fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Po starych tankach T-72 drugie życie dostaną latające czołgi

Szturmowe „latające czołgi” Mi-24
123RF
MON poważnie rozważa rewitalizację szturmowych śmigłowców Mi-24 rosyjskiej produkcji. To kolejna legenda z epoki Układu Warszawskiego.

Modernizacja wysłużonych maszyn pozwoliłaby doczekać planowanej od wielu lat wymiany ciężkich śmigłowców konstrukcji Mila określanych w kodzie NATO jako Hind na uderzeniowe, zachodnie helikoptery nowej generacji. 

Słynne latające czołgi Mi-24 były dumą armii dawnego bloku wschodniego i nadal ok. 30 wiropłatów usprawnianych wytrwale w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Łodzi pozostaje w służbie w Siłach Zbrojnych R.P. Nie ma znaczenia, że ze starości potraciły już zęby: brak do nich podstawowego oręża sprowadzanego kiedyś z ZSRR, czyli pocisków kierowanych, zużywają się nawet lufy pokładowej broni maszynowej. Jednak uporczywe trwanie Mi-24 w linii ma sens - pozwala utrzymać umiejętności bojowe pilotów. Jednak nadzieja, że doświadczenie obecnych załóg uda się wykorzystać za sterami przyszłych nowoczesnych wiropłatów słabnie.

Spóźnione kruki

Nic dziwnego. W poślizg wpadł uznawany dotąd w sztabach za priorytetowy modernizacyjny program o kryptonimie Kruk. To plan pozyskania co najmniej 32 nowych uderzeniowych śmigłowców spełniających standardy NATO. Jego koszt szacowany jest na ok. 10 mld zł. 

Według powszechnej opinii Ministerstwo Obrony, które po zakontraktowaniu systemów rakietowych Patriot coraz oszczędniej wydaje pieniądze na pozostałe inwestycje zbrojeniowe, musiało wyhamować wymianę szturmowych helikopterów w oczekiwaniu na bardziej sprzyjające okienko finansowe. Tymczasem program Kruk uznano w armii za priorytetowy pod wpływem ustaleń najnowszego strategicznego przeglądu obronnego, uwzględniającego zagrożenia, zwłaszcza na Wschodzie. - Niestety, w tegorocznym budżecie na wszystkie wydatki śmigłowcowe, w tym zamówione w Mielcu black hawki dla sił specjalnych, zaplanowano zaledwie 635 mln zł – mówi Tomasz Dmitruk z fachowego pisma Nowa Technika Wojskowa.

Nierealny scenariusz

- Wyposażenie narodowego arsenału w nowoczesne helikoptery szturmowe pozostaje pilnym zadaniem. Powinny jak najszybciej uzupełnić, a potem zastąpić wyeksploatowane „latające czołgi” Mi-24, rosyjskiej produkcji – powtarza od dawna Czesław Mroczek, b. wiceminister obrony narodowej ds. modernizacji sił zbrojnych w rządzie PO-PSL, dziś poseł opozycji. Przypomina iż w myśl założeń pierwotnego Planu Modernizacji Technicznej (PMT) pierwszych 20 nowych, uderzeniowych maszyn do 2022 r. miało być już w linii. 

- To scenariusz absolutnie nierealny – twierdzi Grzegorz Sobczak, ekspert lotniczy i redaktor naczelny pisma Skrzydlata Polska. Zdaniem Sobczaka na przygotowanie i rozstrzygnięcie postępowania przetargowego, wdrożenie zupełnie nowego bojowego śmigłowca w wojskach lądowych, a potem wyszkolenie załóg oraz obsługi technicznej potrzebujemy przynajmniej 7–10 lat. - Zmiana, a potem utrwalenie operacyjnych nawyków bojowych pilotów nowych maszyn to zawsze poważne wyzwanie – dodaje naczelny Skrzydlatej Polski.

- I to właśnie dlatego modernizację Mi-24 warto rozważyć jako rozwiązanie pomostowe, które pomoże ocalić cenne kompetencje pilotów szturmowych - podkreśla Sobczak.

Co się opłaca

Juliusz Sabak, ekspert portalu Defence24 doradzałby analitykom MON pracę z ołówkiem w ręku. – Trzeba dokładnie policzyć, czy kosztowne inwestowanie w przestarzałe „latające czołgi” się wojsku opłaci. W Mi-24 gruntownej wymiany (na urządzenia cyfrowe) wymaga awionika śmigłowca, systemy zarządzania walką i łączności. - Zintegrować należałoby też nowy oręż pokładowy, przede wszystkim kierowane pociski przeciwpancerne i rakiety niekierowane, a także zdalnie sterowane stanowiska ogniowe broni maszynowej. Zadbać trzeba również o uzupełnienie urządzeń obserwacyjnych o nowoczesne wielosensorowe głowice optoelektroniczne – wylicza Jerzy Gruszczyński, szef pisma Lotnictwo Aviation International.

Awaryjne warianty

Dla rodzimych instytutów i przemysłu kompleksowa modernizacja Mi-24 to wyzwanie, ale firmy Polskiej Grupy Zbrojeniowej miały już doświadczenia w unowocześnianiu w kraju wysłużonych wiropłatów. Łódzkie WZL-1 od lat naprawia eksploatowane przez armię konstrukcje z rodziny Mila w tym same szturmowce Mi-24. A niedawno modernizowało systemy tego śmigłowca łącznie z wymianą układów napędowych na zlecenie armii Senegalu. Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych z Warszawy ma za sobą doświadczenie w przenoszeniu w epokę cyfrową wyposażenia bojowego rodzimych świdnickich sokołów (powstała linia uzbrojonego śmigłowca „Głuszec”) – przypomina Juliusz Sabak. 

Grzegorz Sobczak zastanawia się, czy przejściowym rozwiązaniem, bardziej sensownym w obecnej sytuacji niż rewitalizacja rosyjskich szturmowców, nie byłoby zakontraktowanie w podkarpackich zakładach PZL Mielec nowych helikopterów S70i Black Hawk i uzbrojenie maszyn z pomocą specjalistów z Lockheed Martin. Amerykański koncern prezentował w ostatnich latach swoje black hawki w uzbrojonej wersji na polskich manewrach Anakonda i w Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach.

- Z chwilą gdy wreszcie kupimy uderzeniowe wiropłaty w ramach programu Kruk, uzbrojone black hawki będzie można wykorzystać jako śmigłowce eskortowe czy bojowego wsparcia – radzi Sobczak.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA