fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Bezwartościowa ochrona za fortunę. Cenę za maseczki wywindowali pośrednicy

Minister Łukasz Szumowski poinformował, że resort zdrowia zawiadomił prokuraturę
Rzeczpospolita/ Jerzy Dudek
Cena maseczek, które finalnie kupiło Ministerstwo Zdrowia, rosła w łańcuszku pośredników. Certyfikaty okazały się fałszywe.

Pośrednicy nieruchomości, właściciel sieci aptek i producent chłodni oraz instruktor narciarski – to oni stali za sprzedażą 100 tys. masek FFP2 oraz 20 tys. maseczek chirurgicznych za 5 mln zł Ministerstwu Zdrowia. Towar okazał się bezużyteczny dla medyków – wykazały to testy Centralnego Instytutu Ochrony Pracy. Sprawa znalazła finał w prokuraturze – doniesienie złożył resort zdrowia, twierdząc, że został oszukany.

We wtorek na portalu społecznościowym wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński ujawnił fragment zawiadomienia do prokuratury. Poza Łukaszem G., instruktorem narciarskim z Zakopanego, prywatnie znajomym braci Szumowskich, i jego żoną Katarzyną wymienia innych kontrahentów (z inicjałów), którzy sprzedali Ministerstwu Zdrowia bezwartościowy towar. To Szymon Ł. i Łukasz Z. oraz Przemysław W. Wiceminister Cieszyński powołuje się w zawiadomieniu na art. 304 & 2 kodeksu postępowania karnego, który zobowiązuje „Instytucje państwowe by powiadomiły prokuraturę o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, aby nie dopuścić do zatarcia śladów i dowodów przestępstwa”.

Oddać nie chcieli

Z materiałów, które w ministerstwie pozyskali posłowie PO-KO, wynika, że powodem złożenia zawiadomienia do prokuratury była odmowa kontrahentów oddania pieniędzy za dostarczony towar – w poniedziałek odbyło się w Krakowie spotkanie z wiceministrem Cieszyńskim, które nie zakończyło się ugodą.

Poszliśmy tropem wymienionych w zawiadomieniu osób i łańcuszka sprzedaży towaru, który trafił w finale do ministerstwa.

Kontrahentami ministerstwa były trzy podmioty – żaden z nich nie zajmował się hurtową sprzedażą materiałów farmaceutycznych.

Firma Katarzyny G. została założona bowiem dopiero w dniu podpisania umowy z ministerstwem (30 marca) i, co ciekawe, nie uczestniczyła w żadnych rozmowach z resortem. Ale jej mąż Szymon Ł. i Łukasz Z. z kolei w Zakopanem prowadzą spółkę zajmującą się handlem nieruchomościami na terenie Podhala. Przemysław W. to udziałowiec rodzinnych firm z branży chłodziarek dla sklepów i gastronomii oraz właściciel sieci aptek na terenie Małopolski. Rządowy rejestr działalności gospodarczej wskazuje jednak, że także on 30 marca uzupełnił działalność o dodatkową możliwość: sprzedaż hurtową wyrobów farmaceutycznych i medycznych, by móc zrobić maseczkowy deal z ministerstwem.

Koniec marca to czas, kiedy polskie szpitale domagają się ogromnej liczby masek, rękawic, kombinezonów, ale na rynku panuje spory deficyt. W imieniu ministerstwa towar skupuje Centralna Baza Rezerw Sanitarno-Rezerwowych, głównie od renomowanego koncernu 3M. Przypadek trójki kontrahentów pokazuje, że osoby spoza branży mogą w kilka dni zbić na tym fortunę. Jak wiadomo z artykułu w „GW”, Łukasz G. wykorzystał do tego stare znajomości – uczył braci Szumowskich jazdy na nartach.

Wymiana faktur

Z wystawionych faktur wynika, że Przemysław W. dostarczył resortowi 48 tys. masek za ok. 2 mln zł, Katarzyna G. – 24 tys. masek za 1 mln zł, najwięcej spółka Szymona Ł. i Łukasza Z. – blisko 56 tys. masek za 2,5 mln zł.

Analiza faktur między tymi podmiotami wskazuje, że to Przemysław W. sprzedał towar pozostałym kontrahentom, a ci do resortu, ze sporym przebiciem i po bardzo wysokich cenach – po 45 i 48 zł plus 23 proc. VAT. Takich samych, jakie przed pandemią szpitale kupowały w cenach od 50 groszy do 8 zł.

Z dokumentów, do których dotarli posłowie opozycji, wynika, że kontrahenci do oferty dołączyli sfałszowany certyfikat ICR Polska, wystawiony dla chińskiego producenta masek (firma Dongguan Mars) – sprawa wyszła na jaw już po podpisaniu umowy, kiedy resort zaczął weryfikować certyfikaty sprzętu medycznego w obliczu powszechnych fałszerstw, jakie pojawiły się na rynku.

Wtedy Łukasz G. poinformował ministerstwo, że „certyfikaty załączone do oferty zostały dołączone w wyniku omyłki” i że zostaną dostarczone właściwe. Rzeczywiście Przemysław W. dostarczył plik dokumentów w języku chińskim, zapewniając, że towar przeszedł badania w Chinach, „a laboratorium, które je wydało, to duża firma państwowa”. Resort nie przyjął tych wyjaśnień, gdyż maski nie przeszły pozytywnie testów w Polsce. W większości spełniają najniższy stopień ochrony – FFP1.

Fałszywe cetryfikaty

Jeszcze 14 kwietnia Łukasz G. w internecie miał do sprzedania maseczki FFP2 („7000 tys. od zaraz”). Co ciekawe, zdjęcie certyfikatu ze znakiem CE włoskiej firmy Ente Certificazione Macchine (ECM) jest identyczne z tym dołączonym do maseczek kupionych przez KGHM na zlecenie Kancelarii Premiera. Szkopuł w tym, że, jak donosiła „Gazeta Wyborcza”, ECM przestrzega, że i jej certyfikaty są notorycznie fałszowane przez chińskich producentów.

Skontaktowaliśmy się ze wszystkimi podmiotami, które sprzedały maski dla Ministerstwa Zdrowia. Wczoraj po południu zamiast odpowiedzi otrzymaliśmy oświadczenie od mec. Piotra Danka, który przyznał, że reprezentuje firmę Przemysława W. Zapewnił jedynie „o pełnej woli współpracy z Ministerstwem Zdrowia, jak i wszelkimi innymi organami państwowymi w celu wyjaśnienia sprawy”, podkreślając, że „nie zamierza czynić tego za pomocą mediów”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA