Środa nie przyniosła większych zmian, jeśli chodzi o notowania złotego. Rano nasz pieniądz lekko zyskiwał na wartości na fali optymistycznych sygnałów dotyczących czwartkowo-piątkowego szczytu unijnego poświęconego kryzysowi finansowemu. Euro kosztowało 4,46 zł. Dolar był na otwarciu wyceniany na 3,31 zł, a szwajcarski frank na 3,58 zł.

W kolejnych godzinach nastawienie do naszego pieniądza zaczęło się pogarszać w ślad za pojawiającymi się informacjami, że szczyt nie przyniesie żadnych konstruktywnych decyzji co do ratowania eurolandu. Inwestorzy zaczęli skracać pozycję na ryzykowniejszych aktywach. Spadki dotknęły akcji spółek giełdowych i walut państw rozwijających się. Wczesnym popołudniem euro kosztowało już 4,48 zł, a dolar 3,35 zł. Frank podrożał do prawie 3,62 zł.

Pod koniec notowań apetyt na złotego lekko wzrósł za sprawą wypowiedzi Marka Belki, szefa NBP, że instytucja jest gotowa do kolejnych interwencji na rynku walutowym. Wieczorem kurs euro wynosił mniej niż 4,47 zł, dolara 3,33 – 3,34 zł, a franka niespełna 3,61 zł.

Oprocentowanie obligacji dziesięcioletnich sięgało 5,89 proc., pięcioletnich 5,25 proc., a dwuletnich 4,87 proc.