Koszt opłat i prowizji naliczonych bezprawnie klientom to 5 mln dolarów. Bank został zobowiązany do zwrócenia tych kwot klientom i zapłacenia dodatkowo 185 milionów dolarów kary za nielegalne praktyki. 100 mln ma trafić do funduszu CFPB, 35 mln ma zostać wpłacone na konto Office of the Comptroller of the Currency (organizacji Departamentu Skarbu), a pozostałe 50 mln odbierze miasto Los Angeles, które wniosło pozew przeciwko bankowi do sądu - informuje "Forbes".

Konsekwencje z całej afery wyciągnęło także kierownictwo banku i zdecydowało o zwolnieniu odpowiedzialnych za proceder pracowników. Bank potwierdził, że pracę straciło 5300 pracowników w ciągu ostatnich kilku lat.

Pracownicy Wells Fargo otwierali na swoich klientów dodatkowe konta osobiste i zakładali karty kredytowe. Doradcy posuwali się nawet do tworzenia PIN-ów i używali specjalnie otwieranych adresów e-mail do zakładania klientom kont bankowych. Wielu klientów się nie zorientowało, ale część poszkodowanych zaczęło protestować i składać reklamacje. Wtedy pracownicy informowali ich o "błędzie komputerowym" albo innej "pomyłce".

Wszystko po to, żeby poprawić wyniki sprzedaży i zapewnić bankowi więcej pieniędzy, a sobie sowite premie roczne. Proceder trwał od 2011 roku. W sumie założono ponad 2 mln kont i kart kredytowych na nazwiska klientów, ale bez ich zgody i autoryzacji. Nadużycia pracowników banku wyszły na jaw w 2013 roku po śledztwie dziennika Los Angeles Times.

Wells Fargo jest jednym z największych banków w USA. Specjalizuje się w sprzedaży krzyżowej - oferuje klientom kilka produktów finansowych jednocześnie.