fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekologia

Co roku z naszej planety znika bezpowrotnie ponad 20 tys. gatunków zwierząt. Apokalipsa owadów

Ostatniej zimy w USA wyginęło 40 proc. pszczół miodnych
shutterstock
Masowe wymieranie owadów przyjmuje coraz bardziej niepokojące rozmiary. Szacuje się, że wkrótce bezpowrotnie wyginie większość gatunków zapylaczy.

Te statystyki są naprawdę przerażające. W ubiegłym roku w samych tylko Stanach Zjednoczonych wymarło ponad 40 proc. kolonii pszczół miodnych. Ale nasi miododajni przyjaciele nie są jedynymi owadami znikającymi w niespotykanej dotąd skali.

Co roku z naszej planety znika bezpowrotnie ponad 20 tys. gatunków zwierząt. Nie mamy już żadnej wątpliwości, że stoimy w obliczu masowego wymierania zwierząt i roślin, które zamieszkiwały Ziemię od milionów lat.

Rozerwane łańcuchy pokarmowe

Opinia publiczna najczęściej przejmuje się jednak losem żółwi morskich, wielorybów, wilków czy ostatnich białych nosorożców. Mało kto myśli o przyszłością „uciążliwych robaków”, jak najczęściej nazywa się większość gatunków owadów. A to właśnie w ich świecie rozpoczęła się prawdziwa apokalipsa, która może przynieść katastrofalne załamanie się wszystkich ekosystemów. Badania opublikowane na początku tego roku w prestiżowym magazynie „Biological Conservation” wskazują, że oprócz pszczół miodnych 75 proc. wszystkich owadów jest zagrożonych wyginięciem.

Naukowcy, którzy przeanalizowali 73 historyczne dokumenty opisujące spadki liczebności owadów, doszli do wniosku, że co roku ich ilość maleje o 2,5 proc.

Ten trend prowadzi do nieuchronnej katastrofy w obszarze całej przyrody. Jeżeli nic nie zrobimy, żeby zatrzymać tę tendencję, to za 100 lat na naszej planecie może nie być żadnych owadów.

– Za dziesięć lat będziemy mieli o 25 proc. wszystkich owadów mniej niż obecnie – uważa prof. Francisco Sanchez-Bayo z University of Sydney. – Za 50 lat pozostanie tylko połowa, a za 100 lat nie będzie żadnego.

Los pszczół miodnych jest reprezentatywny dla pozostałych gatunków owadów. Naukowcy z University of Maryland obliczyli, że 40 proc. amerykańskich kolonii pszczół miodnych zmarło zaledwie w pół roku – między październikiem 2018 r. a kwietniem 2019 r. Była to największa zarejestrowana strata zimowa od 13 lat.

Niestety, zjawisko to nie ogranicza się do obszaru Stanów Zjednoczonych czy nawet zachodniej hemisfery. Badania opublikowane w czasopiśmie „Nature Communications” wskazują na równie niepokojące tendencje w Wielkiej Brytanii, gdzie w latach 1980–2013 wymarła jedna trzecia z 353 gatunków dzikich pszczół i poduszkowców.

Utrata owadów oznacza zagładę niezliczonych owadożernych gatunków ptaków, ryb i ssaków. Już teraz obserwujemy załamanie łańcuchów pokarmowych wielu europejskich ekosystemów. Masowe wymieranie zapylaczy, takich jak pszczoły i muchołówki, które odgrywają również kluczową rolę w produkcji owoców, warzyw i orzechów, może się przełożyć na bezpośrednie zagrożenie także dla nas.

Czerwona księga

Co 25 minut na naszej planecie ginie jeden gatunek zwierząt. Nie zawsze jest to jednak wina człowieka. Proces naturalnej ekstyncji całych grup taksonomicznych towarzyszy przyrodzie od samego początku życia na naszej planecie. Jednak przez miliony lat tempo wymierania gatunków utrzymywało się na poziomie jednego co pięć lat. Obecnie jest ono tysiące razy szybsze.

Należy wziąć przy tym pod uwagę, że badania bardzo się różnią. Niektóre ośrodki naukowe podają diametralnie różne statystyki. Niektóre mówią o wymieraniu 5 tys. gatunków rocznie, a inne o śmierci co roku nawet 0,5 mln gatunków.

Założona w 1948 r. Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN), która od 1963 r. publikuje czerwoną księgę gatunków zagrożonych, jest znacznie bardziej ostrożna w tych szacunkach. W 2016 r. ogłosiła, że na granicy wymarcia jest 195 gatunków owadów, a 46 wymarło w ostatnich latach. Problem jednak w tym, że z roku na rok te statystyki gwałtownie rosną. Obecnie już 3,2 proc. wszystkich ocenianych przez IUCN gatunków owadów znajduje się na liście krytycznie zagrożonych.

Wśród nich szczególnie niepokojąca jest sytuacja wśród zapylaczy. Należy bowiem pamiętać, że nie chodzi jedynie o pszczoły miodne, ale także o motyle (których w Polsce mamy 3200 gatunków), chrząszcze, muchy i muchówki (ponad 400 polskich gatunków) oraz wszystkie owady błonkoskrzydłe (np. osy i owadziarki). Żeby pomóc w rozroście ich populacji, należy przywrócić im naturalne siedliska do życia i rozrodu oraz znacząco ograniczyć użycie pestycydów w rolnictwie. Trucizny stosowane do ochrony roślin uprawnych są obok patogenów głównym czynnikiem wpływającym na osłabienie stanu zdrowia i wymieranie owadów zapylających.

Znaczne ograniczenie pestycydów w rolnictwie powinno się stać głównym celem w obliczu katastrofalnej w skutkach zagłady owadów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA