Operatorzy stacjonarni w obliczu nadchodzących sieci mobilnych 5G przekonują coraz częściej, że ich łącza mają nadal niewykorzystane możliwości i prędkości internetu znane dużym firmom zaczynają proponować gospodarstwom domowym.

Najpierw internet o prędkości 1 gigabita na sekundę wprowadził dla 1,7 mln domów Orange Polska, a w ograniczonym zakresie UPC Polska, a w piątek telewizja kablowa Inea ogłosiła, że oferuje klientom indywidualnym łącze dziesięć razy szybsze – 10 Gb/s.

Na razie z usługi za 399 zł miesięcznie może korzystać 30 tys. gospodarstw w Poznaniu. Inea zapowiada, że do końca roku usługa dotrze do domów w całym mieście, w tym tych będących w zasięgu sieci budowanej przy wsparciu dotacji z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Tego, że tak jeszcze nie jest, nie zauważył w wystąpieniu na poznańskiej Arenie premier Mateusz Morawiecki, a przedstawiciele administracji państwowej gratulowali sobie na Twitterze udziału w sukcesie (taka prędkość dostępna jest w kilku krajach na świecie).

Pomijając aspekt polityczny, w branży trwa dyskusja, czy licytacja na gigabity ma sens inny niż marketingowy. Michał Fura, rzecznik UPC, podaje, że statystyczny klient tej kablówki może używać 170 Mb/s. Przekonuje, że konsumenci potrzebują gigabitowego internetu. – Wchodzimy w erę, w której klienci potrzebować będą coraz szybszych łączy gigabitowych, by móc w pełni korzystać z coraz lepszej jakości cyfrowej rozrywki oraz aplikacji przyszłości, internetu rzeczy – twierdzi.

Ważniejsze jest co innego. Jedna z kablówek przesłała nam opinię, w której przekonuje, że wydajność komputerów w domach jest zbyt niska, by oferowanie symetrycznych łączy 10 Gb/s miało sens.