Reklama

Wyborcze obietnice Łukaszenki znów zagrożeniem dla gospodarki

Na trzy miesiące przed wyborami parlamentarnymi na Białorusi autorytarny rząd tego kraju wraca do swych ulubionych metod gwarantowania sobie wyborczego zwycięstwa: uciszania krytyki i obietnic zdecydowanych podwyżek pensji - pisze we wtorek "Financial Times"

Publikacja: 26.06.2012 12:44

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenko z premierem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem

Foto: AFP

Gazeta ostrzega, że grozi to nie tylko pogłębieniem izolacji Białorusi przez Unię Europejską, ale też ożywieniem kryzysu ekonomicznego, który niemal zatopił kraj w 2011 roku.

Londyński dziennik przypomina o aresztowaniu w zeszłym tygodniu Andrzeja Poczobuta pod zarzutem znieważenia prezydenta Alaksandra Łukaszenki i dodaje, że na wolność nie wyszli jeszcze prodemokratyczni działacze aresztowani w następstwie protestów powyborczych w grudniu 2010 roku.

"Przed wyborami w 2010 roku Łukaszenka, który od 1994 roku rządził 10-milionową byłą radziecką republiką, podniósł pensje w sektorze publicznym, żeby zapewnić sobie poparcie. Rezultatem była ekonomiczna katastrofa w 2011 roku, z inflacją sięgającą 108 proc., kryzysem bilansu płatniczego i brakami zagranicznych walut" - pisze "FT".

Od tego czasu sytuacja się ustabilizowała, m.in. dzięki decyzji o uwolnieniu kursu białoruskiego rubla i opiewającej na 3 miliardy USD pożyczce Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej. W zamian Mińsk zgodził się na program prywatyzacji z udziałem rosyjskich firm, jeszcze bardziej wiążący Białoruś i Rosję.

Jednak niedawne zapowiedzi Łukaszenki stanowią zagrożenie dla tego postępu - obawia się gazeta. Podkreśla, że prezydent deklarował, iż średnia pensja w sektorach kontrolowanych przez państwo powinna wzrosnąć do ok. 500 dolarów miesięcznie; w maju średnie wynagrodzenie stanowiło równowartość ok. 420 dolarów.

Reklama
Reklama

Obietnice, które mogą zapewnić mu poparcie przed wyborami planowanymi 23 września, wywołują alarm wśród ekonomistów.

W ostatnim raporcie na temat białoruskiej gospodarki Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegał, że takie posunięcia mogą "wskrzesić spiralę inflacyjną i deprecjacyjną oraz narazić średnioterminową równowagę fiskalną i zadłużeniową".

Jednak białoruska gospodarka, która w ubiegłym roku wzrosła o 5,3 proc., a podobny wzrost planowany jest w 2012 roku, jest nieco bardziej odporna niż była w 2011 roku, z rezerwami walutowymi sięgającymi 3,9 miliarda USD (w porównaniu z 1,3 mld USD rok wcześniej) i sygnałami świadczącymi o spadku inflacji.

Mimo wszystko ekonomiści mają nadzieję, że Łukaszenka nie zrealizuje swych wyborczych obietnic. Władze powiązały zapowiedzi podniesienia wynagrodzeń ze wzrostem wydajności pracy, co może oznaczać, że nie będzie powtórki z lat 2010 i 2011 - powiedział cytowany przez "FT" Alaksandr Czubrik z ośrodka badawczego IPM, białoruskiego think tanku. "To może być tylko przedwyborcza retoryka, niezwiązana z żadnymi konkretnymi posunięciami politycznymi" - przewiduje.

Finanse
Dania rzuca rękawicę Trumpowi. Pozbędzie się wszystkich amerykańskich obligacji
Materiał Promocyjny
Największa w historii fala sukcesji. Jak polskie rodziny przygotowują się do przekazania majątku?
Finanse
Rekordowe zakupy NBP. Rezerwy złota Polski mają sięgnąć 700 ton
Finanse
Czy niemieckie złoto powinno wrócić do Europy? Eksperci ostrzegają przed Trumpem
Finanse
Ciekawe trendy na rynku obligacji. Co nas czeka w tym roku?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama