fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Czerwony Kogut walczy o turystów z Polski

Fotorzepa/Iwona
Stowarzyszenie gospodarstw agroturystycznych Tyrolu Południowego przygotowało program, który ma przyciągnąć więcej Polaków do ich regionu.

W gospodarce włoskiego regionu Tyrol Południowy turystyka przynosi 11 procent PKB. A Polska jest wśród ośmiu krajów, których obywatele najczęściej go odwiedzają.

- Już kilka lat temu zauważyliśmy, że Polacy, to goście, którzy różnią się tym od innych nacji, że zostają u nas długo, tydzień i więcej. I w okresie, kiedy nasi farmerzy mają dużo czasu, by się zająć gośćmi, czyli zimą i wczesną wiosną. Polacy uwielbiają narty i lubią mieszkać oryginalnie, cenią też sobie system apartamentów. A 449 z 1700 naszych farm usytuowanych jest nie dalej niż 5 km od stoków z wyciągami, z ciekawym rzemiosłem, kuchnią i dobrym standardem noclegów. Postanowiliśmy, więc przygotować specjalny program dla polskich gości - mówi Hans J. Kienzl dyrektor ds. marketingu stowarzyszenia Roter Hahn (Czerwony Kogut) w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Polak kuszony zimą

Tyrol Południowy to kraina zamieszkana przez górali tyrolskich. Choć od stu lat należy do Włoch, to jest dwujęzyczna z dominującym językiem niemieckim i kulturą bliską austriackiemu Tyrolowi Północnemu. Problemem jest tu porozumienie się po angielsku, bo region gospodarczo i kulturowo był długie lata związanym z obszarami niemieckojęzycznymi. I dziś najwięcej turystów przyjeżdża tu z Niemiec. Jak opowiada Sonja Keserer z działu marketingu Roter Hahn, niemieccy turyści to prawie 40 procent gości na farmach organizacji. Włosi stanowią 35 procent wypoczywających, po nich są Austriacy, Szwajcarzy, Holendrzy, Belgowie, Czesi i Polacy.

Nasi rodacy to 1 procent z około miliona odwiedzających region co roku gości (2,79 mln sprzedanych noclegów w ostatnim roku.).

- Liczba gości rośnie z roku na rok, ale wciąż mamy wolne moce szczególnie zimą i wczesną wiosną, Farmerzy nie mają wtedy jeszcze pracy w sadach (większość gospodarstw produkuje owoce, szczególnie jabłka). Stąd pomysł na program skierowany pod konkretnego turystę. O ile Niemcy przyjeżdżają na krótko, ale po kilka razy, o tyle Polacy wybierają pobyty długie. A 67 procent naszych farm oferuje tak lubiane przez Polaków apartamenty. Natomiast pokoje ma 15 procent - dodaje Sonja Keserer.

Program, którym Czerwony Kogut chce zwiększyć zainteresowanie Polaków regionem, kładzie nacisk na zimowy i wiosenny wypoczynek. Badania preferencji turystów odwiedzających farmy Tyrolu Południowego pokazały, że 61 procent szuka w nich spokoju, a 49 procent tzw. slow winter, czyli nieśpiesznego spędzania czasu zimą. Goście cenią sobie walory przyrodnicze i krajobrazowe regionu; możliwość pieszych wycieczek, gościnność i spokój. 11 procent na pierwszym miejscu stawia ofertę narciarską. W tej grupie najwięcej jest Polaków.

Wokół starego pięknego uzdrowiska Merano istnieje kilka ciekawych i mało znanych polskim narciarzom terenów (najbardziej znany to Merano 2000), gdzie jeszcze w marcu panują bardzo dobre warunki do szusowania, a także do wędrowania dobrze przygotowanymi zimowymi szlakami. Są tam też tory saneczkowe i bobslejowe, a położone średnio na wysokości 2500 m n.p.m. ośrodki otaczają gęste lasy. W sumie w Tyrolu Południowym jest 30 ośrodków narciarskich różnej wielkości.

Informacja musi być po polsku

- Częścią naszego programu przygotowanego z myślą o Polakach jest pełna informacja w języku polskim. Nasza strona internetowa (roterhahn.pl) jest, więc dostępna nie tylko po niemiecku, włosku, angielsku, holendersku i czesku, ale też po polsku. Część pieniędzy przeznaczanych co roku na promocję kierujemy na rynek polski i to przynosi efekty - podkreśla Hans J. Kienzl.

Stąd pomysł specjalizowania się farm, tak by także ci, którzy nie samymi nartami żyją, znaleźli na nich coś dla siebie. Są więc farmy z ofertą dla rodzin, dla miłośników jazdy konnej (haflingery to słynna miejscowa rasa koni, pod Merano jest wieś o tej nazwie), farmy oferujące produkty ekologiczne, w tym dwie specjalnie przystosowane dla alergików. Są też farmy "wysokościowe" i historyczne.

Te dwie ostatnie kategorie łączy w sobie najstarsza w stowarzyszeniu farma Roneherhof z 1214 roku. Można tutaj wciąż oglądać pomieszczenia sprzed 800 lat, np. historyczną wędzarnię. Irma Messner zajmuje się gośćmi (są 3 apartamenty), a Peter prowadzi farmę - hoduje mleczne krowy, świnie, owce.

- Przyjechałam tutaj z Bawarii w latach sześćdziesiątych XX w. To był wtedy bardzo biedny i zapuszczony region. Ale, od kiedy zaczęła się rozwijać turystyka, w ciągu 20 lat temu, zaszły tutaj takie zmiany jak w Bawarii w ciągu czterdziestu - opowiada Irma Messner, częstując jabłkowym strudlem własnego wypieku i kawą ze śmietanką od własnych krów. Krowa Żywioła chodzi po farmie  luzem. Krów nikt tu nie uwiązuje na łańcuchach, a świnie mają wybiegi. Ten widok miły jest oczom każdego miłośnika zwierząt.

Układ, w którym żona prowadzi agroturystykę, a mąż zajmuje się gospodarstwem dominuje na większości farm Czerwonego Koguta. Podobnie jest w Weidacherhof - jednej z dwóch farm specjalizujących się w zabiegach zdrowotnych. Markus Rottensteiner prowadzi farmę a Margit z córką zajmują się gośćmi.

Pomysł specjalizacji to zasługa Margit. - Od początku starałam się wybadać, co interesuje gości. Uczestniczyłam w wielu kursach organizowanych przez stowarzyszenie, a kiedy 5 lat temu córka, po pobycie zw Nepalu, zdecydowała się zostać z nami na farmie, wybrałyśmy działalność nastawioną na naturalne zabiegi zdrowotne, ziołolecznictwo, masaże, zdrową kuchnię - wylicza gospodyni. Na jej farmie można, więc np. popróbować kąpieli w... wełnie.

Owinięci niczym ludzik Michelina specjalnie przygotowaną wełną zapadamy się w miłym, odprężającym cieple przez blisko godzinę, aby potem oddać się przyjemnemu nacieraniu kremem z lanoliną, wykonanym przez córkę Margit. Taka kuracja dobrze służy naszej zmęczonej i wymęczonej cywilizacją skórze.

Margit podkreśla, że to przynależność do Czerwonego Koguta pozwoliła jej wzbogacić wiedzę i ciągle podnosić poziom usług. Jest jedną z nielicznych farmerek, które zrobiły kurs języka angielskiego i dzięki temu mogą porozumiewać się także z gośćmi nieznającymi niemieckiego czy włoskiego. - To bardzo ważne, jeżeli chcemy się bardziej otworzyć na inne nacje, jak choćby Polaków - podkreśla.

Jak pomóc rolnikom?

Polskie organizacje agroturystyczne też mogłyby się od Roter Hahn sporo nauczyć. Roczna składka wynosi od 310 do 510 euro. Z tego 20 procent zasila Südtiroler Bauernbund (federację farmerów Tyrolu Płd.) oraz władze regionu. Reszta jest wydawana na działalność organizacji.

Co farmer dostaje za swoje pieniądze? Przede wszystkim pomoc prawną. Wiele gospodarstw sprzedaje gościom własne przetwory - konfitury, dżemy, soki, syropy, miody, sałatki warzywne, wędliny. Uzyskanie pozwoleń na ich produkcję i sprzedaż jest podobnie męczące i skomplikowane jak w Polsce, jednak za członków Czerwonego Koguta robi to prawnik organizacji.

- Nasi członkowie dostają też bieżące informacje, ich adresy figurują na stronie internetowej. Pomagamy im też zakładać swoje strony; mogą brać udział w organizowanych przez nas kursach, w tym językowych. A ci, który płacą najwięcej, znajdują się w wydawanym co roku katalogu organizacji. 81 procentom farmerów działalność agroturystyczna pozwala dopiąć budżety gospodarstw. Zysk z rolnictwa spada bowiem z roku na rok - mówi Sonja Keserer.

Tyrolscy farmerzy, którzy zdecydują się na działalność agroturystyczną mogą liczyć na pomoc finansową.

- Ta pomoc zależy od kilku czynników. Od dochodu na członka rodziny i od rodzaju działalności (sady, winnice, gospodarstwa mleczne czy mięsne). A także, jeśli istnieją okoliczności utrudniające uzyskanie zysku z rolnictwa, jak np. położenie gospodarstwa na stromym terenie. Pomoc finansowa wynosi do 50 tysięcy euro. Podstawowym warunkiem jest zainwestowanie minimum 80 tys. euro, na przykład w apartamenty czy przydomowy sklep. Stowarzyszenie chce pomagać tylko tym, którzy są naprawdę zainteresowani wykonaniem tej pracy. Gdyby preferencyjne dotacje były wyższe, to możemy się domyślać, farmerzy sięgnęliby po nie, nawet gdyby nie byli zainteresowani współpracą z turystami - przyznaje Hans J. Kienzl.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA