Amerykańska gospodarka przez całe lata będzie jednak wymagała niskich stóp procentowych – tego zdania jest zarówno obecna przewodnicząca amerykańskiego banku centralnego, jak i jej poprzednik.

Szefowa Fedu Janet Yellen w piątek oceniła, że tzw. naturalna stopa procentowa – czyli realna stopa zapewniająca w średnim horyzoncie czasowym pełne zatrudnienie i stabilność cen – jest niska na tle historycznych standardów. A to oznacza, że polityka pieniężna Fedu pozostaje zgodna z tzw. regułą Taylora, do której stosowania amerykański bank centralny chciałaby zobowiązać część kongresmenów, krytycznych wobec jego polityki.

Reguła ta, opracowana na początku lat 90. przez ekonomistę z Uniwersytetu Stanforda Johna B. Taylora, wyznacza optymalny poziom głównej stopy procentowej banku centralnego na podstawie rozbieżności między jego celem inflacyjnym a rejestrowaną dynamiką cen, różnicy między potencjalnym a rzeczywistym tempem wzrostu gospodarki (lub, alternatywnie, między naturalną a rejestrowaną stopą bezrobocia) oraz właśnie naturalnej stopy procentowej.

Standardowo ekonomiści, w tym Taylor, zakładają, że ta ostatnia stopa w amerykańskich warunkach wynosi 2 proc. Przy takim założeniu, główna stopa procentowa Fedu już dzisiaj powinna wynosić około 3 proc. Zdaniem Paula Ashwortha, głównego ekonomisty ds. USA w firmie analitycznej Capital Economics, nawet gdyby naturalna stopa procentowa wynosiła 1 proc., Fed powinien był już dawno rozpocząć zaostrzanie polityki pieniężnej, a biorąc pod uwagę jego własne prognozy dotyczące m.in. stopy bezrobocia, do końca 2017 r. powinien podwyższyć swoją główną stopę do 4 proc. Obecnie jest ona w przedziale 0-0,25 proc.

- W normalnych okolicznościach proste reguły polityki pieniężnej, takie ja ta zaproponowana przez Johna Taylora, mogłyby nam pomóc zadecydować, kiedy podwyższyć stopę oprocentowania funduszy federalnych. Uważam jednak, że proste reguły są, nomen omen, zbyt proste i ignorują istotne zawiłości dzisiejszej sytuacji – powiedziała Yellen na konferencji zorganizowanej przez oddział Fedu w San Francisco.

- Zalecenia, jakie oferuje reguła Taylora, mocno się zmieniają, jeśli przyjąć – tak jak ja przyjmuję – że na rynku pracy utrzymuje się wyraźna nadpodaż a realna naturalna stopa procentowa jest dziś dość niska na tle historycznych standardów. Przy założeniach, które ja uważam za realistyczne w obecnych warunkach, ta sama reguła nakazywałaby utrzymywanie stopy oprocentowania funduszy federalnych blisko zera – powiedziała przewodnicząca Fedu.

W sukurs przyszedł jej poprzednik Ben Bernanke, który podobnemu zagadnieniu poświęcił swój pierwszy wpis na prowadzonym od poniedziałku blogu.

Odnosząc się do zarzutów, że pod jego kierownictwem (lata 2006-2014) Fed obniżył stopy procentowe do „sztucznie" niskiego poziomu, Bernanke napisał, że „najlepszą strategią dla Fedu, jaką potrafię wymyślić, jest ustalenie stóp procentowych na poziomie zgodnym ze zdrowym funkcjonowaniem gospodarki w średnim terminie, czyli na poziomie stopy naturalnej, która dziś jest niska".

Z tymi argumentami nie zgadza się Taylor. Ekonomista z Uniwersytetu Stanforda skomentował na swoim blogu, że Yellen w żaden sposób nie uzasadniła tezy, jakoby naturalna stopa procentowa spadła w ostatnich latach z 2 do 0 proc. – Według mnie, nie ma na to zbyt wielu dowodów – dodał.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Zdaniem Ashwortha, założenie, że naturalna stopa procentowa jest zerowa oznaczałaby, że gospodarka USA tkwi w długotrwałej stagnacji. Inni ekonomiści, którzy włączyli się do sprowokowanej przez Yellen debaty, zwracają uwagę na to, że tak niska stopa naturalna musiałaby przejawiać się też niską rentownością inwestycji. Tymczasem amerykańskie spółki są obecnie bardzo rentowne.