Nasza kultura jest kulturą teraźniejszości. Jesteśmy wiecznie młodzi. Sir Mick Jagger zgodził się niedawno udzielić wywiadu przystojnej dziennikarce o tym, jak świetnie mu się surfuje na morzach Południa, ale wpadł w gniew, gdy się dowiedział, że była to wysłanniczka pisma dla seniorów „Saga”. (Choć mogłoby się wydawać, że „I Can’t Get No Satisfaction” dopiero teraz nabrało pewnej głębi).

Dla „młodych wykształconych mieszkańców miast” to, co zdarzyło się ćwierć wieku temu, to prehistoria. Tygodnik „Wprost” jeszcze niedawno informował czytelników o rewelacyjnych odkryciach historyków na temat tego, co się zdarzyło niedługo po Okrągłym Stole. Ci historycy mogliby po prostu zapytać ludzi, którzy ledwie przekroczyli wiek emerytalny – ale wtedy nie byłyby to pewnie rewelacje.

W takiej kulturze pamięć nie jest atutem; wręcz przeciwnie, jest przeszkodą. Co za korzyść z grzebania się w kurzu przeszłości? Komu potrzebne jest przypominanie o tym, że przyszły wicepremier rok temu ręczył za Mazura, tak osobliwie potraktowanego przez polską policję?

Młodzi ludzie przeważyli szalę wyborów i mogliby teraz zaśpiewać dumnie „To idzie młodość”, gdyby oczywiście o takiej pieśni słyszeli. Jedna młodość idzie, inna jedzie. Wdaję się często w rozmowy z ich rówieśnikami w Internecie i wynika z nich, że obecnie najbardziej popularna jest Nowa Zelandia. Jak powiedziałby jakiś zgryźliwiec: bo dalej już uciec od Polski nie można.

W Berlinie spotkałem studentki amerykańskie bardzo zainteresowane nieodbudowanym ratuszem. Wyjaśniłem im, że to na pamiątkę wojny i usłyszałem: – A kiedy ona była? W tym raju niepamięci jest jednak Wąż. Rzecz w tym bowiem, że większość ludzkości bynajmniej nie podziela tej postawy. Al Kaida zażądała od Hiszpanii zwrotu Sewilli, bo w XIV wieku należała ona do Maurów – a potem zagroziła Francuzom zemstą za krucjaty. Filmy chińskie zajmują się tylko imperialną przeszłością ich kraju. Rosjanie będą patriotycznie lewitować w kinach, oglądając w epickim „1612”, jak należy się rozprawiać z wiecznie aktualnym polskim zagrożeniem. 11 listopada zdarzyło się...?

Takiego pytania w telewizyjnym kwizie zapewne nie będzie: zostanie ocenione jako zbyt trudne. To coś związanego z niepodległością... ale co znaczy dzisiaj, w nowej Europie niepodległość? Czy to nie jest slogan nacjonalistów?

Gustaw Herling-Grudziński ujrzał przyszłość, gdy napisał: „Ostateczna walka rozegra się między złodziejami pamięci i okradanymi z niej narodami, społeczeństwami, jednostkami”.

Nie przewidział jednak, że walka ta będzie tak krótka.