fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Polskie kosmetyki przebijają się w świecie

123RF
Ubiegły rok przyniósł kolejny rekord w eksporcie kosmetyków. Jego wartość sięgnęła niemal 12,8 mld złotych, po wzroście o jedną szóstą. W tym roku firmy liczą na jeszcze więcej.

Polscy producenci wysłali w ubiegłym roku za granicę prawie 602 tys. ton kosmetyków i produktów higieny osobistej. To o 12 proc. więcej niż w bardzo dobrym 2015 r. Jeszcze szybciej, bo 16 proc., urosła wartość sprzedaży polskich kosmetyków za granicą, która sięgnęła 11,8 mld zł.

Sprzyjał temu eksport droższych, bardziej innowacyjnych produktów oraz rozwój firm z polskim kapitałem, które coraz częściej wychodzą w świat pod własną marką.

Rządowe wsparcie

– Widzimy, że firmy są coraz bardziej zainteresowane odkrywaniem nowych, również odległych rynków. Przybywa polskich marek – szczególnie w makijażu i kosmetykach pielęgnacyjnych – które rozwijają sprzedaż w krajach Bliskiego Wschodu. Rośnie też eksport na Daleki Wschód, zwłaszcza do Wietnamu i Korei – podkreśla Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego, który zrzesza większość czołowych firm z branży. W tym rodzime spółki, które kończą przygotowania do startujących w ten czwartek targów Cosmoprof w Bolonii.

Na tej największej na świecie imprezie wystawienniczej branży kosmetycznej zaprezentuje się ponad setka firm korzystających z dofinansowania w ramach nowego, trzyletniego programu „Promocja gospodarki w oparciu o polskie marki produktowe – Marka Polskiej Gospodarki – Brand", który realizuje Ministerstwo Rozwoju. Kosmetyki są jedną z 12 wspieranych tam eksportowych branż.

70 proc. polskiego eksportu urody trafia na wymagające, dojrzałe rynki
Rzeczpospolita

Firmy kosmetyczne liczą, że nowy program przyniesie równie dobre efekty jak poprzedni, który w latach 2013–2015 pomógł polskim producentom wejść na nowe rynki i wyrównać zapaść sprzedaży na Wschodzie.

Nadal jednak za większość polskiego eksportu kosmetyków odpowiadają fabryki globalnych koncernów. Np. Kosmepol, polska fabryka grupy L'Oreal, z końcem 2016 r. stała się jej największym zakładem produkcyjnym na świecie pod względem liczby produkowanych jednostek. – W zeszłym roku było to już 380 mln sztuk, a większość, ok. 70 proc. produkcji trafia na eksport do 33 krajów – podkreśla Wioletta Rosołowska, prezes L'Oreal Polska.

Jak jednak zaznacza Roman Nagler, dyrektor kredytowy ds. sektorów Banku Zachodniego WBK, dynamikę zagranicznej sprzedaży podkręcają producenci z krajowym kapitałem. – Nie ma dostępnych precyzyjnych danych z rynku, ale szacujemy, że obecnie ok. 25–30 proc. polskiego eksportu kosmetyków to produkcja firm z większościowym polskim kapitałem. Sądzę, że ten udział będzie rósł – mówi Nagler.

Wielu z nich od kilku lat zwiększa eksport w dwucyfrowym tempie. O takiej dynamice w 2016 r. mówi Zbigniew Inglot, prezes spółki Inglot, najbardziej znanej w świecie polskiej marki kosmetyków do makijażu, która podbija rynki Bliskiego Wschodu i Afryki m.in. specjalnym lakierem do paznokci dostosowanym do religijnych nakazów islamu.

Cel to rynki rozwinięte

Firmowe salony Inglota są już w 80 krajach – w ośmiu marka zadebiutowała w ub. roku (m.in. w Palestynie i Korei Południowej). – W 2017 r. planujemy pojawić się m.in w Wenezueli, Iraku i Egipcie. Jednym z większych projektów będzie również otwarcie flagowego sklepu w Amsterdamie – dodaje prezes Inglot.

Aż 41-proc. wzrost eksportu zanotowała w 2016 r. rodzinna firma Ziaja, która wysyła swoje produkty do prawie 50 krajów.

O ponad 80-procentowym wzroście zagranicznej sprzedaży produktów markowych mówi Marek Chotkowski, dyr. eksportu w spółce Oceanic. Jej kosmetyki są obecne już na 40 rynkach – od ub. roku także w Holandii, Francji i Arabii Saudyjskiej.

O dwucyfrowym wzroście eksportu w 2016 roku mówi też Wiktoria Brzozowska, dyrektor marketingu i rynków międzynarodowych Laboratorium Kosmetycznego Dr Irena Eris. Firma wysyła swoje produkty do 50 krajów na świecie, a jej flagowa marka Dr Irena Eris od września ub. roku ma własne stoisko typu „shop in shop" w domu towarowym Aarhus, w strefie marek premium.

Z danych GUS wynika, że największymi odbiorcami polskich kosmetyków są Wielka Brytania i Niemcy, a choć w pierwszej trójce znalazła się też Rosja, to 70 proc. wpływów z eksportu zapewniały rozwinięte, głównie unijne rynki. Jak zwraca uwagę Roman Nagler, intensywny rozwój sprzedaży na rozwiniętych, dojrzałych rynkach, gdzie konsumenci mają ogromny wybór i jeszcze większe wymagania, dowodzi, że potencjał polskich kosmetyków jest gigantyczny.

– Jeśli radzimy sobie w skrajnie konkurencyjnych warunkach, to w pozostałych możemy mieć jeszcze większe sukcesy – ocenia Nagler. – W tej sytuacji, gdy klimat na Wschodzie się poprawi, polskie kosmetyki, z ugruntowaną renomą na Zachodzie, będą miały większą siłę przebicia – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA