– Prawda jest jedna. Została sfalsyfikowana wielokrotnie – stwierdziła Barbara Mróz-Gorgoń, była pełnomocniczka rządu ds. marki Polska, w wywiadzie dla Onetu. – Mówienie, że np. ukradłam 200 tys. zł, to falsyfikacja. Nic nie przywłaszczyłam ani nic nie ukradłam. Kiedy ma się 20 lat dorobku naukowego, pracowało się na coś bardzo ciężko i w ciągu dwóch dni reputacja została zupełnie zniwelowana i sprowadzona właśnie do tego… – powiedziała. Jak zauważyła dziennikarka prowadząca rozmowę, sprowadzenie dorobku Mróz-Gorgoń do afery wokół wygenerowanego przez AI raportu nastąpiło „nie bez przyczyny”.
Barbara Mróz-Gorgoń, AI i afera wokół marki Polska
Od 29 lipca do 21 sierpnia 2026 roku Barbara Mróz-Gorgoń pełniła funkcję pełnomocniczki rządu ds. promocji Polski. Podała się do dymisji po tym, jak głośna stała się sprawa raportu „Polaków portret własny”, opublikowanego w serwisie internetowym kierowanej przez nią Fundacji Marka Polska Think Tank. Dokument zawierał liczne błędy i niespójności, które stały się przedmiotem publicznej debaty. Tekst głosił m.in., że Katowice leżą na północy Polski, a 95 proc. młodych Polaków mówi płynnie po angielsku, pojawiło się w nim też sformułowanie „tradycyjna chlebowość”.
Czytaj więcej
Według sprawozdania, które uzyskał od Ministerstwa Sportu i Turystki wrocławski aktywista, raport „Polaków portret własny”, który zasłynął z liczny...
Pojawiły się również zarzuty dotyczące szerokiego wykorzystania sztucznej inteligencji przy jego przygotowaniu. Sama Mróz-Gorgoń przyznała, że przy pracy nad raportem wykorzystywano AI, jednocześnie przekonując, że badania zostały przeprowadzone zgodnie z metodologią nauk społecznych i rzetelnie.
Raport wygenerowany przez AI. Barbara Mróz-Gorgoń: niedopatrzenie, zły plik w e-mailu
– Mój błąd, to moje niedopatrzenie jest chyba najgorszym, co mnie spotkało. Wiem, jak bardzo trzeba być uważnym i jak bardzo trzeba wszystkiego przypilnować. Ucząc studentów mogę pokazać, czego sama doświadczyłam – stwierdziła Mróz-Gorgoń w rozmowie z Onetem. Całą odpowiedzialność zrzuciła na „niedopatrzenie” i przypięcie złego pliku do e-maila.
– To jest po prostu jeden źle dopięty plik do maila, który zawisł na stronie internetowej w listopadzie zeszłego roku. I nikt się tym nie interesował – powiedziała. – Wiem, że wszyscy teraz prezentują się jako nieomylni, że nikomu się nie zdarzyło załączyć złego pliku do ważnego e-maila. Bardzo przepraszam, nie sprawdziłam. Nie unikam odpowiedzialności. Zapłaciłam bardzo wysoką cenę za ten błąd – dodała.
Czytaj więcej
Mimo wcześniejszych zapowiedzi była pełnomocniczka rządu do spraw budowania marki Polska — Barbara Mróz-Gorgoń — nie pojawiła się w piątek na sceni...
Została także zapytana o korzystanie ze sztucznej inteligencji oraz o to, czy będzie przed nią przestrzegać studentów, jeśli wróciłaby na uczelnię.
– Mam ogromną świadomość, że halucynuje. (...) Będę zachęcać do rozwagi, do trzykrotnego sprawdzania wszystkiego – przyznała Mróz-Gorgoń. Jej zdaniem nie stała się ofiarą lenistwa, lecz „zbytniego zaufania do szybkości wykonywanych działań”.
Fundacja Marka Polska jak WOŚP od promowania kraju?
Mróz-Gorgoń mówiła w rozmowie z Onetem także o planach, jakie jej zespół miał wobec promocji marki Polska.
– Nie sama przecież ten NGOs zakładałam. Miałam radę fundacji. Mieliśmy poczucie, że możemy oddolnie zrobić taki WOŚP w kwestii promocji Polski. Przepraszam, nie chcę, broń Boże, żeby pan Jurek Owsiak się obraził za to odwołanie… Nikt za bardzo wtedy nie interesował się tą fundacją – powiedziała. Stwierdziła, że jej zdaniem dotychczas „nikt Polaków nie scalił w taką jedną piękną Orkiestrę w celu tworzenia marki narodowej”.
– Kiedy mówiłam o marce Polska, chodziłam do wielu przedsiębiorstw, do wielu organizacji, wszyscy mówili, że są inne organizacje, tłumaczyłam, że chcemy działać oddolnie, żeby ludzi bardziej poruszyć – dodała.
Barbara Mróz-Gorgoń podkreśliła, że nie ukradła 200 tys. zł, co jej się często zarzuca. Wskazała, że Ministerstwo Sportu zamówiło u niej wykonanie określonej pracy, za którą otrzymała wynagrodzenie.
– Przypomnę – dwa razy po 30 tys. zł brutto – za ponad pół roku pracy. Ogromnie mi zależy, by raz jeszcze to podkreślić, bo wciąż opinia publiczna tkwi w przekonaniu, że "ukradłam 200 tys. zł". To musi wybrzmieć – powiedziała.