Wtorkowa sesja na warszawskim parkiecie miała dwa oblicza. Pierwsze pod znakiem przewagi niedźwiedzi i z groźbą rozwinięcia ruchu spadkowego. Drugie to imponująca szarża byków, która sprawiła, że WIG20 zawstydził całą europejską stawkę. To nie rozwiało jednak wszystkich rynkowych strachów.

Początek dnia przyniósł niewielkie zmiany. W pierwszych minutach indeks największych spółek naszego parkietu tracił 0,5 proc. Przez chwilę podaż próbowała przycisnąć i wskaźnik zaczął spadać blisko 1 proc., ale szybko przyszła też kontra byków. W efekcie w połowie notowań WIG20 tracił 0,4 proc. To na tle głównych europejskich rynków, które traciły wyraźnie ponad 1 proc., było imponującym wynikiem. Jak się później okazało, to było jednak tylko preludium do wydarzeń z drugiej części dnia.

Ta przyniosła atak byków. WIG20 najpierw odrobił całe straty z początku dnia, a później odważnie ruszył na północ. Wsparciem dla naszego parkietu okazał się słabszy dolar, co generalnie sprzyja rynkom wschodzącym. Rajd popytu w Warszawie był imponujący. WIG20 szybko wyszedł ponad 1 proc. na plus, a jeszcze szybciej znalazł się ponad 2 proc. nad kreską. Z przytupem również zakończyliśmy sesję. Główny indeks zyskał 2,1 proc. Inne europejskie wskaźniki o takim wyniku mogły tylko pomarzyć.

Liderem wzrostu w gronie największych spółek okazała się firma LPP, której papiery podrożały o 8,5 proc. Mocno prezentowały się też banki. Kolejny odczyt inflacji, który okazał się wyższy od oczekiwań, przybliża nas bowiem do kolejnych zdecydowanych ruchów Rady Polityki Pieniężnej. Na drugim biegunie znalazł się Mercator Medical. Stracił prawie 12 proc. i oddał dużą część wzrostu wypracowanego na bazie obaw przed nowym wariantem koronawirusa. Słabo prezentowały się także papiery CD Projekt. Straciły one na wartości 4,6 proc. (chociaż w ciągu dnia przecena była jeszcze większa). Tutaj zadziałały wyniki za III kwartał, która okazały się wyraźnie słabsze od oczekiwań.