Najwięcej ofert pracy dla pracowników ze Wschodu jest u nas w rolnictwie, budownictwie i przetwórstwie przemysłowym. Z tych trzech sektorów pochodziło w I półroczu tego roku prawie 70 proc. wszystkich oświadczeń polskich firm o zamiarze krótkoterminowego zatrudnienia cudzoziemca. Ich łączna liczba wzrosła do niemal 411 tys., czyli ponaddwukrotnie w porównaniu z minionym rokiem, gdy i tak była rekordowo duża. Większość oświadczeń (prawie 98 proc.) dotyczyła pracowników z Ukrainy, do których w minionym roku trafiło też gros zezwoleń na stałą pracę w naszym kraju.
– To nie jest kwestia chęci zatrudniania zagranicznych pracowników, ale konieczności. Dla wielu firm, np. w produkcji czy logistyce, robotnicy i fachowcy z Ukrainy są dzisiaj jedynym remedium na braki kadrowe, w sytuacji gdy Polacy wyjechali pracować za trzy-, czterokrotnie wyższe stawki w Niemczech albo Skandynawii – twierdzi Krzysztof Inglot, pełnomocnik zarządu Work Service. Firma w ubiegłym roku zaczęła na większą skalę ściągać pracowników z Ukrainy, gdzie rekrutuje ich już poprzez siedem regionalnych biur. I planuje, że liczba sprowadzonych przez nią ukraińskich robotników wzrośnie dwukrotnie.
O dwukrotnym wzroście liczby Ukraińców kierowanych do pracy w polskich firmach mówi też Zbigniew Waffard z agencji zatrudnienia EWL, która prowadzi dwa biura rekrutacyjne na Ukrainie. Każdego dnia wysyła do pracy 1200 – 1300 osób ze Wschodu.
– Z powodu ograniczonej liczby pracowników w Polsce robotnikami, a zwłaszcza fachowcami z Ukrainy, interesuje się coraz więcej branż, w tym motoryzacyjna – podkreśla Joanna Przemyślańska z agencji zatrudnienia Otto. – Pozyskujemy ich za pośrednictwem biur rekrutacyjnych w Tarnopolu i we Lwowie oraz w Polsce.
Temu napływowi Ukraińców nie dziwi się prof. Maciej Duszczyk z UW. Jak przypomina, konflikt na Ukrainie spowodował, że pojawiło się tam ok. 1,5 mln przesiedleńców, którzy uciekli z rejonów ogarniętych wojną, a teraz szukają nowego miejsca do życia. Część z nich kieruje się więc do Polski. – Napływ imigrantów z Ukrainy mimo dużej dynamiki jest na razie pozytywnym zjawiskiem. Poprawa koniunktury w gospodarce pozwala wchłonąć dodatkowe dziesiątki tysięcy pracowników bez wzrostu bezrobocia, które cały czas spada. Choć można się zastanawiać, czy nie spadałoby szybciej, gdyby ten napływ był mniejszy – ocenia prof. Duszczyk.