fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Bezpieczeństwo

Mowa nienawiści: Internetowym trollom trudno się ukryć za obraźliwy hejt

123RF
Coraz łatwiej pociągnąć do odpowiedzialności osoby zamieszczające anonimowo obraźliwe lub nieprawdziwe komentarze w sieci.

W internecie roi się od komentarzy szkodzących zarówno osobom fizycznym, jak i firmom. Mnóstwo ma charakter zniesławiający. Sporo jest też tzw. mowy nienawiści, a nawet gróźb. Ich autorzy coraz rzadziej bywają anonimowi – łatwiej ich namierzyć, a tym samym pociągnąć do odpowiedzialności. Takie działania skutecznie podejmują np. przedsiębiorcy, którzy na skutek nieprawdziwych wpisów ponoszą konkretne straty – nie tylko wizerunkowe.

Technika idzie do przodu

Zarówno policjanci, jak i eksperci ze specjalistycznych firm zajmujących się informatyką śledczą przyznają, że żaden internauta nie jest anonimowy.

– Surfując po sieci, dokonując wpisów, wysyłając e-maile, użytkownicy zostawiają rozmaite ślady. Żadna metoda ukrywania tożsamości nie gwarantuje anonimowości – mówi mł. insp. Jan Klima, naczelnik Wydziału do Walki z Cyberprzestępczością Komendy Wojewódzkiej Policji w Krakowie.

Jak namierza się osoby dopuszczające się nadużyć w sieci?

Michał Ferdyniok, kierownik laboratorium informatyki śledczej Mediarecovery, tłumaczy:

– Każde urządzenie podłączone do internetu ma swój unikalny w danym czasie adres IP. To jak numer rejestracyjny samochodu: jeśli go znamy, zawsze można ustalić właściciela. Właściciel strony czy forum ma obowiązek gromadzić dane dotyczące ruchu sieciowego, m.in. numerów IP. Mając dokładny czas zamieszczenia wpisu i adres IP, z którego został wykonany, służby ustalają autora komentarza.

Ferdyniok tłumaczy, że każda z firm, która dostarcza internet, ma swoją pulę numerów IP.

– Służby wiedzą, do kogo się zwrócić z pytaniem o dane właściciela danego numeru. A dostawca internetu sprawdza w swojej bazie, do którego z klientów był przypisany numer IP w danym dniu i godzinie.

Eksperci wskazują, że istnieje również możliwość analizy śledczej komputera lub urządzenia mobilnego – stosuje się ją, gdy podejrzany wypiera się zarzucanych mu czynów.

– Szczegółowa analiza śledcza pozwala potwierdzić, że z konkretnego urządzenia łączono się do strony internetowej w określonym czasie. Zebrane dowody się zabezpiecza – elektroniczny materiał dowodowy jest teraz traktowany na równi z innymi dowodami rzeczowymi.

Śledczy przyznają, że nawet w sieci TOR, którą internauci wykorzystują do ukrycia tożsamości, możliwe jest ustalenie sprawcy.

– Tyle że okrężną drogą. Robi się tzw. korelację czasową i próbuje wytypować, kto z danego adresu IP łączył się z TOR, a jednocześnie (w tym samym czasie) korzystał z innych usług internetowych, np. przeglądał e-mail – tłumaczy Jan Klima.

We wszystkich komendach wojewódzkich w kraju są wyspecjalizowane wydziały do walki z cyberprzestępczością. Pracują w nich znawcy informatyki, często pasjonaci. Coraz częściej z sukcesami na hejterskim poletku.

Nawet trzy lata więzienia

Internetowy hejt jest najczęściej ścigany na drodze cywilnej, np. gdy komentarz w sieci narusza dobre imię firmy. Ale możliwe są też sankcje karne – np. za znieważenie będące mową nienawiści grożą nawet trzy lata pozbawienia wolności.

– Jeżeli w internecie ktoś kogoś pomawia, obraża, narusza wizerunek czy szkodzi przedsiębiorstwu, policja przyjmuje zawiadomienie, poucza zgłaszającego o kwestiach proceduralnych (m.in. o tym, że w sprawach z oskarżenia prywatnego zgłaszający musi wnieść opłatę sądową) i przekazuje protokół do sądu. Następnie sąd po zapoznaniu się ze sprawą może się zwrócić do policji, aby ta ustaliła, kto jest odpowiedzialny za pomówienia w Internecie – tłumaczy Andrzej Borowiak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu. Zaznacza, że gdy sąd lub policja zwraca się do operatorów o ujawnienie, kto jest abonentem danego adresu IP, ci muszą udostępnić takie informacje.

Poszkodowany może domagać się przeprosin, usunięcia obraźliwych treści oraz odszkodowania lub wpłaty na cel społeczny. Gdy uda się ustalić, że obraźliwe komentarze pochodzą od firmy konkurencyjnej, oprócz standardowego roszczenia o ochronę dóbr osobistych (art. 24 k.c.) przysługuje także pozew na podstawie art. 14 ust. 1 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji – za rozpowszechnianie nieprawdziwych lub wprowadzających w błąd wiadomości w celu wyrządzenia szkody. Ta sama ustawa w art. 26 uznaje też rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji o konkurencji za wykroczenie zagrożone grzywną do 5000 zł.

Opinia:

Katarzyna Górna, adwokat z Kancelarii Affre i Wspólnicy

Dyskredytowanie konkurencji, rozpowszechnianie nieprawdziwych czy wprowadzających w błąd informacji może być także uznane za czyn nieuczciwej konkurencji. Informacje te mogą dotyczyć w szczególności osób kierujących przedsiębiorstwem, towarów lub usług, stosowanych cen czy też sytuacji gospodarczej lub prawnej danej firmy. Takie sprawy są bardzo trudne z dowodowego punktu widzenia. Trudno odróżnić przypadkowego hejtera od takiego, który działa np. na zlecenie konkurencyjnej firmy, podszywając się pod niezadowolonego klienta. Przedsiębiorca może próbować ocenić, czy pada ofiarą zorganizowanego hejtu, np. patrząc na skalę tych ataków i szczegółowo analizując ich treść. Te wpisy są często formułowane w taki sposób, aby brzmiały jak spontaniczne opinie przypadkowych klientów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA