fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dżuma do żucia

Fotorzepa/ Robert Gardziński
To się mieściło wyłącznie w kategorii zjawisk nadprzyrodzonych, jak nagłe ozdrowienia, cudy eucharystyczne czy wylot Petru na Maderę. Rozumem tego nie ogarniesz. Facet ma 23 lata, robi to co zawsze od wielu lat, raz jest lepiej, raz gorzej, ostatnio raczej znacznie gorzej, właściwie padaka i kompromitacja. Gość myśli, by rzucić wszystko w diabły i zostać dekarzem. Ale przychodzi rok 2000 i nagle wygrywa Turniej Czterech Skoczni, odlatuje innym klientom, jakby mu lotnię wypożyczyli. Małysz ośmiesza rywali, w zasadzie mógłby zjeżdżać na sankach, a skoczyłby dalej, a i na butach zawalczyłby o podium.

Wtedy też Polacy poznali jedynego człowieka o imieniu Apoloniusz, który nie jest świętym i ojcem Kościoła, nie jest też, w co trudno uwierzyć, spokrewniony z Poloniuszem, tym od Hamleta. Pan Tajner wzbudzał sympatię wąsami oraz bezradnością w tłumaczeniu, dlaczego Małysz tak lata i czy wcześniej nie mógł. Dzięki obu panom poznaliśmy nie tylko dietę cud (bułka z bananem), ale i takie pojęcia, jak wyjście z progu czy mocne odbicie. Dowiedzieliśmy się również, że są w odróżnieniu od kozackich czy tatarskich najazdy dobre. No i sylwetka. Tak, nastolatki wszystkich krajów mają rację – sylwetka się liczy. Zwłaszcza w locie.

Słowem, wszyscy zostaliśmy ekspertami od skoków narciarskich, obudzeni o trzeciej w nocy moglibyśmy obronić dysertację doktorską na ten temat. Tylko nie mogliśmy za nic w świecie zrozumieć, dlaczego mistrz Adam wcześniej nie mógł, a teraz może. Ani on, ani jego trener, wciąż z wąsami, też tego nie mogli pojąć, ale nie dawali po s...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA