Aleksander Smolar pytany przez Konrada Piaseckiego w RMF FM, czy obecnej nawale "gospodarskich wizyt" premiera przygląda się ze zrozumieniem, czy z zażenowaniem, odparł:
Nie z zażenowaniem, tylko z pewnym rozbawieniem na reakcje mediów.
Bo media narzekają i pokpiwają?
I że czynią z tego tak wielkie wydarzenie. W jakimś sensie premierowi na tym zależy, logika postępowania premiera jest oczywista. Od bardzo dawna było wiadomo, właściwie od paru lat, że te igrzyska to będzie sprawdzian dla każdej ekipy, która będzie rządziła w tym momencie Polską. Otóż zbliżamy się do tych igrzysk. Wobec tego przygotowania psychologiczne i realne, tzn. sprawdzanie, jak zaawansowane są roboty, to jest rzecz normalna.
Czy zatem "takiego premiera gospodarskiego, pochylającego się z troską nad toaletami, naród pokocha i kupi"?
To nie jest powód do kochania, ale oczywiście ludzie są zainteresowani, żeby ci, którym powierzony został mandat, żeby robili to, na co zostali wybrani. Otóż w jakimś sensie premier pokazuje, że on robi to, do czego został przez społeczeństwo wyznaczony.
Czyli wielki premier małych spraw...
Premier powinien być od małych spraw. Kiedy są małe sprawy to znaczy, że jest niedobrze - kryzys, wojna. Premier powinien być również od dużych spraw. Oczywiście niedobrze, jeżeli teatr dominuje, jeżeli spektakl dominuje nad esencją.
Naszym zdaniem oburzające jest już samo snucie snuć przypuszczeń, że u naszego premiera "spektakl dominuje nad esencją". A już zupełnie niedopuszczalne, by określać go mianem "wielki premier małych spraw". Jeszcze przylgnie i co wówczas poczną rządowi eksperci od PR?