Zwolennicy repolonizacji sektora bankowego podkreślają, że kryzys finansowy pokazał, jak ważne jest to, gdzie zapadają dotyczące go decyzje. Nie bez znaczenia jest również fakt, że przy wysokim udziale zagranicznych inwestorów gros dywidend z zysków wypracowanych przez banki w Polsce wypływa za granicę.
– Gdy się rozmawia nieoficjalnie z zagranicznymi bankami, to się dziwią, że pozwoliliśmy na 60-proc. udział inwestorów zagranicznych w bankach. Taka sytuacja jak w naszym regionie nie jest spotykana nigdzie na świecie – mówi menedżer instytucji kontrolowanej przez Skarb Państwa.
Zmiany własnościowe w polskim sektorze bankowym mogą to zmienić. I to już niedługo. Gdyby całe Pekao zostało wystawione na sprzedaż, kupującym mogłoby być PZU, prawdopodobnie w konsorcjum z Polskie Funduszem Rozwoju. Raiffeisenowi w Polsce przygląda się z kolei PKO BP. Wkrótce zostanie też sfinalizowana transakcja przejęcia części BPH przez Alior Bank należący do PZU.
Nowy układ sił
Te transakcje na rynku mogą zmienić nie tylko właścicieli poszczególnych banków, ale układ sił w całym sektorze. Gdyby UniCredit ostatecznie zdecydował się na sprzedaż Pekao i gdyby został przejęty Raiffeisen Polbank, to biorąc pod uwagę, że Alior finalizuje właśnie przejęcie Banku BPH, udział inwestorów krajowych w sektorze wzrósłby z obecnych 40 do 55 proc. Kluczowy udział, szacowany przez nas na 42 proc., miałyby instytucje kontrolowane przez Skarb Państwa.
– Większa równowaga w sektorze pod względem właścicielskim byłaby z pewnością dobra, ale niesie też ze sobą niebezpieczeństwo, zwłaszcza jeśli wzrośnie udział firm kontrolowanych przez państwo – uważa Tomasz Bursa, wiceprezes OPTI TFI. – Niedobra byłaby też nadmierna koncentracja, np. gdyby w rękach jednego podmiotu kontrolowanego przez państwo znajdowało się 30 proc. aktywów sektora. Lepiej, gdyby były to np. trzy podmioty skupiające po 10 proc. – mówi Bursa.