fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Energetyka

Dla odnawialnych źródeł energii znów powiały pomyśle wiatry

Nowa polityka energetyczna może sprawić, że energia ze źródeł odnawialnych może być równie ważna jak ta uzyskiwana z węgla. To szansa na rozwój farm wiatrowych i słonecznych.

Jeszcze w tym roku na aukcjach może zostać zakupiona energia elektryczna pozwalająca na utworzenie ponad 3,4 GW nowych mocy wytwórczych w sektorze energetyki odnawialnej – informował Mariusz Radziszewski z Departamentu Energii Odnawialnej i Rozproszonej w Ministerstwie Energii podczas „Spotkania liderów rynku energetyki odnawialnej" zorganizowanego przez DNB Bank Polska.

Więcej zielonej energii

To ważna informacja dla firm działających w tej branży, bo oznacza coraz lepsze perspektywy rozwoju. Nowe aukcje będą możliwe dzięki nowelizacji ustawy o OZE, co być może stanie się jeszcze w pierwszej połowie roku. Jak mówił Mariusz Radziszewski, z zaplanowanych 3,4 GW nowych mocy ok. 2,5 GW ma pochodzić z farm wiatrowych, a ok. 750 MW – z farm słonecznych.

Oznaczałoby to bardzo duży wzrost znaczenia energii ze źródeł odnawialnych. Działające lądowe elektrownie wiatrowe dostarczały na koniec 2017 r. ok. 5,8 GW, co stanowiło ok. 9 proc. całej energii, a po uruchomieniu instalacji, które wygrały aukcję w 2018 r. oraz wygrają tę z 2019 r., będzie to już 9,5 GW, co oznacza wzrost o 60 proc. Z kolei potencjał farm słonecznych ma wzrosnąć z 0,1 GW do ok. 1,35 GW, czyli prawie trzynastokrotnie.

Jak wyliczał Mariusz Radziszewski, w 2020 r. odnawialne źródła energii (razem z biomasą czy elektrowniami wodnymi) mogą łącznie stanowić 13,7 GW mocy i generować 35,4 TWh energii elektrycznej.

– W ten sposób być może uda nam się zbliżyć do unijnych celów na 2020 r. – komentował Janusz Gajowiecki, prezes zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Ministerstwo Energii w uzasadnieniu do noweli ustawy o OZE zaznacza, że przewidywany wymiar rocznej konsumpcji energii elektrycznej w 2020 roku na poziomie 183,730 TWh da nam udział OZE na poziomie 19,23 proc. wobec wymaganego przez UE poziomu 19,1 proc.

– Ale jeszcze jest wiele do zrobienia, by OZE w Polsce mogły się w pełni rozwijać – zaznaczył Janusz Gajowiecki. Jak wyliczał, potencjał, jeśli chodzi energię wiatrową lądową, jest znacznie większy niż obecnie zainstalowane moce. By go w pełni wykorzystać, potrzebne są jednak ogromne inwestycje nie tylko w same farmy, ale też sieci przesyłowe, zagwarantowanie stabilności polityki państwa wobec OZE, rozwiązanie problemów związanych z pozwoleniami na budowę czy tych wynikających z tzw. zasady 10H. „Zasada 10H" oznacza m.in. zakaz budowy turbin wiatrowych w odległości mniejszej od dziesięciokrotności ich całkowitej wysokości.

Dobre perspektywy rysują się też dla morskich elektrowni wiatrowych. – W tej dziedzinie możemy stać się liderem w basenie Morza Bałtyckiego – zaznaczył Gajowiecki. Według szacunków PSEW na Bałtyku mogłoby powstać od 12 do 14 GW, a resort energii zapowiada w 2030 r. budowę 10,3 GW takich mocy. Obecnie trwają prace nad założeniami prawnymi dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej.

Cała branża zielonej energii czeka też z niecierpliwością na politykę energetyczną kraju do 2040 roku (PEP 2040), która być może zostanie przedstawiona na rozpoczynającym się dzisiaj Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. Ten dokument jest o tyle istotny, że po raz pierwszy od dziesięciu lat ma ukierunkować inwestycje w energetyce, określić relacje odnawialnych źródeł i energetyki opartej na węglu, pokazać przyszłość energetyki jądrowej itp.

Aukcje ze wsparciem

Uczestnicy spotkania zorganizowanego przez DNB liczą, że PEP 2040 da im poczucie stabilności. Dla inwestorów instalacji OZE niezwykle istotne są kanały sprzedaży tej energii. Jeśli chodzi o sprzedaż ze wsparciem, kilka lat temu Polska odeszła od systemu opartego na zielonych certyfikatach na rzecz systemu aukcyjnego, w którym producenci zielonej energii mają konkurować między sobą w zakresie efektywności projektów, czyli o to, kto jest w stanie zrealizować projekt i oczekiwany zysk przy jak najniższej cenie energii elektrycznej. W aukcji wsparcie zostanie udzielone takiej ilości inwestycji, która jest potrzebna do zrealizowania projektów o łącznej mocy określonej przez regulatora, a jeżeli chętnych będzie więcej, ci oferujący najwyższe ceny odpadną z gry.

– System ma swoje wady i wymaga poprawek, korzystają z niego przede wszystkim duzi producenci – mówił Arkadiusz Sekściński, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – Ale jak najbardziej kibicuję, by ten system się rozwijał, i dobrze byłoby, by jak najszybciej zostały przedstawione branży plany aukcyjne na kolejne lata, ponieważ gwarantuje on długoterminowo odbiór produkowanej energii, a co za tym idzie, stwarza stabilne warunki do inwestowania – zaznaczył.

Obok aukcji rozwija się też, choć na razie powoli, obrót zieloną energią na wolnym rynku bez publicznego wsparcia. Możliwe są tu różnego rodzaju umowy, z ceną stałą lub zmienną i o różnych horyzontach czasowych (do dziesięciu lat). Z doświadczeń Axpo wynika, że zainteresowanie jest spore, choć potrzeba promocji i działań zwiększających świadomość odbiorców.

Jedną z form są długoterminowe umowy na sprzedaż energii, czyli PPA (Power Purchase Agreement). PPA to umowa na kupno energii bezpośrednio z konkretnego OZE, np. farmy wiatrowej, przez profesjonalną firmę zajmującą się obrotem energią elektryczną, a Corporate PPA – bezpośrednio przez odbiorców końcowych.

– W ciągu ostatnich kilku lat energia ze źródeł odnawialnych potaniała na tyle, że możliwa staje się realizacja projektów w oparciu o ceny rynkowe, bez systemu wsparcia – zaznaczył Paweł Wierzbicki, członek zarządu Axpo Polska, spółki obrotu energią.

Kurs na ekologię

Na świecie udziałem w takim projekcie chwali się Google, który już w 2017 r. ogłosił, że jako innowacyjna, dbająca o klimat firma korzystać będzie tylko z energii odnawialnej. Ten pomysł dotyczył wszystkich spółek Google'a, w tym także tych działających w Polsce. W Polsce umowę tego typu zawarły farma wiatrowa EWG Taczalin (z Grupy VSB) oraz Mercedes Benz Manufacturing Poland.

– Oby takich „Mercedesów" było jak najwięcej – żartował na spotkaniu w DNB Marcin Guzik, członek zarządu firmy Wento działającej w branży farm wiatrowych oraz fotowoltaiki. – Kibicuję rozwojowi kontraktów PPA, bo to oznaczałoby zróżnicowanie rynku, dodało mu kolorytu. I może stanowiło taki brakujący element, przeciwwagę dla sytemu opartego wyłącznie na decyzjach polityków – zaznaczył Guzik. Dodał zresztą, że pojawia się coraz więcej zapytań od odbiorców końcowych o możliwości bezpośredniego zakupu zielonej energii.

Ważna rola banków

– W formule PPA można wycenić większość ryzyk, dzięki czemu projekty stają się możliwe do sfinansowania przez banki – zaznaczał Paweł Wierzbicki z Axpo Polska.

W ogóle rola banków w rozwoju energetyki odnawialnej jest bardzo istotna. Branża trochę narzeka, że instytucje finansowe mają w tym zakresie zbyt konserwatywne podejście, ale jak wyjaśniał Ole Gran z DNB Bank ASA, taki konserwatyzm ma swoje przyczyny. DNB w zakresie finansowania projektów OZE ma sporo doświadczenia, zrealizował na świecie ok. 100 takich przedsięwzięć, w tym 60 w zakresie energetyki wiatrowej. I doświadczenie to uczy, że sam rynek OZE w zakresie np. otoczenia regulacyjnego potrafi być bardzo zmienny, a ponadto trendy cenowe na rynku energii elektrycznej w okresie finansowania projektów – a mowa tu najczęściej o minimum 15-letnim horyzoncie czasowym – potrafią często zaskoczyć zarówno inwestorów, jak i banki. – Dlatego też zabezpieczenie strumienia przychodów instalacji OZE w postaci wsparcia w ramach systemu aukcyjnego lub PPA jest kluczowe – wyjaśniał Ole Gran.

Nauka cierpliwości

W Polsce DNB finansuje pięć farm wiatrowych na lądzie działających w systemie zielonych certyfikatów oraz jest partnerem m.in. dla projektu Potęgowo. To jedna z największych farm wiatrowych w Polsce, w skład której wchodzi 81 turbin zlokalizowanych w kilku gminach na terenie dwóch województw. – Tylko patrząc pod tym kątem, proszę sobie wyobrazić, jak wielkie jest to wyzwanie – mówił Tomer Eizenberg, prezes Potegowo Mashav.

Projekt rozwija się już od 2013 r. i przechodził różne fazy – od złamania po sukcesy. – Tym, co mogę poradzić inwestorom w Polsce, jest konieczna umiejętność dostosowywania się do niekończących się zmian. Do tego nieskończona cierpliwość. Ale najważniejsze jest nawiązywanie dobrych relacji ze wszystkimi interesariuszami, tak by razem przechodzić zarówno te dobre, jak i złe chwile – zaznaczył Eizenberg.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA