Po godzinie 20 wciąż w kolejkach do lokali wyborczych przebywają ostatni oczekujący na głosowanie. 

Według danych Centrum na rzecz Wolnych Wyborów i Demokracji (CeSID) frekwencja na godz. 19 sięgnęła 67,6 proc. Z kolei Republikańska Komisja Wyborcza (RIK) poinformowała, że do godz. 18 głos oddało 64,89 proc. z około 6,5 mln uprawnionych obywateli. Była to najwyższa frekwencja od rozpadu Jugosławii.

Serbia. Wyborcy obawiają się sfałszowania wyników

Część głosujących obywateli wyraziła obawy przed fałszowaniem wyników. Aby temu zapobiec, niektórzy przychodzili z własnymi długopisami. – Po zaznaczeniu listy, na którą głosowałam, na wszelki wypadek przekreśliłam wszystkie pozostałe. Przyszłam też ze swoim długopisem, gdyby w komisji dawali nam znikający atrament – wyznała w rozmowie z PAP Maja, 40-letnia mieszkanka Belgradu.

Czytaj więcej

Wybory prezydenckie w Bułgarii. Są wyniki exit poll

Oddająca głos w centrum stolicy 30-letnia Jovana także przyniosła własny długopis i przekreśliła pozostałe listy w obawie przed możliwymi fałszerstwami. – Pierwszy raz widzę kolejkę w mojej komisji i naprawdę cieszę się z takiej frekwencji. Oczekuję najlepszego, to znaczy wygranej trzeciej listy (listy studenckiej – PAP) – podkreśliła.

Jak zaznaczyła, nie uwierzy w uczciwość wyborów, jeśli ogłoszone zostanie zwycięstwo obecnego rządu. – Będzie to oznaczać tylko tyle, że głosy sfałszowano – stwierdziła.

Dyrektor Republikańskiej Komisji Wyborczej Vladimir Dimitrijević poinformował po południu, że głosowanie przebiega „spokojnie, z drobnymi nieprawidłowościami”, które członkowie komisji wyborczych rozwiązywali na bieżąco we własnym gronie. W niedzielę policja zamknęła ulicę, przy której mieści się RIK, a właściciele pobliskich lokali zabezpieczyli witryny drewnianymi płytami.

– Jasne jest, że boją się reakcji ludzi, bo już przygotowują swoje fałszerstwa – skomentował w rozmowie z PAP mieszkaniec Belgradu, stojąc przy policyjnej barierce.

Ministerstwo spraw wewnętrznych Serbii podało z kolei o ataku na funkcjonariuszy policji, do którego doszło wieczorem pod koniec głosowania w Lazarevacu w środkowej części kraju. Resort przekazał, że w wyniku zdarzenia rannych zostało dwóch policjantów. „Grupa osób zaatakowała fizycznie funkcjonariuszy policji, używając kamieni, materiałów pirotechnicznych oraz innych niebezpiecznych przedmiotów” – poinformowało w komunikacie serbskie MSW.

Czytaj więcej

Wichura w Niemczech. Drzewa uszkodziły linie energetyczne, tysiące domów bez prądu

Unijny ambasador w Serbii Andreas von Beckerath opublikował na platformie X post, w którym stwierdził, że jest „głęboko zaniepokojony doniesieniami o aktach przemocy w szeregu lokali wyborczych”. Jak zaznaczył, „obywatele Serbii powinni mieć możliwość korzystania z demokratycznego prawa do głosowania w spokojnych i bezpiecznych warunkach”. Wezwał jednocześnie wszystkie strony do zachowania spokoju i odpowiedzialnego postępowania.

Wybory parlamentarne w Serbii po dwóch latach protestów

Głosowanie było następstwem trwających niemal dwa lata masowych protestów, które rozpoczęły się po tragedii na dworcu kolejowym w Nowym Sadzie 1 listopada 2024 r. Przez zawalenie się fragmentu dachu śmierć poniosło 16 osób. Demonstranci obarczali władze odpowiedzialnością za korupcję i zaniedbania, które ich zdaniem przyczyniły się do katastrofy. Protesty zainicjowali serbscy studenci, którzy w wyborach wystawili listę obejmującą 250 kandydatów reprezentujących różne zawody i pochodzących z całego kraju.

Najpoważniejszymi konkurentami były dwa ugrupowania: „Aleksandar Vučić – Zjednoczona Serbia” oraz „Lista Studencka – Studenci Zwyciężają”. Pozostałe spośród 18 zarejestrowanych list, z wyłączeniem komitetów reprezentujących mniejszości narodowe, według przedwyborczych sondaży miały niewielkie szanse na przekroczenie 3-procentowego progu wyborczego.