Debata po prezydenckim wecie z 15 października 2026 r. sprowadziła się w gruncie rzeczy do jednego wymiaru – głowa państwa zablokowała wyrównanie siły głosu wyborców z różnych okręgów. To jednak bardzo zawężony obraz, żeby nie powiedzieć: fałszywy.
Nowelizacja kodeksu wyborczego uchwalona przez Sejm we wrześniu 2026 r. nie była w sumie ustawą o korekcie demograficznej w zakresie podziału mandatów. Była – o czym nikt nie mówi – ustawą o administracji wyborczej. Prezydent Karol Nawrocki w swoim wystąpieniu uzasadniającym weto podkreślił, że nie można wprowadzać głębokich zmian w administracji wyborczej bez przekonującej analizy ich skutków. Sam zarzut dotyczący mandatów prezydent sformułował dosyć precyzyjnie. Nie chodziło o samą korektę, którą osobiście uważam za słuszną, ale o to, że zamiast jasnego zapisania podziałów mandatów w ustawie, wprowadzono mechanizm przesuwania mandatów między okręgami w drodze urzędniczego obwieszczenia. A zatem materia wyborcza, która zarezerwowana jest dla ustawy, zostaje przekazana na poziom obwieszczenia najwyższego organu wyborczego (PKW). Trudno o bardziej rażący przykład niechlujstwa legislacyjnego.
Nowelizacja kodeksu wyborczego. Co przewidywała ustawa zawetowana przez prezydenta?
Aktualizacja liczby posłów wybieranych w poszczególnych okręgach jest konieczna i spóźniona o lata. Państwowa Komisja Wyborcza – również w składzie, w którym zasiadałem – wielokrotnie kierowała do Sejmu wnioski w tej sprawie, a kolejne składy Sejmu żadnego z nich nie podjęły. Ba, już w 2014 r. Komisja apelowała do większości liberalnej (rządem kierował wtedy premier Donald Tusk) aby dokonała korekty demograficznej.
Czytaj więcej
Senacki projekt oddaje ministrowi sprawiedliwości klucze do obsady administracji wyborczej, wygasza kadencję stu komisarzy na rok przed wyborami i...
Prezydent – mając uzasadnione wątpliwości co do zmiany kodeksu wyborczego – nie mógł przyjąć tego, co w nowelizacji dobre i pozytywne, a odrzucić tego, co z gruntu wadliwe. Art. 122 ust. 5 Konstytucji RP pozwala głowie państwa przekazać Sejmowi do ponownego rozpatrzenia ustawę jako całość. Podpisanie jej z pominięciem poszczególnych przepisów jest możliwe dopiero po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego. Niestety droga przez Trybunał jest wyboista, gdyż od 2024 r. wyroki nie są publikowane. Kodeks wyborczy wpadłby w czarną dziurę trójkąta pomiędzy Kancelarią Prezydenta, Kancelarią Premiera a rzeczonym Trybunałem. Senacki projekt łączący w sobie rozwiązania powszechnie oczekiwane (przedmiotowa korekta liczby mandatów czy głosowanie „na dowód” za granicą) z rozwiązaniami ryzykownymi (wymiana komisarzy czy powoływanie nadurzędników wyborczych w gminach z grona podległych politykom osób), postawił autorów ustawy przed dylematem (już u zarania) – czy prezydent podpisze i czy będzie „wszystko albo nic”. Odpowiedzialność za tak przygotowaną ustawę spoczywa na autorach. Przerzucanie jej na prezydenta jest tanią zagrywką rodem z warcabów w parku.
Zadania komisarzy wyborczych
Najdalej idące zmiany, o których w debacie publicznej mówi się najmniej, dotyczą komisarzy wyborczych. To w ich rękach jest codzienna praca w okręgach, to oni są przedstawicielami PKW w terenie. Powołują komisje wyborcze, rozpatrują skargi na ich działalność i czuwają nad przestrzeganiem prawa wyborczego lokalnie. Mało osób o tym wie, ale akty wyborcze w Polsce mają miejsce właściwie co tydzień. A zatem komisarze obsługują setki wyborów w gminach na podległym im terytorium. Samorządowcy bowiem zrzekają się mandatów, umierają albo trafiają do aresztów, a demokracja potrzebuje akuszerów wyborczych. Obecnie jest ich stu. Nowelizacja przewidywała od dwóch do sześciu komisarzy w województwie, a więc w skrajnym wariancie zaledwie trzydziestu dwóch. Z doświadczenia w PKW powiem, że to niemożliwe, aby przeprowadzić jakiekolwiek wybory w tak okrojonym składzie. Niestety uzasadnienie senackiego projektu nie zawierało analizy, czy tak nieliczna grupa komisarzy udźwignie wybory.
Czytaj więcej
Prezydent Karol Nawrocki podpisał osiem ustaw przyjętych przez parlament, a w przypadku kolejnych trzech odmówił złożenia podpisu. Decyzje dotyczą...
Na brak takiej analizy wskazywały: Sąd Najwyższy i Biuro Ekspertyz Sejmu. Sam prezydent Nawrocki, uzasadniając weto, zauważał, że zredukowanie liczby komisarzy uniemożliwi im sprawowanie bieżącego, realnego nadzoru nad tysiącami obwodów głosowania. Potwierdzam te obawy. Ale o tym nikt nie mówi. Wszyscy zaś podnoszą kwestię liczby mandatów w okręgach…
Narzędzie selekcji komisarzy wyborczych
Niepokojące jest także to, że zdaniem rządzącej większości zmienić powinien się także klucz doboru komisarzy. Mieli być nimi wyłącznie sędziowie, a kandydatów mieli zgłaszać prezesi sądów apelacyjnych, których powołuje i odwołuje minister sprawiedliwości. Zmiana jest radykalna, bo dotychczas było to uprawnienie ministra właściwego do spraw wewnętrznych i administracji. Przy trwającym sporze o status sędziów powołanych po 2018 r. (w którym uczestniczy niestety również sama PKW) przepis ten mógłby stać się narzędziem selekcji według tego nieznanego kryterium, jakim jest neo- i paleosędzia. Kuriozalne, ale funkcjonujące.
Składu komisji okręgowych i rejonowych: wyłącznie sędziowie, adwokaci, radcy prawni i notariusze
Kolejną zmianą proponowaną przez Senat było powierzenie funkcji urzędnika wyborczego pracownikowi urzędu gminy. Urzędnik taki, który na co dzień jest podwładnym wójta, burmistrza czy prezydenta, który może ubiegać się o reelekcję, nie daje rękojmi bezstronności. Nie odbieram mu fachowości, ale nie tędy droga. Propozycja, jaka znalazła się na prezydenckim biurku dotyczyła również składu samych komisji okręgowych i rejonowych. Mogliby w nich zasiadać wyłącznie sędziowie, adwokaci, radcy prawni i notariusze. A zatem wybitny prawnik z wieloletnim doświadczeniem np. w Krajowym Biurze Wyborczym został wykluczony. Co ciekawe notariusz, który nigdy nie uczestniczył w ustalaniu wyników głosowania i nie ma takiej wiedzy, byłby do tej pracy dopuszczony. Pamiętam wybory prezydenckie w 2020 r. i to, jak wielu sędziów rezygnowało z funkcji w administracji wyborczej. Zamknięcie tej ścieżki dla prawników uważam za błąd.
A cisza legislacyjna? Wytyczne Komisji Weneckiej
Zgodnie z wytycznymi Komisji Weneckiej zawartymi w Kodeksie dobrych praktyk w sprawach wyborczych, prawa wyborczego nie powinno się zmieniać w ciągu roku przed głosowaniem. Wytyczne te dotyczą nie tylko systemu wyborczego sensu largo, ale i granic okręgów, jak również składu komisji wyborczych. Senacka nowelizacja dotykała wszystkich tych elementów. I nie można nie dodać, że tak jak czekano na ostatnią opinię Komisji Weneckiej o prerogatywach prezydenta, to nie pamięta się już o wskazanym wyżej Kodeksie, który przyjęto w 2002 r. Ale wracając do ciszy legislacyjnej, podkreślić należy, że pierwsze obwieszczenie PKW o liczbie posłów w okręgach miałoby się ukazać do końca 2026 r., a nowe reguły obsady komisji obowiązywałyby już w wyborach parlamentarnych w 2027 r. Dobra legislacja nie zaskakuje uczestników życia publicznego w tym demokratycznych partii, które konkurują o głosy, a nie wiedzą ile mandatów jest w danym okręgu.
Czytaj więcej
Na 15 miesięcy przed wyborami parlamentarnymi najwyższy organ wyborczy nie posiada elementarnych mechanizmów chroniących go przed konfliktem intere...
Uwikłana Państwowa Komisja Wyborcza
Drugą ustawą, na którą nie zgodził się prezydent, jest ta o organach właściwych i postępowaniach w sprawach reklamy politycznej. W okresie kampanii i ciszy wyborczej czyniła PKW organem nadzoru i nakładającym kary za przekaz niezgodny z unijnym rozporządzeniem (UE) 2024/900 w sprawie przejrzystości i targetowania reklamy politycznej. Tymczasem siedmiu z dziewięciu członków PKW desygnują kluby poselskie, które mogą być przedmiotem takiego badania! A zatem PKW jako organ bezstronny zaangażowałaby się w polityczną potyczkę. Sama Komisja w trakcie prac w Senacie przestrzegała wyższą izbę parlamentu (w kwietniu 2026 r.), że takie zadania wciągną ją właśnie w bieżący spór polityczny. Prezydent Karol Nawrocki, wskazując na nieostre definicje i narzucenie Komisji funkcji represyjnych podnosił, że takie zapisy ustawy zniszczyłyby bezstronność PKW i wywołałyby paraliżujący efekt mrożący.
Z punktu widzenia gwarancji i prawa do sądu sprawa ma się jeszcze gorzej w tym zakresie. Odwołanie od decyzji PKW do Sądu Okręgowego w Warszawie nie wstrzymywało jej wykonania. Co więcej ustawa nie wyznaczała sądowi żadnego terminu rozpoznania sprawy. Można zatem sobie wyobrazić sytuację, że PKW „zaaresztowałaby spot opozycji” na dwa dni przed wyborami. Młodszym czytelnikom przypomnę, że w polskim życiu politycznym „spoty ostatniej prostej” dawały niekiedy zwycięstwo i przejęcie steru rządów. Prezydent Nawrocki, argumentując swoje weto, dodał, że w proponowanej ustawie, poza okresem kampanii, nadzór powierzono organom rządowym uzależnionym od woli większości parlamentarnej (UKE, UOKiK, UODO, KRRiT). Kłopot więc nie polega na tym, któremu organowi przypadnie nadzór, lecz na tym, że żaden z wybranych przez ustawodawcę nie daje dziś gwarancji niezależności od uczestników sporu politycznego.
Kadencja członków Państwowej Komisji Wyborczej powinna zostać oderwana od kadencji Sejmu i trwać dziewięć lat
W propozycjach senackich odnajdujemy jednakże i dobre rozwiązania. Głosowanie za granicą „na dowód”, mniejsze obwody głosowania, zakaz obsadzania funkcji przewodniczącego i zastępcy przewodniczącego obwodowej komisji przez osoby zgłoszone przez ten sam komitet – należy ocenić pozytywnie. Kontrowersyjny podział mandatów powinien wrócić do ustawy. Obwieszczenie to za mało, to za słabo. I ciągłe pytanie, dlaczego nie przewidziano kontroli sądowej obwieszczenia PKW? Czyżby zasiadali tam ludzie nieomylni? Co do reklamy politycznej, to zanim PKW powierzy się nowe, szerokie kompetencje trzeba wzmocnić jej niezależność. W mojej ocenie kadencja członków Komisji powinna zostać oderwana od kadencji Sejmu i powinna być 9-letnia. Członkowie PKW powinni mieć zakaz innej działalności zawodowej, a ich wynagrodzenie powiązane winno być z uposażeniem sędziów Sądu Najwyższego lub Naczelnego Sądu Administracyjnego. Powinni składać oświadczenia majątkowe, gdyż dzisiaj nie mają takiego obowiązku. PKW powinna samodzielnie wybierać komisarzy, w otwartym konkursie, według jawnych kryteriów i pod kontrolą sądu. Moim zdaniem to właśnie tak umocowany organ mógłby ustalać liczbę mandatów w okręgach czy rozstrzygać spory o reklamę polityczną.
Autor jest radcą prawnym, specjalizuje się w prawie wyborczym. W latach 2020–2024 był członkiem Państwowej Komisji Wyborczej. W lipcu 2026 r. został powołany do składu prezydenckiej Rady Nowej Konstytucji