Brałem tuż przed końcem roku szkolnego udział w panelu "Edukacja historyczna a budowanie tożsamości człowieka i narodu". Zorganizowało go konserwatywne stowarzyszenie Polska Jest Najważniejsza (nie mylić z partią o tej nazwie).
Mógł się nazywać "Kryzys edukacji historycznej", bo w debacie przeważały tony mocnego pesymizmu. Choć organizatorzy nie są typami płaczek. Przeciwnie – pod wodzą prof. Jana Żaryna chcą organizować coś na kształt Uniwersytetu Latającego. Już przygotowali scenariusz ciekawych wykładów wygłaszanych od września przez gwiazdy nauk historycznych, ale ich głównym celem są warsztaty dla młodzieży. I może im się uda.
Rozlane mleko
Po ciekawych wystąpieniach prof. Aleksandra Nalaskowskiego, prof. Andrzeja Waśki, a także prof. Żaryna (czwartym panelistą byłem ja), jeden głos zwrócił moją uwagę. Pewna pani przypomniała nam, że okrojenie licealnej historii to tylko jeden z przejawów szerszej choroby. Redukcje objęły także inne przedmioty, i to po części już w następstwie reformy ministra Mirosława Handkego, która wtłoczyła szkolne nauczanie w trzy krótkie cykle: sześcioletni (szkoła podstawowa), trzyletni (gimnazjum) i trzyletni (liceum). Co spowodowało, że niczego nie można przerobić porządnie, od początku do końca. Nowa reforma programowa minister Katarzyny Hall tylko wieńczy to dzieło, przekształcając dwie ostatnie klasy liceum w coś na kształt kompletów przygotowawczych do matury.
Rzeczywiście, erozja licealnej historii to tylko część większej całości.
Wybraliśmy ją dlatego – myślę nie tylko o organizatorach panelu, ale i o ludziach takich jak prof. Andrzej Nowak, którzy próbowali w tej sprawie od paru lat bić na alarm – iż wydawała się wyjątkowo ważna z punktu widzenia najróżniejszych racji: obywatelskich czy patriotycznych. Mieliśmy nadzieję, że chociaż ona będzie wyłączona z ogólnych tendencji. Ale, naturalnie, rozprawa z przykładową fizyką czy biologią także mogła pójść zbyt daleko.