Reklama

Młodzi nie chcą się zadłużać na mieszkanie

Młode pokolenie nie chce żyć z długoterminowym kredytem na karku. Nie ma jednak mody na oszczędzanie na własny kąt.

Aktualizacja: 02.03.2015 14:52 Publikacja: 02.03.2015 12:56

Młodzi nie chcą się zadłużać na mieszkanie

Foto: Rzeczpospolita/Paweł Gałka

– Wielu młodych Polaków, mimo że pracuje zarobkowo, zamiast życia na swoim wybiera mieszkanie z rodzicami. Takie rozwiązanie ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Do tych ostatnich z pewnością należą niskie koszty życia, a czasami nawet ich brak. Umożliwia to młodym odłożenie znacznej części dochodów. Niestety, nierzadko wolą przeznaczyć całe wynagrodzenie na przyjemności – mówi Jarosław Sadowski, główny analityk w firmie Expander Advisors.

Konsumpcja czy oszczędności

Przypomnijmy, z badania „Finansowy portret młodych" (które zostało przeprowadzone w połowie 2014 r. przez instytut badawczy Millward Brown na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej) wynika, że 73 proc. Polaków od 18. do 25. roku życia mieszka z rodzicami, w przypadku osób od 26. do 30. roku życia jest to już 42 proc., a po trzydziestce – 30 proc.

– Tradycja rodzin i domów wielopokoleniowych na wsi sprawia, że zdecydowanie częściej z rodzicami mieszkają mieszkańcy wsi (69 proc.). Jednak także w wielkich miastach odsetek młodych dorosłych na garnuszku u rodziców jest wciąż duży: 27 proc. w miastach powyżej 500 tys. mieszkańców, 38 proc. w miastach od 100 do 499 tys. mieszkańców – wynika z „Finansowego portretu młodych".

Autorzy badania piszą, że w wielu przypadkach przyczyną jest nie najlepsza sytuacja finansowa młodych. Ale często także wygoda. – Młodzi nierzadko osiągają dochody umożliwiające wynajem pokoju lub kawalerki. Część z nich stać nawet na zakup własnego lokum, oczywiście ze wsparciem kredytu. Wolą jednak mieszkać u rodziców, dzięki czemu mogą sobie pozwolić na znacznie wyższy poziom życia. Całe swoje dochody mogą bowiem przeznaczyć na konsumpcję – czytamy w opracowaniu.

„Finansowy portret młodych" pokazuje, że comiesięczne spłacanie rat kredytu hipotecznego deklaruje 15 proc. młodych. Ta grupa co miesiąc ponosi nie tylko koszt czynszu i rachunków za media (średnio 560 zł), ale także koszt raty kredytu hipotecznego (średnio 739 zł), co łącznie daje niemal 1300 zł.

Reklama
Reklama

Niższy koszt samodzielnego życia mają osoby wynajmujące mieszkanie. Wynajęcie i utrzymanie lokum kosztuje średnio 758 zł, ale co czwarty płaci ponad 1000 zł. Na takie rozwiązanie decyduje się na nie zaledwie 14 proc. młodych do 35. roku życia. Najczęściej są to mieszkańcy wielkich miast lub osoby, które nie przekroczyły jeszcze 25. roku życia, czyli wynajmują lokal na czas studiów w innym mieście. Potem często wracają do domu.

Rodzic musi wymagać

Michał Krajkowski, główny analityk w firmie Notus Doradcy Finansowi, uważa, że przyczyn wspólnego mieszkania młodych z rodzicami jest kilka.

– Jedną z nich jest niestabilna sytuacja zawodowa, która nie pozwala na samodzielne kupno lokum. Zatrudnienie na umowach-zleceniach czy o dzieło w wielu bankach utrudnia zaciągnięcie kredytu i zakup nieruchomości. Barierą ograniczającą dostępność kredytu jest także wymóg wniesienia 10-procentowego wkładu własnego. Dla osób dopiero rozpoczynających swoją karierę zawodową często jest to zbyt wysoki pułap, co eliminuje tych potencjalnych kredytobiorców z rynku – tłumaczy Krajkowski.

Co można robić w takiej sytuacji? – Oczywiście, że rodzice nie wyrzucą dorosłego dziecka z domu. Mogą jednak podjąć pewne działania, które zmobilizują je do usamodzielnienia się. Jeśli syn czy córka ma już własne dochody, to można wymagać, aby przynajmniej w pewnym stopniu uczestniczył w opłacaniu kosztów życia. Dziecko może to odebrać jako krzywdzące, gdyż nie będzie mogło przeznaczyć całej pensji na zachcianki. W rzeczywistości jednak takie działania przygotują je do samodzielnego życia – podkreśla Jarosław Sadowski.

Będzie na wkład

Jego zdaniem takie postępowanie ma tę zaletę, że rodzice mogą odkładać pieniądze otrzymane od dziecka, aby po kilku latach zwrócić je w postaci tzw. wkładu własnego do kredytu.

– Od tego roku, aby sfinansować kredytem zakup lokum o wartości 200 tys. zł, trzeba z własnej kieszeni wyłożyć 20 tys. zł. Kredyt dostaniemy bowiem na nie więcej niż 180 tys. zł – wylicza Sadowski. – Najlepiej jednak, aby wkład był jak najwyższy. Po pierwsze, dzięki wysokim oszczędnościom dziecko będzie mogło uzyskać tańszy kredyt mieszkaniowy. Na przykład średnie oprocentowanie dla zobowiązań z wkładem 10 proc. wynosi 4,08 proc., a tych, gdzie klient ma 25 proc. własnych środków, tylko 3,79 proc. Po drugie, wyższy wkład własny oznacza, że zaciągnięty dług będzie mniejszy. Te dwa elementy sprawią, że dzięki zabranym wcześniej oszczędnościom przyszła rata kredytu będzie niższa – zapewnia analityk Expandera.

Nieruchomości
Francuscy inwestorzy zrzucili się na magazyn 7R w Polsce
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nieruchomości
Rośnie liczba prywatnych placówek opiekuńczych dla seniorów, ale nie mieszkań
Nieruchomości
Z wynajmowanego mieszkania „na swoje”. Opłaca się?
Nieruchomości
Dla kogo deweloperzy budują w śródmieściu
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama