Rząd w ciągu dwóch tygodni ma przekazać do Sejmu projekt ustawy w sprawie likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa.

Nadzór nad resortem, które będzie funkcjonować tylko do końca tego roku, premier powierzyła jednemu z najbliższych współpracowników – ministrowi Henrykowi Kowalczykowi, przewodniczącemu Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Kto będzie zarządzał spółkami

Część spółek nadzorowanych przez resort skarbu już wcześniej została przekazana do innych ministerstw. Co z tymi, które pozostały? Jackiewicz chciał, by weszły w skład specjalnego holdingu – widział także siebie na jego czele.

Premier Szydło powiedziała, że obecny scenariusz zakłada utworzenie podmiotu zarządzającego spółkami, które nie zostaną przekazane innym resortom, którym kierować będzie menedżer, a nie polityk. Decyzje, czy jeszcze jakieś firmy zostaną przekazane pod kontrolę innych resortów, zapadną na podstawie rekomendacji, które ma przygotować Kowalczyk. Premier wymieniła PZU, KGHM i Grupę Azoty, ale w portfelu są jeszcze m.in. GPW, Polski Holding Nieruchomości, PLL LOT czy Totalizator Sportowy.

Niepisaną tradycją jest, że każda zmiana szefostwa na ul. Kruczej skutkuje roszadami personalnymi w podległych spółkach. Rynek spekuluje, że nie inaczej może być po przejęciu sterów przez Kowalczyka, a także kiedy poszczególne firmy trafią pod docelowy nadzór.

Premier Szydło zapowiedziała – przywołując też słowa prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – eliminację patologii. Podkreśliła, że w sprawie obsadzania stanowisk – nie tylko w spółkach Skarbu Państwa – prowadzony jest przegląd i jeśli będą konieczne zmiany, to przeprowadzi je Kowalczyk.

Zmiany w energetyce?

Na giełdowym podwórku jako „protegowani" Jackiewicza, których posady mogą być zagrożone, wymieniani są m.in. prezes paliwowego Lotosu Robert Pietryszyn oraz szef energetycznego Tauronu Remigiusz Nowakowski (dzień przed konferencją zrezygnował z zasiadania w radzie nadzorczej paliwowego Orlenu).

Kontrowersje budziły jednak także inne nominacje, m.in. zaufanych osób prezesa Kaczyńskiego: Wojciecha Jasińskiego na szefa Orlenu czy Janiny Goss do rad nadzorczych PGE i BOŚ, a także Bartłomieja Misiewicza – współpracownika ministra obrony – do rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

– Nie ma wątpliwości, że dymisja ministra Dawida Jackiewicza to efekt prowadzonej przez resort polityki kadrowej w spółkach z udziałem Skarbu Państwa – komentuje Andrzej Nartowski, były prezes Instytutu Dyrektorów, ekspert ds. ładu korporacyjnego. – Ta polityka budziła wiele zastrzeżeń, zwłaszcza w kontekście kwalifikacji i doświadczenia nominowanych osób, a także relacji towarzyskich. Była też przejawem lekceważenia akcjonariuszy mniejszościowych. Oczywiście nie należy za to obarczać odpowiedzialnością wyłącznie Dawida Jackiewicza – mówi. Wskazuje, że pod kierownictwem Jackiewicza nie tylko odwoływano – w trakcie kadencji, często bez racjonalnego uzasadnienia – osoby powołane za rządów PO–PSL, ale też wielu nie otrzymało absolutoriów.

Czy zdaniem eksperta po wymianie szefa resortu skarbu, a docelowo likwidacji ministerstwa, możliwe jest odpolitycznienie obsadzania stanowisk w państwowych spółkach?

– Trudno mi uwierzyć, że cokolwiek się zmieni, od lat nie widać u polityków woli takiego działania. Swego czasu pojawił się pomysł utworzenia Komitetu Nominacyjnego, który miał rekomendować odpowiednich kandydatów do rad nadzorczych – ale na koncepcji się skończyło. Nie spodziewam się także, by miały być organizowane konkursy na członków zarządów – podsumowuje Nartowski.

W tej chwili konkursy odbywają się w spółkach, w których Skarb Państwa kontroluje mniej niż 50 proc. akcji. Tam, gdzie państwo jest udziałowcem większościowym, rady nadzorcze mają wolną rękę.