Jak informuje AP, ponieważ Andrea przez 30 dni nie znalazła nowego domu, pracownicy schroniska w West Valley City zdecydowali o jej uśpieniu. Kotkę włożono do specjalnej komory i wpuszczono do środka trujący gaz. Zwierzak przeżył jednak próbę uśmiercenia, zatem ją ponowiono. Tym razem Andrea nie dawała już żadnych znaków życia. W plastikowej torbie trafiła do chłodziarki.
Po pewnym czasie, ku zdziwieniu pracowników schroniska, okazało się, że futrzak jednak żyje, chociaż cierpi na hipotermię. – Gdy tylko wyciągnięto ją z torby, natychmiast zaczęła ocierać się o pracownika schroniska. Była bardzo wdzięczna, że ją uratowano. Ona po prostu kocha życie – opowiadała telewizji KABC Janita Coombs, wolontariuszka ze schroniska. – Jest oczywiście bardzo twarda – dodała.
Wówczas pracownicy przytułku dla zwierząt postanowili, że nie będą więcej próbowali zabijać kota.
– To był jeden z tych przypadków, kiedy pomyśleli, że ten kot naprawdę chce żyć. Dajmy mu więc jeszcze szansę na znalezienie domu – tłumaczył rzecznik miasta Aaron Crim, cytowany przez „Salt Lake Tribune". Tym razem się udało. Andrea ma już nowy dom – zaopiekowała się nią Janita Coombs – i cieszy się każdą myszą.
Żywotna kotka stała się znana w całych Stanach Zjednoczonych. Ale też jej przypadek wywołał burzliwą dyskusję na temat stosowania komór gazowych do uśmiercania bezdomnych czworonogów. Obrońcy zwierząt apelowali o znalezienie jakiejś innej metody im odbierania życia.
