fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek. Trzech wariatów z Aragonii

mat.pras.
Pierwsze skojarzenia na hasło „wino hiszpańskie" poproszę! Rioja – bardzo dobrze. Priorat i cava – dobrze, o ile oczywiście Katalonię uznajemy za część Hiszpanii. Sherry – cudownie. Jeszcze kilka nazw szczepów, garść wspomnień z wakacji, i tyle. O Aragonii nikt by nie wspomniał. I słusznie.

Bo, owszem, Aragonia ma piękną historię i stolicę. Saragossa bliska jest sercu memu, bo tutejszy Real z Polonią Warszawa ma nie tylko sztamę, ale i zbliżoną historię klubu o pięknych tradycjach oraz marnej współczesności. Reszcie ludzkości Saragossa kojarzyć się może z majestatyczną katedrą składającą się głównie z górujących nad miastem wież. Ma też Aragonia urokliwe miasteczka i góry przedzielane wijącymi się rzeczkami – ma to wszystko, tylko wielkich win nie ma.

Przesadzam, ale tylko trochę. O ile jeszcze o Somontanie czy Carinenie ktoś mógł bowiem słyszeć, o tyle Valdejalon jest czarną dziurą. Zapomniany malutki region 30 km od Saragossy, nigdy tu znane wina nie powstawały. Trzech wariatów... no dobrze: dwóch wariatów i prawnik, postanowiło to zmienić. Połączyli stare krzewy z nowoczesnym sposobem robienia win. Maleńką winnicę nazwali od św. Frontonia, którego, wedle legendy, ścięli Rzymianie. Ciało pochowano na cmentarzu, ale głowę wrzucono do E...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA