Mieszka w Wollerau w Szwajcarii, malowniczej miejscowości położonej nad Jeziorem Zuryskim. Jego sąsiadami są m.in. jeden z najlepiej zarabiających sportowców świata Roger Federer i kierowca rajdowy Kimi Raikkonen. Działkę o powierzchni 1437 mkw. kupił sobie jako prezent świąteczny w 2011 roku – za 4,6 miliona dolarów. Wybudował na niej luksusową posiadłość z basenem i wszelkimi innymi udogodnieniami. Jak inni mieszkańcy Wollerau korzysta nie tylko z przepięknych widoków na jezioro, ale i – a może przede wszystkim – z przywilejów podatkowych.
A ma z czego oszczędzać. FIFA nie podaje szczegółów zarobków pracowników. Raport finansowy z 2014 roku wykazał jednak, że kluczowi członkowie zarządu federacji w ubiegłym roku otrzymali blisko 40 milionów dolarów pensji. Według informacji „France Football" lwią część tej kwoty zgarnęli panowie Blatter i Valcke. Zarobki francuskiego sekretarza generalnego magazyn wycenia na 10–15 milionów euro. To tyle co najlepsi piłkarze świata w czołowych klubach. Są też i dodatkowe profity, niekoniecznie legalne.
Lepiej być z nim niż przeciw niemu
Valcke pierwsze wspólne z Blatterem interesy robił w 2001 roku. Z ramienia Vivendi, spółki matki telewizji Canal+, negocjował z FIFA kupno firmy ISL, odpowiedzialnej za działalność marketingową federacji. Przedsiębiorstwo było wtedy źle zarządzane i mało atrakcyjne, ale miało prawo do reklam i transmisji poza Europą mistrzostw świata z 2002 i 2006 roku. Andrew Jennings, brytyjski dziennikarz śledczy, ujawnił, że po wykonaniu audytu adwokaci Vivendi „znaleźli się w posiadaniu informacji, które mogą zdyskredytować FIFA". Blatter mówił o szantażu i nie zgodził się na takie warunki negocjacji. Dwa lata później Valcke otrzymał pracę jako dyrektor marketingu Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej. – Blatter zrozumiał, że lepiej działać z Jerome niż przeciw niemu – powiedział Ivan Blum, prezes firmy marketingowej Demiurge, którą stworzył Valcke.
Kolejna nominacja – już na sekretarza generalnego – odbyła się w równie dziwnych okolicznościach. W 2006 roku Valcke negocjował umowę sponsorską z VISA, partnerem FIFA od 16 lat. Prowadził rozmowy w ukryciu, z naruszeniem prawa głównego konkurenta, firmy Mastercard, która miała pierwszeństwo w negocjacjach. Przed sądem w Nowym Jorku doszło do procesu. Mastercard poczuło się oszukane. Sąd uznał rację tej firmy. FIFA musiała wypłacić 90 milionów dolarów odszkodowania. Pół roku później Valcke, odpowiedzialny za tę wpadkę, otrzymał stanowisko sekretarza generalnego. Czy Blatter się czegoś bał? Czy Francuz miał haki na szwajcarskiego przewodniczącego i nie mógł mu pozwolić na odejście z organizacji? Tak to wyglądało. Valcke zaprzeczał.
Francuz sprawnie porusza się w kuluarach piłkarskiej organizacji. Przypomina w tym słynnych rodaków działających na królewskich dworach - kardynała Richelieu czy Charles'a-Maurice'a Talleyranda. Postępuje z wyrachowaniem, umie się znaleźć w centrum ważnych spraw, doskonale dbając przy tym o kieszeń własną i dobro organizacji, którą reprezentuje, choć o to raczej w drugiej kolejności. Nieźle, jak na słabo zapowiadającego się dziennikarza oraz człowieka, który nie znał się na sporcie i wprost go nienawidził.