fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Shiraz z Bhutanu, musujące z Anglii

Fotorzepa/ Jakub Mikulski
W zasadzie wszędzie – tak brzmiałaby odpowiedź na pytanie, gdzie produkuje się wino. A pytanie padło na Twitterze jako jedna z wielu propozycji na tematy felietonów, więc skoro vox populi każe...

Od lat z podróży z egzotycznych krajów przywożę co bardziej dziwaczne butelki – jedyna forma zbieractwa, jaka dopadła moją osobę. Degustacja niektórych z tych trunków groziłaby ciężkim kalectwem, ale win staram się spróbować zewsząd. Czy warto? Nie, a w zasadzie tak. Tak, bo to frajda, bo z każdym z takich win wiąże się jakieś wspomnienie. A nie, bo smak wielu z tych win jest rozczarowujący, a raczej rozczarowująco zwyczajny.

Ot, przykład z ostatnich wakacji: piję sobie shiraz z Bhutanu. Tak, tak, ten mały, himalajski kraj między Indiami a Chinami ma kilka winnic, większość w okolicach stolicy Thimphu. I jak wrażenia? Ot, tak smakuje najprzeciętniejszy shiraz z dowolnego miejsca w świecie – bez wad, ale bez krztyny oryginalności, rysu charakteru, żadnych uniesień. Sauvignon blanc z Kenii też było okrutnie zwyczajne, może zbyt dużo alkoholu, ale miłośnicy sauvignonów z Chile byliby zachwyceni. Z czego to się bierze?

Ano z historii. Wino...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA