Škoda kontynuuje swój retro-projekt „Icons Get a Makeover” (Ikony w nowym wydaniu), w ramach którego historyczne modele marki wracają do życia jako nowoczesne, elektryczne koncepty. Po współczesnych interpretacjach Favorita, Felicii, 110 R czy 1000 MBX, Czesi prezentują jedną z najciekawszych wizji w tej serii — nową interpretację Škody 100. Model kultowy, bo w latach 1969–1977 zbudowano go w ponad milionie egzemplarzy, co uczyniło go pierwszym „milionowym autem” w historii marki.
Za projekt odpowiada designer Martin Paclt. Zamiast tworzyć „retro-kopię”, sięgnął po elementy aktualnego języka stylistycznego Modern Solid i połączył je z charakterem oryginału. Powstała czterodrzwiowa limuzyna o czystych, płynnych powierzchniach, wyciszonej sylwetce i proporcjach zbliżonych do współczesnego Superba. Jednocześnie projekt nie udaje nostalgicznej zabawki — to pełnoprawny współczesny samochód koncepcyjny, który abstrakcyjnie interpretuje DNA modelu sprzed 50 lat.
Czytaj więcej
Škoda poprawia swoje wyniki w Polsce: po trzech kwartałach 2025 r. zarejestrowano 45 522 nowych aut marki, o 5,77 proc. więcej niż rok wcześniej. U...
Światła zamiast chromów, nowa „twarz” i klasyczne linie
Na froncie znajdziemy świetlną grafikę z czterema segmentami, zastępującą chromy z klasyka. Ledowe pasy na przodzie i tyle nawiązują do charakterystycznej, poziomej linii oryginalnej „setki”, a centralne ostre przetłoczenie maski z logo Škody łączy współczesność z klasycznymi detalami. Największe zaskoczenie czeka jednak z tyłu. Paclt całkowicie zrezygnował z… tylnej szyby. To świadoma gra z historią — w oryginalnej 100 przednia i tylna szyba miały niemal identyczny kształt. W nowej wersji cała tylna partia jest zamkniętą, jednolitą bryłą, której linia powtarza motywy z przodu. Owalne elementy świetlne dodatkowo spinają wizualnie oba końce auta.
Silnik z tyłu – tak jak dawniej
Brak szyby nie jest wyłącznie stylistycznym żartem. W jej miejscu pojawił się duży wlot powietrza na dachu — prowadzi chłodne powietrze do elektrycznego układu napędowego umieszczonego za kabiną. To wyraźne nawiązanie do oryginału z silnikiem z tyłu i napędem na tylną oś. Dodatkowe szczeliny chłodzące znalazły się także w tylnych błotnikach. Przód samochodu jest krótki, a pod maską znalazł się frunk. Drugi, mniejszy schowek znajduje się nad tylnym napędem. Proporcje są szerokie i nisko osadzone, co — jak twierdzi Paclt — było kluczowe, aby auto „stało pewnie na kołach”.
Dlaczego właśnie Škoda 100?
Model 100 w latach 70. był jednym z najbardziej rozpoznawalnych samochodów Europy Środkowo-Wschodniej. Oferował prostą, funkcjonalną karoserię, zaskakująco duży jak na czasy realny bagażnik i układ z tylnym silnikiem, który zapewniał dobrą trakcję. Wersje 100 L, 110 L i 110 LS oferowały coraz większą moc i komfort, a sportowe coupé 110 R do dziś uchodzi za jednego z najładniejszych przedstawicieli epoki. Nowa interpretacja nie jest więc przypadkiem — to ukłon w stronę najważniejszych rozdziałów historii marki. A jednocześnie sygnał, że Škoda chce tworzyć koncepty nie tylko efektowne, lecz także merytoryczne i technicznie przemyślane. Wersja bez tylnej szyby i z dachem pełnym wlotów to nie tylko gest designerski. To — jak mówi Paclt — „mała próba zakwestionowania utartych reguł”. Czeska marka pokazuje, że elektryczne sedan-koncepty nie muszą wyglądać jak kolejne kopie Tesli. Mogą mieć własny język, własną historię i własną logikę.
Czytaj więcej
Skoda Elroq stała się najchętniej kupowanym elektrycznym modelem z grupy Volkswagena na polskim rynku. Nie bez powodu – to SUV o rozsądnych wymiara...