Limitowana kolekcja sportowych butów od Adidasa sama w sobie może być atrakcją jak kreacje od najmodniejszych projektantów, jednak Adidas podniósł stawkę przy okazji sprzedając buty za de facto ujemną kwotę. Sama promocja butów sprawiła zaś, że ponad 500 osób cierpliwie oczekiwało na otwarcie sklepu. Niektórzy nawet parę dni. Zupełnie jak niegdyś po produkty z logo nadgryzionego jabłka.

- Nie jestem wielką fanką Adidasa, ale wydaje mi się, że pomysł by dostać bilet jest fajny. Część ludzi zapewne je sprzeda, ale ja zamierzam je nosić – powiedziała „Guardianowi” jedna z klientek stojących w kolejce.

Adidas buty zaprojektował nawiązując bezpośrednio do nowego logo BVG (operatora transportu publicznego w Berlinie) i wyprodukował tylko 500 par. Wyjątkowe obuwie (i to właśnie jest niezwykłe) pełni równocześnie funkcję biletu uprawniającego do przejazdów po Berlinie do końca 2018 roku. Para teoretycznie kosztowała 180 euro, ale biorąc pod uwagę, że koszt berlińskiego biletu rocznego to minimum 728 euro, można śmiało powiedzieć, że każdy, komu udało się te buty kupić, jeszcze na tym zarobił. Bilet wkomponowany jest w język. Co więcej, aby bilet był ważny, będzie należało mieć na sobie oba buty.

- Chcieliśmy w ten sposób powiedzieć młodym ludziom, że transport publiczny jest fajny – mówiła rzeczniczka BVG Petra Reetz.

Berliński transport publiczny, który przewozi miliard pasażerów rocznie (BVG nie jest tylko operatorem kolei S-Bahn, z której korzysta ponad 400 mln osób rocznie), przeszedł niedawno odświeżenie marki. Współpraca z Adidasem pomaga w umocnieniu nowego wizerunku, w którego promocji pomagają także kąpielówki czy śliniaczki z logo BVG.

Promocja Adidasa i BVG już jest hitem – piszą o tym wszystkie światowe media. Być może jest to wzór do naśladowania, jeżeli chodzi o promocję transportu publicznego. Chociaż może trudno sobie wyobrazić bilet w takiej formie w Polsce – kontrolerzy biletów raczej nie byliby skłonni schylić się w celu sprawdzenia ważności…