Kilka dni temu Verena Bahlsen w wywiadzie dla niemieckiego dziennika "Bild" powiedziała, że firma należąca do jej rodziny, która w czasie II wojny światowej zatrudniała około dwustu osób wywiezionych przymusowo z okupowanych terenów do III Rzeszy, "nie zrobiła nic złego".
- To nie było za moich czasów. Płaciliśmy pracownikom tyle samo co Niemcom, dobrze ich traktowaliśmy. Sąd odrzucił wszelkie skargi, firma nie jest nikomu nic winna - powiedziała "Bildowi" 25-letnia dziedziczka ciasteczkowej fortuny i wywołała w Niemczech oburzenie.
Zdziwienie i oburzenie wywołała też dalsza część wywiadu Vereny Bahlsen, która stwierdziła, że "chcę zarabiać pieniądze i kupować sobie jachty". Verena dziedziczy 25 procent udziałów w koncernie Bahlsen. Resztę otrzyma trójka jej rodzeństwa.
Verena Bahlsen przyznaje, że jej wypowiedzi w wywiadzie dla "Bilda" była "błędem" i bardzo jej przykro, że w ogóle padły.
Koncern Bahlsen twierdzi, że „obszernie zbadał" ten rozdział swojej historii, ale jednocześnie przypomina, że pozwy o odszkodowanie byłych robotników przymusowych zostały odrzucone przez sąd krajowy w Hanowerze. Jako powód podano przedawnienie.
Jednak w 1999 roku firma przystąpiła do fundacji „Pamięć, Odpowiedzialność, Przyszłość", wpłacając łącznie 1,5 mln marek niemieckich na rzecz odszkodowania byłych robotników przymusowych. „Firma jest świadoma, jak wielkie cierpienie i bezprawie spotkało wówczas robotników przymusowych i wielu innych ludzi i uznaje w tym swoją historyczną i moralną odpowiedzialność" – napisano w oświadczeniu.
Firma Bahlsen GmbH & Co. KG działa od 1889 roku i wciąż jest własnością rodziny Bahlsenów. Jest znana z produkcji wyrobów cukierniczych, między innymi słynnych popularnych Leibniz. Zatrudnia na całym świecie ponad 2800 osób. W 2018 r. obroty firmy były na poziomie 545 mln euro (2,35 mld zł).
W Polsce firma rozpoczęła działalność w 1993 roku przejmując Skawińskie Zakłady Koncentratów Spożywczych. Obecnie ma fabryki fabryki w województwie małopolskim - w Skawinie oraz Jaworniku.