Reklama

Kontrakt w interesie Polski

Wielki kontrakt zbrojeniowy to jak operacja na otwartym sercu.

Aktualizacja: 22.04.2015 01:23 Publikacja: 21.04.2015 22:00

Bartosz Węglarczyk

Bartosz Węglarczyk

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński

Jest tak skomplikowana, wymaga tak zgranego zespołu i jej plan musi przewidywać tak wiele scenariuszy dobrych i złych, że dla laika to wydarzenie niemal niemożliwe do zrozumienia.

Polskie wojsko musi otrzymać sprzęt najwyższej jakości, wsparty najlepszymi firmami i sprawdzony przez najlepsze armie. Polski przemysł obronny musi zyskać zastrzyk inwestycji, a pracownicy miejsca pracy. To wszystko prawda, ale na tak poważne decyzje składa się wiele składników. Aby ocenić, czy Ministerstwo Obrony dobrze wybrało dostawców systemów obrony przeciwrakietowej i śmigłowców, trzeba spojrzeć bardzo szeroko – nie tylko na technikę, nie tylko na politykę, ale także na historię i dyplomację.

Nikt nie będzie bronić Polski, jeśli – w razie najczarniejszego scenariusza – nasz kraj nie będzie bronić się sam. Oddanie Krymu przez Ukraińców bez walki pokazało nam to dobitnie.

Polska armia musi więc być gotowa bronić się samodzielnie. Potrzebuje do tego sprzętu, który jest dobry, ale za którym stoi siła i nowoczesność, a także ścisły sojusz polityczny z realnym sojusznikiem. Patrioty dają taką pewność. W najbliższych dniach specjaliści będą zapewne dowodzić, że to sprzęt stary i że są lepsze systemy. Tyle że dane techniczne danymi technicznymi, ale gdyby czarny scenariusz miał się spełnić, to warto mieć u swego boku sojusznika największego i najgroźniejszego. A tylko Amerykanie mają dziś w NATO realną siłę, by pomóc nam szybko i efektywnie.

Kupując jednocześnie helikoptery od Francuzów, pokazujemy, że także europejska część NATO (a przy okazji UE) jest dla nas ważna. Budujemy w ten sposób dwa filary naszego sojuszu obronnego wewnątrz NATO.

Reklama
Reklama

Nigdy od 1989 roku tak bardzo w interesie Polski nie leżało to, by Amerykanie byli obecni w Europie Środkowej militarnie, gospodarczo i politycznie. Tak samo w naszym interesie leży, by NATO było solidarne i spójne. Francuskie helikoptery i amerykańskie patrioty w polskiej armii z pewnością temu pomogą.

Publicystyka
Estera Flieger: Emmanuel Macron w trybie kocura
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Histeria końca wszystkiego
Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama