości mówi:
Chcemy wysłuchać ekspertów rynkowych w sprawie naszego projektu założeń do ustawy o ograniczaniu prawa karnego w obrocie gospodarczym. Dotychczas napłynęło około 200 opinii na piśmie. Wiele jest pozytywnych, część ma charakter krytyczny. Zakładamy, że po wtorkowym spotkaniu z organizacjami biznesowymi diametralnie zmienimy naszą koncepcję.
I dodaje:
Pozostaniemy tylko przy zmianach znoszących karalność drobnych przestępstw popełnianych z winy nieumyślnej oraz czynów zabronionych polegających na niedopełnieniu obowiązków informacyjnych czy sprawozdawczych.
Bloger Trescharchi komentuje na salonie24.pl:
Im dłużej obserwuje się poczynania Jarosława Gowina, tym bardziej wypada utwierdzić się w przekonaniu, że mianowany ku zaskoczeniu wszystkich minister sprawiedliwości nie nadaje się na to stanowisko. Okazało się przeto, iż nagłe zejście z nader wygodnej loży "kompasu moralnego" Platformy, recenzującego poczynania swoich kolegów i opozycji było dla Gowina zbyt drastycznym szokiem.
Trescharchi pisze o poparciu, którego Gowin nie ma nawet wśród własnej partii:
Gowin zabrał się do swoich "obowiązków" (w przypadku tegoż rządu cudzysłów przy obowiązkach jest jak najbardziej wskazany) z pewnym impetem, przypominając raczej słonia w składzie porcelany niż wytrawnego statystę, ale takie ożywienie skostniałego po kadencji Kwiatkowskiego resortu mogło się z początku podobać.
Niestety - zarówno dla samego Gowina, jak i dla Kraju - doszło wreszcie do czarnego scenariusza, który prognozowali co bardziej roztropniejsi komentatorzy. Minister sprawiedliwości nie posiada praktycznie żadnego zaplecza w łonie własnej partii - na stanowisko nie wypchnęła go żadna "spółdzielnia", nie został przywieziony Tuskowi w "teczce", jest tylko i aż samodzielną decyzją polityczną premiera. A poparcie Tuska - łaska króla na pstrym koniu jeździ - stanowi rzecz wielce niepewną i raz jest, a raz go nie ma.
Według blogera ministra można porównać do Don Kichota:
Dlategóż dzisiaj Jarosław Gowin jest nadwiślańską karykaturą Don Kichota, na tyle samotną, że nawet Sancho Pansy przy jego boku nie uświadczysz. Ogłasza jakiś pomysł - i albo musi się z niego rakiem wycofywać, bo nie ma siły przebicia, by ktokolwiek go poparł, albo desperacko usiłuje zjednać sobie sojuszników, wymyślając tak szkodliwe dla państwa idee jak zaprzestanie ścigania za błędy popełnione w oświadczeniach majątkowych polityków.
Teraz dziennikarze donoszą, że sztandarowy pomysł ministra - depenalizacja obrotu gospodarczego - dla którego to pomysłu resort zaproponował niemal sto zmian w przepisach, upada. Upada wobec oporu sił politycznych i sił gospodarczych, któremu to frontowi opuszczony i słaby Gowin dać rady nie może, dlatego zawczasu wywiesza białą flagę.