Rz: W Polsce podobno odżywa mafia. Jej członkowie organizują duże spotkania. Czy takie zjazdy mają swoje rytuały?
Artur Górski:
Współczesna polska mafia nosi garnitury i siedzi w biurowcach, gdzie pod przykrywką legalnych firm zarządza handlem narkotykami. Nie sądzę, by taka mafia wymagała rytualnych spotkań.
Gdzie powstała pierwsza mafia?
Na Sycylii. Z tym że wywodząca się stamtąd Cosa Nostra nie byłaby organizacją tak potężną, gdyby nie jej ekspansja w Stanach Zjednoczonych. Sycylijczycy są bardzo przywiązani do instytucji rodziny (rozumianej szerzej niż krąg osób o wspólnych więzach krwi), i jeśli organizują coś naprawdę dużego, szczególnie jeśli jest to wymierzone w instytucje prawa, to w oparciu o strukturę „rodzinną".
Gdzie jest ojciec chrzestny...
Też. Ale etos „rodziny" został trochę błędnie wykreowany przez literaturę i kino. Na przykład celebrowanie przyjęcia do „rodziny", które widzimy w filmach, było gestem niewiele znaczącym, choć oczywiście motywującym.
Mafiosi przestrzegali oczywiście omerty.
To najświętsze prawo, a raczej zmowa mafii. Zabrania ona ujawniania policji informacji o sprawach mafii. Za złamanie omerty, czyli zdradę, była tylko jedna kara – śmierć.
Czy gangsterzy mieli przesądy?
Wierzyli, że w źrenicach ofiary zostaje utrwalony ostatni obraz z życia, dlatego oddawali dodatkowe strzały w oczodoły. Złą sławą wśród karciarzy cieszył się as pik. Giuseppe Masseria z Nowego Jorku, czekając w restauracji na spotkanie z „Luckym" Luciano, bawił się kartami. Gdy zjawili się mordercy, trzymał w ręku tę kartę. W Chicago mafiosi bali się „klątwy zielonego krzesła". Takie krzesło stało w biurze policji i przesłuchiwano na nim gangsterów. Podobno z 57 przesłu- chiwanych zginęło w niedługim czasie 56. Szczerze mówiąc, nie ma się co dziwić, bo oni się wzajemnie eliminowali.
Ale podobno mieli też gest. Po co im to było?
Dla poparcia społecznego. Frank Costello z Nowego Jorku, prawa ręka „Lucky'ego" Luciano, wspierał Armię Zbawienia. Rodzina Marcello rządząca Nowym Orleanem finansowała skautów. Większość gangsterów pochodzenia włoskiego uważała się za katolików i mniej lub bardziej dyskretnie wspierała Kościół. Sam Giancana z Chicago regularnie bywał na nabożeństwach i rzucał na tacę banknoty 100-dolarowe.
—rozmawiał Rafał Mierzejewski