– Modlę się z wami, żeby nigdy się nie poddawać, nigdy nie tracić nadziei i nigdy nie wątpić – Sousa odczytał z kartki przesłanie papieża, a potem zaapelował, byśmy wspólnie budowali narodową drużynę. Z wiarą i nadzieją, że zwyciężymy.

Sousa opowiadał, że chce, by reprezentacja Polski grała odważnie i ambitnie, by jej jedyną bronią nie był kontratak, by utrzymywała się przy piłce i kreowała sobie bramkowe okazje, potrafiła zwyciężać na różne sposoby. – W moich zespołach systemy się mieszają – przypomniał.

Zapewniał, że zna polskich piłkarzy, śledzi ich występy w klubach zagranicznych, po nominacji na selekcjonera zaczął się też przyglądać ośmiu–dziesięciu zawodnikom z Ekstraklasy i kilku z kadry młodzieżowej. Niespodzianek w powołaniach na razie nie przewiduje, ale drzwi przed nikim nie zamyka.

Życzy sobie, by wszyscy podchodzili do pracy z taką pasją i zaangażowaniem jak Robert Lewandowski. – W jego oczach widziałem ogień – podsumował spotkanie z kapitanem. – Ale potrzebujemy kilku liderów.

Jeszcze przed marcowym zgrupowaniem przed eliminacjami mundialu w Katarze chciałby poznać innych kadrowiczów. Wie już, kto będzie nr 1 w bramce, Wojciech Szczęsny czy Łukasz Fabiański, ale tego nie ujawnił.

Jerzego Brzęczka prosić o radę nie zamierza, do sztabu włączył analityka Huberta Małowiejskiego. W planach ma spotkania z selekcjonerem kadry do lat 21 Maciejem Stolarczykiem.

Czyli jest tak, jak nam się zdawało – Paulo Sousa to bardzo grzeczny człowiek, ale nie ma jeszcze wielu konkretów do zakomunikowania.