Agenci pionu dochodzeniowego do spraw bezpieczeństwa wewnętrznego (Homeland Security Investigations, HSI), będącego częścią Amerykańskiego Urzędu Celno-Imigracyjnego (Immigration and Customs Enforcement, ICE), pojawiają się pod drzwiami domów osób, które trafiły na wewnętrzne listy. Zdjęcia i nagrania publikowane w serwisie X pokazują funkcjonariuszy, częściowo uzbrojonych, pukających do drzwi pod hasłami takimi jak „amerykańskie wybory są dla Amerykanów”..

DHS twierdzi, że w rejestrach wyborczych może znajdować się nawet 250 tys. osób bez prawa głosu. Ta liczba jest jednak kwestionowana przez ekspertów od wyborów. Od początku obecnej administracji w wyniku ręcznej weryfikacji DHS potwierdził, iż 185 osób zarejestrowanych jako wyborcy nie ma obywatelstwa USA, zarzuty związane z oszustwem wyborczym postawiono 156 osobom, podczas gdy w USA jest 227 mln zarejestrowanych wyborców.

Krytycy wskazują, że wizyty uzbrojonych funkcjonariuszy mogą odstraszać osoby uprawnione do głosowania, zwłaszcza naturalizowanych obywateli. „Rząd federalny w bezprecedensowy sposób włącza się w stanowy proces weryfikacji list wyborczych i robi to w sposób, który wydaje się maksymalnie zaprojektowany, by przestraszyć prawowitych wyborców” – oceniła prawniczka organizacji Protect Democracy Jessica Marsden.

Aresztowania w Kalifornii

„Wizyty” agentów nasiliły się we wrześniu, w środku kampanii przed wyborami do Kongresu, i trwały również w ostatni weekend. W poniedziałek Departament Sprawiedliwości poinformował, że w Kalifornii zatrzymano ponad 20 osób – wszystkie miały zielone karty, czyli status legalnych stałych rezydentów. Zarzuty dotyczyły nielegalnej rejestracji lub oddania głosu. 

Rzecznik DHS oświadczył, że HSI „aktywnie wykrywa i bada oszustwa wyborcze”, a pod rządami prezydenta Donalda Trumpa agencja ma „przywracać integralność systemów wyborczych”. Departament zapewnia jednocześnie, że osoby przebywające legalnie w USA i niełamiące prawa nie mają się czego obawiać. 

Czytaj więcej

Obawy przed ingerencją Trumpa w wybory. Urzędnicy doradzają władzom stanów

Agenci wyłączeni ze zwykłych spraw

Były funkcjonariusz HSI Eric Balliet powiedział, że taka forma działania stanowi istotne odejście od dotychczasowych praktyk. Przez 23 lata służby nie brał udziału ani nie słyszał o akcji, w której agenci specjalni mieliby odwiedzać prywatne domy w celu weryfikacji uprawnień wyborczych.

W czerwcu DHS nakazało ICE wspierać deportacje osób podejrzewanych o głosowanie bez prawa. HSI zwykle zajmuje się śledztwami transgranicznymi, m.in. dotyczącymi wykorzystywania dzieci, przemytu narkotyków i prania pieniędzy. Według dokumentów wewnętrznych, do których dotarła CBS News, setki agentów wyłączono później z prowadzonych spraw i skierowano do akcji poszukiwania potencjalnych nieobywatelskich wyborców.

Dyrekcja opisuje przedsięwzięcie jako inicjatywę „przestępczego oszustwa wyborczego”. Kontrole prowadzone są co najmniej w sześciu stanach: Kalifornii, Georgii, Missouri, Pensylwanii, Waszyngtonie i Wisconsin.

Czytaj więcej

Sondaż Reuters/Ipsos: Poparcie dla Donalda Trumpa jest rekordowo niskie

Listy i ryzyko pomyłek

W jednym z nagrań agenci trzymają dokument opatrzony napisem „lista celów”. Anonimowy funkcjonariusz HSI wyjaśnił, że DHS korzysta z wewnętrznych baz danych, rejestrów wyborczych i innych zbiorów, a następnie próbuje dopasować dane osobowe do informacji o obywatelstwie przekazywanych przez Urząd ds. Obywatelstwa i Imigracji Stanów Zjednoczonych (USCIS).

We wrześniu sygnalista z USCIS powiedział, że pracownicy mieli analizować dane wyborcze dziesiątek tysięcy osób w całym kraju, w tym obywateli USA. Mieli też realizować kwoty – badać 40 przypadków dziennie, czyli średnio około 12 minut na osobę.

DHS broni metody, zapewniając, że działania są prowadzone starannie i profesjonalnie, a „nie ma kwot dotyczących przestępczości”. Wspomniana  prawniczka organizacji Protect Democracy Jessica Marsden odpowiada jednak, że na takich listach można spodziewać się wielu fałszywych trafień. Jako przykład wskazała Nevadę: początkowo urzędnicy mówili o niemal 16 tys. „nieobywateli” w rejestrach wyborczych, ale ostatecznie nie przedstawili dowodów na choćby jedną nielegalnie zarejestrowaną osobę.