fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus w Afryce

Pandemia w Afryce. W Senegalu jest tylko 30 respiratorów

AFP
W Afryce na razie wykryto nieliczne przypadki koronawirusa. Władze robią dużo, by ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby. Wiedzą, że służba zdrowia nie jest przygotowana. Jak wygląda sytuacja w Senegalu, mówi rp.pl mieszkająca tam od 20 lat Polka.

Senegalskie władze zarządzają kryzysem sprawnie. - Wprowadzono stan wyjątkowy, godzinę policyjną (od 20.00 do 6.00), zakaz zgromadzeń, zamknięto szkoły, restauracje. Odwołano obchody Święta Niepodległości 4 kwietnia. Jednak nie wprowadzono izolacji, bo jest to po prostu niemożliwe - opowiada nam Anna Haris, która dwie dekady temu wybrała życie w Dakarze, mieszka tam wraz z senegalskim mężem Mansourem i dziećmi.

- Nie można zakazać ludziom pracować, bo inaczej nie mieliby co jeść. Na budowach praca wre, dzięki czemu pracę mają kierowcy dowożący robotników z przedmieść, panie sprzedające na ulicy śniadania i obiady, kolacje już nie, bo godzina policyjna. Izolacja społeczna jest luksusem. Może sobie na nią pozwolić osoba, która ma gwarantowany dochód, własne mieszkanie - dodaje Polka, która zaobserwowała, że z powodu epidemii różnice społeczne i finansowe między ludźmi stały się jeszcze wyraźniej widoczne. - Zamożne dzielnice się wyludniły, w uboższych ruch jest mniejszy, ale nadal ulice są tłoczne. Zbyt tłoczne.

Szpital w Dakarze
AFP

NIE PYTA SIĘ „NA CO UMARŁ?”

Senegal to 17-milionowe państwo w Afryce Zachodniej. Jego stolica Dakar to jedno z najważniejszych miast całego regionu. Po Dakarze tego nie widać, ale Senegal to biedny kraj, pod względem PKB na głowę zajmuje 40 miejsce od końca na liście Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Według oficjalnych danych na koronawirusa zmarły dwie osoby. Takie dane podaje również obserwowany przez miliony internautów portal worldometers.info, gdzie wymieniono również 280 przypadków zakażenia.

To, jak mówi Anny Haris, bardzo optymistyczne statystyki: - Ludzie tutaj umierają głównie „na chorobę”, nie ma nawet w zwyczaju pytania „na co umarł?”. Pogrzeb jest organizowany bardzo szybko, jeszcze tego samego dnia. Zmarły jest chowany bez trumny, jest składany prosto do ziemi w całunie - podkreśla.

Z drugiej strony jej zdaniem Senegalczycy mają sporą wiedzę o epidemii, ministerstwo zdrowia wciąż informuje o konieczności zachowania dystansu między ludźmi, mycia rąk.

Anna Haris, zdjęcie z 2013 roku
Fotorzepa/ Jerzy Haszczyński

WIARA I RZECZYWISTOŚĆ

Anna Haris: -Senegalczycy są przekonani, że ich kraj zostanie oszczędzony. Bardzo wierzą w terapię chlorochiną [chloroquina, lek na malarię]. Wiara ta jest podsycana przez francuskiego lekarza Raoula (urodził się zresztą w Senegalu), który stosuje tę terapię i według którego niska zachorowalność w Senegalu może wynikać z faktu, że w przeszłości prawie każdy z nas chlorochinę zażywał. Wierzą też, że w wysokich temperaturach wirus zamiera. I wreszcie wierzą w maski. Uliczni sprzedawcy szybko przestawili się na sprzedaż masek, rękawiczek i żeli dezynfekujących. Powstały też oddolne akcje szycia i dystrybucji masek, senegalskie media społecznościowe są zarzucone zdjęciami pięknych twarzy w pięknych, kolorowych maskach, często dobranych kolorystycznie do zawoju na głowie. Jak na razie obowiązek noszenia masek mają kierowcy taksówek i wszelkiego transportu publicznego. Widujemy więc kierowców w brudnych maseczkach, zsuniętych pod brodą lub na czole.

Konsultacja lekarska w Kapsztadzie (RPA) przed badaniem na obecność koronawirusa
AFP

Anna Haris: - O ile wprowadzone obostrzenia są moim zdaniem dobrze dostosowane do tutejszych realiów, to jednak problemem jest brak dyscypliny i korupcja. Wraz ze stanem wyjątkowym prezydent wprowadził zakaz przemieszczania się między regionami. Po tygodniu wybuchła afera ze sprzedażą pozwoleń na przekraczanie granic w jednym z województw. W Dakarze natomiast media rozpisują się na temat imprezy zorganizowanej przez zięcia Youssou N’Doura [piosenkarza i polityka], w której brały udział złote dzieci senegalskich milionerów, a jedna celebrytka zmarła z przedawkowania narkotyków. Okazuje się, że wszystkie osoby biorące udział w imprezie miały pozwolenia na przemieszczanie się podczas godziny policyjnej lub były eskortowane przez przekupionych policjantów. Na plus należy zaliczyć dochodzenie zostało przeprowadzone sprawnie, a wszyscy podejrzani oczekują na proces w więzieniu.

Zazwyczaj tętniący życiem przez cały dzień port rybacki w Dakarze. Teraz przypływa do niego średnio jedna łódź dziennie z ładunkiem - pisze agencja AFP
AFP

CO DALEJ

W Dakarze w dzień jest teraz temperatura około 25 stopni Celsjusza. Anna Haris ma nadzieję, że zbliżające się gorące lato uchroni Senegalczyków. - Bo jeśli tak się nie stanie, będziemy całkowicie bezbronni. Mamy w tej chwili w Senegalu 30 respiratorów, państwo zamówiło 70 kolejnych - podkreśla.

Przy ostrym przebiegu Covid-19 bez respiratora trudno chorego uratować, uzmysławiają to dramatyczne wydarzenia z Lombardii czy Nowego Jorku. Nawet w bogatych krajach brakuje tych urządzeń zastępujących w krytycznych momentach płuca.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podała kilka dni temu zatrważające dane dotyczące Afryki. W 41 (z 54) państwach afrykańskich, które przekazały dane przekazały dane do WHO, jest mniej niż 2 tysiące sprawnych respiratorów w publicznej służbie zdrowia. Na mniej więcej miliard ludzi.

Dla porównania w Niemczech (83 mln mieszkańców) jest teraz 20 tysięcy respiratorów i to tylko przy łóżkach szpitalnych na oddziałach intensywnej terapii. Na takich oddziałach jest w najważniejszym kraju UE drugie tyle łóżek na oddziałach intensywnej terapii już bez respiratorów.

W Afryce łóżek na takich oddziałach jest około 5 tys., czyli osiem razy mniej niż w Niemczech.

23 kwietnia zaczyna się ramadan, muzułmański miesiąc postu. W Senegalu 95 proc. mieszkańców to wyznawcy islamu. - O ile możliwe okazało się zamknięcie meczetów i odwołanie publicznych piątkowych modlitw, to jednak ramadanu nikt nie odwoła. Trudno mi sobie wyobrazić, jak będzie przebiegał rozwój epidemii i walka z nią podczas tych 28 dni, gdy ludzie są zmęczeni, osłabieni i odwodnieni - martwi się Anna Haris.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA