Dzień rozpoczął się od niezłych informacji dla Polski. Mimo że dynamika PKB wyraźnie spadła, jego wzrost o 3,5 proc. w I kwartale był na tyle wysoki na tle innych gospodarek europejskich, żeby warszawski parkiet zareagował z optymizmem.

Od rana kurs złotego do euro, dolara i franka poruszał się w okolicach wczorajszego zamknięcia. Wystarczyło jednak, żeby do gry włączyła się Ameryka – rozczarowana informacjami o zatrudnieniu w sektorze prywatnym i wartością wskaźnika Chicago PMI – aby nasza waluta gwałtownie straciła. Po południu za euro płacono nawet blisko 4,42 zł, za dolara 3,57, a za franka szwajcarskiego 3,68 zł. Ostatecznie złotemu udało się odrobić część strat. Euro i frank kosztowały praktycznie tyle co dzień wcześniej, odpowiednio 4,39 zł oraz 3,66 zł. Dolar zdrożał, do 3,55 zł.

Mimo wahań kursu polskiego złotego, obligacje skarbowe wczoraj nieznacznie

drożały. Ewidentnie pomogły im informacje o stosunkowo niezłym stanie gospodarki. Rentowność dziesięciolatek wynosiła 5,45 proc., pięciolatek 5,04 proc., a dwulatek 4,79 proc.